-Do rozpoczęcia finałów mistrzostw świata zostały cztery
miesiące. Na jakim etapie są sprawy organizacyjne przygotowującej
się do mistrzostw reprezentacji?
Zbigniew Boniek: Do Korei właściwie moglibyśmy odlatywać już jutro. Najważniejsze sprawy organizacyjne mamy dopięte na ostatni guzik. Wiemy kiedy i gdzie lecimy, gdzie lądujemy, gdzie będziemy
mieszkać. A w szczegółach wygląda to tak:
23 maja o godzinie 16 wsiądziemy do prezydenckiego samolotu TU 154. Do Korei poleci nim 51 osób. Wiemy nawet jak będą rozdzielone miejsca w tym samolocie. W Korei także jest już wszystko dla nas przygotowane. Zamieszkamy w ośrodku Samsunga w Daejeon. Wiadomo w jakich pokojach będziemy spali, ile będziemy płacili za jedzenie, czy za każde pranie ubiorów sportowych. W ośrodku będziemy mieli do dyspozycji dwa boiska treningowe, saunę, basen, siłownię, pomieszczenia z internetem.
Trzy dni po przylocie, 26 maja, rozegramy sparingowy mecz z jedną z najsłabszych drużyn ligi koreańskiej. Chodzi o to, aby sprawdzić się w nowych warunkach klimatycznych.
Dopracowane są także sprawy finansowe. Każda federacja dostała od FIFA milion franków szwajcarskich na przygotowania do mistrzostw. My przygotowaliśmy już premie dla piłkarzy - wiadomo już ile będzie startowego za sam udział w turnieju, ile za wyjście z grupy i za każdy kolejny awans. O sumach nie chcę mówić, ponieważ uważam, że najpierw powinni dowiedzieć się o nich piłkarze, a teraz przecież nie wiadomo dokładnie, kto pojedzie do
Korei. System premiowania opracowaliśmy inaczej niż niektóre inne związki. Przykładowo Włosi będą płacić swoim zawodnikom tylko za miejsce w czołowej trójce.
Wiemy także, jak będą wyglądały wyjazdy na mecze. Do Pusanu na spotkanie z Koreą pojedziemy dzień wcześniej. Tam będziemy mieli trening, a następnego dnia mecz. Po nim drużyna zostanie na noc w Pusanie, aby mieć trochę czasu na odnowę i rano wrócimy do naszego ośrodka. Na mecz z Portugalią pojedziemy w dniu spotkania - na stadion w Jeonju będziemy mieli 60 km. Mecz z USA gramy w Daejeon, czyli tam, gdzie mieszkamy.
Zrobiliśmy zatem już bardzo dużo i na pewno nie jesteśmy w tyle za nikim. Wszystko udało nam się pozałatwiać, opierając się na doświadczeniach z poprzednich lat. Doszliśmy do wniosku, że takimi sprawami powinno zająć się kilka osób i każdy powinien mieć ściśle wyznaczoną rolę. Za sprawy sportowe odpowiada Jerzy Engel, za kwestie merytoryczne Zdzisław Kręcina oraz ja jako szef tego sztabu, a wszystkie nasze myśli będzie przetwarzał na praktykę
Władysław Puchalski.
-Dlaczego reprezentacja poleci samolotem prezydenckim?
- W pierwotnych planach chcieliśmy lecieć samolotem polskim do Frankfurtu, a tam przesiąść się na linie koreańskie. Jednak taka wyprawa, gdy trzeba przenosić cały bagaż, byłaby zbyt męcząca. Wtedy zastanawialiśmy się nad wypożyczeniem czarteru od LOT-u. Okazało się jednak, że koszt jest ogromny - około 300 tysięcy dolarów. Wreszcie wpadliśmy na pomysł samolotu prezydenckiego. Po trzech dniach dostaliśmy odpowiedź, że nie będzie z tym problemu. Rozwiązanie okazało się strzałem w dziesiątkę. Koszty są trzy razy
niższe, lecimy do Daejeon z dwoma międzylądowaniami w Tadżykistanie i Pekinie, a poza tym wzrośnie prestiż drużyny, która w Korei wyląduje samolotem Głowy Państwa.
-Uczestniczył pan w trzech turniejach finałowych. Jaka jest
różnica między przygotowaniami w latach 70. i 80. a obecnymi?
- Nie można tego porównywać. Świat bardziej poszedł w stronę perfekcyjnej organizacji, zawodowstwa. Kiedyś była partyzantka, jedna wielka improwizacja. Pamiętam z moich czasów jak garnitury zakładało się na schodach samolotu i wszyscy wymieniali się spodniami. W Barcelonie mieszkaliśmy w ośrodku, gdzie temperatura wynosiła 40 stopni, a jedynym air condition było zimne piwo przed snem.
Nie znaczy to, że mieliśmy gorszych działaczy. Po prostu inne były możliwości komunikacji ze światem, inny był poziom techniki. Czas załatwiania wielu spraw był znacznie wydłużony. Kiedyś dla naszych piłkarzy samochód marki BMW był nieosiągalny, teraz każdy może kupić go sobie tylko za to, że jedzie na mistrzostwa.
-Czy reprezentacja przygotowana jest na zmianę klimatyczną?
- To bardzo ważna kwestia. Gdy byłem w Meksyku, nawet treningi były trudnością, bowiem ubytki wody w organizmie były bardzo duże. Nasz sztab na Koreę jest w pełni przygotowany. Trzeba zauważyć, że wszystkie mecze będziemy grali o 20.30 tamtego czasu, co jest dla nas bardzo korzystne, bo taka pora dnia jest łagodna.
-Wszystko jest przygotowane w Korei. A co na wypadek finału, który odbędzie się w Japonii?
- Też wszystko jest jasne. FIFA zarezerwowała dwa hotele w Jokohamie dla finalistów. Odbędzie się losowanie, kto gdzie będzie mieszkał. Na lotnisko w Daejeon z naszego ośrodka jedzie się piętnaście minut, zatem z transportem też nie będzie problemu. Będzie wyczarterowany samolot. Jeśli wygramy półfinał, wówczas jedna osoba z naszej ekipy uda się do Japonii, aby wszystko przygotować.
-Jak będą wyglądały sprawy bezpieczeństwa piłkarzy?
- Mamy pracownika z Biura Ochrony Rządu, który będzie odpowiedzialny za chronienie nas. Jest to osoba spoza związku i więcej nie mogę powiedzieć. W każdym razie musi być z nami ktoś, kto zawodowo się tym zajmuje, dla kogo jest to codzienna praca. To nie może być ktoś przypadkowy, ale profesjonalista, który wie na czym polega opieka nad grupą ludzi. W dzisiejszych czasach wariatów przecież nie brakuje. Poza tym będziemy mieli ochronę miejscowych służb bezpieczeństwa.
-Czy w przygotowaniach reprezentacji do finałów mistrzostw
świata przydało się pana doświadczenie jako uczestnika trzech takich imprez?
- Całą pracę wykonuje kilku ludzi. Jestem jedną z osób, która w tym uczestniczy. Moje podpowiedzi dotyczą bardziej strony sportowej. Mówiłem np. trenerowi, że pierwszy mecz w turnieju będzie na pewno bardzo ważny, ale żeby coś osiągnąć, to najważniejsze będą mecze trzeci i czwarty. Trzeba się zatem zastanowić, czy zawodnicy, którzy dobrze grali w pojedynczych
meczach eliminacji, sprawdzą się w systemie turniejowym. Czy po trzech dniach odpoczynku będą w stanie grać tak samo dobrze, albo i jeszcze lepiej, ponieważ klasa przeciwnika będzie wzrastała. Czy trener skorzysta z moich rad - na to już nie mam wpływu.
Polacy lubią się cieszyć z sukcesów, piłkarze - także. Na okazywanie radości nie będzie w mistrzostwach świata zbyt dużo czasu. Tam jest czas na grę. Jeśli wygramy mecz, trzeba będzie cieszyć się intensywnie, ale bardzo krótko. Każdy następny mecz będzie przecież trudniejszy i trzeba się będzie do niego ciężko przygotowywać. Przykładowo, jeśli wygramy z Koreą 3-0, wówczas może to być okazja do świętowania przez dwa dni. Ale w takim
przypadku co z następnymi spotkaniami? Dlatego piłkarze muszą być mądrzy i myśleć przede wszystkim o grze.
-Jaka będzie pana rola podczas finałów mistrzostw świata?
- Przede wszystkim będę zastępcą Michała Listkiewicza, który jako prezes będzie nas reprezentował na zewnątrz. Poza tym będę zajmował się kontrolowaniem finansów ekipy oraz wszystkimi sprawami merytorycznymi. Będę decydował o planie każdego dnia, rozdzielał role i zajmował się całą organizacją pobytu. Każdy będzie miał co robić.
-Czym polska reprezentacja może zaskoczyć rywali podczas
finałów mistrzostw świata, aby co najmniej powtórzyć sukcesy z 1974 i 1982 roku?
- W 1974 roku graliśmy w finałach pierwszy raz po wojnie. Byliśmy nową drużyną, nikomu nie znaną. Graliśmy bardzo mądrze i mieliśmy bardzo dobrych piłkarzy. W 1982 roku mieliśmy bardzo silną drużynę - znakomity bramkarz Młynarczyk, w obronie doświadczony Żmuda, w pomocy jeden z największych talentów polskiej piłki Kupcewicz, będący w pełnej formie Lato i świetny
Buncol. W ataku Smolarek i ja. Ta drużyna miała wszystko - pracowników i gwiazdy.
Teraz nasza drużyna też jest dobra, chociaż nie mamy takich piłkarzy jak Zidane, czy Figo. Zatem rywali możemy zaskoczyć dwoma rzeczami - sposobem, czyli umiejętnościami taktycznymi, i zdrowiem. Jeżeli zdrowiem nie pokonamy przeciwników, to będziemy wyglądać bardzo blado. Czy naszych piłkarzy stać na to? W tym jest już głowa trenera Engela.
-Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Zbigniew Miller
Wywiad
Na mistrzostwa świata możemy już lecieć
czwartek, 31 stycznia 2002 17:01
Zbigniew Boniekźródło: PAP