Czy gdyby Kazimierz Deyna wiedział, że wcale nie gra w kadrze po raz setny, wykorzystałby karnego w meczu z Argentyną i na mundialu w 1978 roku Polska zostałaby mistrzem świata?
Wszystko przez mecz, który zniknął z historii na 27 lat - opowiada "Gazecie" Andrzej Gowarzewski, autor encyklopedii piłkarskiej Fuji. - 17 grudnia 1968 roku na Estadio General San Martin w Mar del Plata kadra Ryszarda Koncewicza przegrała towarzyski mecz z Argentyną 0-1. Bramkę strzelił z rzutu karnego Raul Armando Savoy w 36. min. Ale nie ten karny był najważniejszy. Dziewięć minut wcześniej argentyński sędzia Gullermo Nimo podyktował "jedenastkę" dla Polski. Do piłki podbiegł grający piąty raz w reprezentacji Kazimierz Deyna. Odepchnął starszych graczy i postanowił strzelać. Jednak argentyński bramkarz Eduardo Norberto Andrada obronił. Po awanturze w szatni Deyna na drugą połowę już nie wyszedł. Zastąpił go Jerzy Sadek. Być może nie miałoby to wszystko znaczenia, gdyby nie to, że mecz został zapomniany.
Dziesięć lat później - w środę 14 czerwca 1978 roku - na mistrzostwach świata w Argentynie w pierwszym meczu grupy półfinałowej gospodarze grali z Polską w Rosario. Po bramce Mario Kempesa w 16. min prowadzili 1-0, ale w 38. min Szwed Ulf Helmer Johan Eriksson podyktował "jedenastkę" dla Polski. Do piłki podszedł kapitan Kazimierz Deyna, dla którego miał być to jubileuszowy, setny, mecz w reprezentacji Polski. Strzelał pod ogromną presją i Ubaldo Matildo Fillol obronił. Polska przegrała 0-2 mimo wielu doskonałych sytuacji.
Co do tego meczu ma ten z 1968 roku? Gdyby nie zniknął z kronik, setny mecz w kadrze Deyna rozegrałby cztery dni wcześniej również w Rosario z Meksykiem. I w pojedynku z Argentyną byłby spokojniejszy. Presja byłaby mniejsza. A gdyby o historii z Deyną sprzed 10 lat i zmarnowanym przez niego karnym w 1968 roku z tą samą Argentyną wiedział trener Jacek Gmoch, być może do strzelenia "jedenastki" wyznaczyłby kogoś innego? Rozmawiałem z Gmochem o tym dwa razy. Raz wyznał, że gdyby wiedział, "raczej nie pozwoliłby Deynie strzelać w Rosario". Za drugim razem powiedział, że "być może by nie pozwolił". Sam Deyna stwierdził w tej sprawie: "Gmoch mi ufał, ale mógł mi zabronić strzelać". Dlaczego Jacek Gmoch, który w 1974 roku prowadził dla Kazimierza Górskiego banki informacji, nie wiedział o meczu z Argentyną w 1968 roku? Dobre pytanie.
Bo 21 sierpnia 1968 roku w pokazowym meczu kadry z "Expressem Wieczornym" etatowy reprezentant Polski Gmoch doznaje kontuzji i na boisko już nie wraca. Kiedy w grudniu Polacy grają z Argentyną, obrońca w szpitalu walczy o uratowanie nogi, bo uraz okazał się paskudny. I to spowodowało, że Gmoch mecz przeoczył. Nie tylko on. W 1970 roku ukazuje się pierwsze wydanie "Polskiej piłki nożnej" autorstwa Józefa Hałysa. W tej naprawdę dobrej książce jest błąd - mecz z Argentyną z 1968 roku został pominięty. Pięć lat później w drugim wydaniu książki Hałysa spotkania w Mar del Placie też nie ma. W 1981 roku ukazuje się inna książka "Piłka nożna 1919-79" napisana przez dziennikarzy: Stefana Grzegorczyka, Jerzego Lechowskiego i Mieczysława Szymkowiaka. I tam też nie ma słowa o meczu z Argentyną. Jest to tym bardziej kuriozalne, że w grudniu 1968 roku Lechowski na łamach "Przeglądu Sportowego" i Szymkowiak w "Sporcie" opublikowali duże wywiady z Koncewiczem, w którym opowiada on o meczu z Argentyną, o taktyce i przebiegu gry. Ale Szymkowiak i Lechowski 10 lat później o tym wszystkim już nie pamiętali. A Bernard Blaut (w 1968 roku kapitan drużyny), Ryszard Koncewicz (trener) i Hubert Kostka (rezerwowy bramkarz), obserwatorzy PZPN na mundialu w 1978 roku, nie wspomnieli o niczym Gmochowi. Zapomnieli bądź uznali, że nie ma to znaczenia.
Jak trafiłem na ślad zagubionego spotkania sprzed 33 lat? Wpadł mi w ręce biuletyn FIFA z 1969 roku. Tam zobaczyłem wzmiankę o meczu Argentyna - Polska, którego w naszych dokumentacjach nie było. Sięgnąłem po "Sport" i "Przegląd Sportowy" z 1968 roku. Przeczytałem wywiady z Koncewiczem. Składy drużyn przysłali mi znajomi dziennikarze z Argentyny. Zacząłem rozpytywać wszystkich o tamten mecz - dlaczego o nim zapomniano? Ktoś powiedział mi nawet: "chyba były jakieś polityczne powody". Potem okazało się, że politycznych powodów nie było. Po prostu Hałys w swojej książce mecz przeoczył, a potem wszyscy powielali ten błąd. I dopiero w 1995 roku, po 27 latach od spotkania w Mar del Plata, sprawa ujrzała światło dzienne w encyklopedii piłkarskiej Fuji.
Informacje o tym zagubionym meczu nie są przyjmowane w środowisku piłkarskim z entuzjazmem, bo narobiły sporo zamieszania. Do dziś przecież w świadomości każdego polskiego kibica tkwi mocno informacja, że Deyna nie strzelił karnego przeciw Argentynie w swoim setnym występie w drużynie narodowej. A to nie jest prawda.
Dziś pozostają nam pytania: "co by było gdyby?". Może gdyby mecz z 1968 roku nam nie zginął, w pojedynku z Argentyną w 1978 roku karnego strzelałby kto inny, byłoby 1-1 i wszystko potoczyłoby się inaczej. Może Polska zdobyłaby tytuł mistrza świata? - kończy Gowarzewski.
Dla Gazety: Zbigniew Boniek, uczestnik meczu z Argentyną w 1978
- Mistrzem świata byśmy i tak nie zostali, meczu z Argentyną byśmy i tak nie wygrali. Bo na tamtym mundialu wiele decydowało się na boisku, ale jeszcze więcej poza nim. Gdyby Deyna wykorzystał karnego na 1-1, Argentyna dostałaby dwa karne. Oni musieli wygrać, musieli być mistrzem świata i byli. Co do naszego meczu z Argentyną, wyznaczeni przez Gmocha do karnego byli Deyna i Boniek. Gdyby Kazia nie było na boisku, strzelałbym ja. Gdyby tak się stało, że trzeba by podejść do piłki 11 metrów od Fillola, na pewno nie panikowałbym. Pamiętajmy, to jest sport, przecież gdybym spudłował, nic potwornego by się nie stało. Trzeba byłoby walczyć do końca - tak jak walczyliśmy po nieudanym strzale Deyny. Myślę, że jubileusz Kazia nie miał tu nic do rzeczy. Setnym meczem emocjonowali się dziennikarze i kibice, a dla Deyny nie miało to znaczenia. Grał jak zwykle, czyli jak najlepiej. I presji jubileuszu czuć nie mógł. A że Fillol obronił jego strzał? Każda seria się kończy, a Kazio strzelił wiele karnych, był w tym specjalistą i mistrzem. Dlatego bez względu na wszystkie okoliczności - znane i nieznane - "jedenastkę" w meczu z Argentyną powinien strzelać on, nikt inny.
Mar del Plata, wtorek, 17 grudnia 1968 roku, godz 19.00. Argentyna - Polska 1-0 (1-0)
Bramka: Savoy (36. z karnego). Widzów: 6000.
Skład Polski: Gomola - Anczok, Szadkowski, Wraży, Musiał - Szołtysik, Wilczek, Balut (czerwona kartka w 85. min) - Żmijewski, Deyna (46. Sadek), Gadocha. Rezerwowi: Jarosik, Kliński, Kostka, Leszczyński, Winkler.
Kazimierz Deyna nie wykorzystał karnego w 27. min.
Rosario, środa, 14 czerwca 1978 roku, godz 19.15. Argentyna - Polska 2-0 (1-0)
Bramki: Kempes (16. i 71.). Widzów: 37 tys.
Skład Polski: Tomaszewski - Maculewicz, Kasperczak, Żmuda, Szymanowski - Nawałka, Deyna, Boniek, Masztaler (65. Mazur) - Lato, Szarmach.
Kazimierz Deyna nie wykorzystał karnego w 38. min.