– Po dwóch takich porażkach trudno chyba o jakiekolwiek pozytywne odczucia?
Dariusz Szczubiał: Oczywiście, choć patrząc obiektywnie, mecz z Francją w naszym wykonaniu nie był zły. Realnie oceniając siłę, klasę i renomę tych dwóch zespołów, możemy być zadowoleni, bo pomysłami, taktyką zniwelowaliśmy przewagę umiejętności indywidualnych rywali.
– Wydawało się, że meczu z Francją nie możemy przegrać. Od zwycięstwa dzieliły nas trzy sekundy i jeden celny rzut. Czy rzeczywiście ta akcja miała zakończyć się tak, jak się zakończyła – rzutem Zielińskiego z obwodu?
– Szukaliśmy rozwiązania pod kosz, ale wysokim graczom nie udało się uwolnić. Dobrze funkcjonowała obrona rywali. Maciek dostał piłkę na czystej pozycji i oddał rzut. Może mógł jeszcze zrobić coś innego, zaryzykować akcję w strefę podkoszową. Ale to były tylko trzy sekundy i podjął taką decyzję.
– A nie odniósł pan wrażenia, że Francuzi po prostu chcieli, aby do Zielińskiego trafiła piłka, że zagraliśmy dokładnie to, co oni sobie zaplanowali?
– Oczywiście, że chcieli, bo w takiej sytuacji każdy chciałby przede wszystkim oddalić piłkę od kosza. To naturalne. Pluta nie miał na wolnej pozycji nikogo poza Maćkiem. Dlatego piłka wylądowała u Zielińskiego.
– Czyli nie ma pan pretensji do swoich graczy o rozegranie tej ostatniej akcji?
– Nie. Mam natomiast o kilka błędów, strat w końcowych kilkudziesięciu sekundach, które sprawiły, że doszło do takiej dramatycznej końcówki. Strata Andrzeja Pluty, blok na wsadzającym piłkę do kosza Joe McNaullu, nieupilnowanie Didbeu... Nie podlega jednak dla mnie dyskusji, że tę przewagę, którą mieliśmy, po prostu powinniśmy utrzymać. Jesteśmy jednak tacy, jacy jesteśmy, i stało się to, co się stało...
– Jadąc do Mińska, przyznał pan, że nie wyobraża sobie innego rozwiązania niż zwycięstwo naszej reprezentacji. Tymczasem kadra wypadła tam wręcz dramatycznie...
– Porażka jest zawsze dramatyczna i w tym temacie nie ma nawet co dyskutować, bo to jest dla wszystkich oczywiste. Natomiast trzeba zapytać, dlaczego tak się stało. Najczęściej wszyscy pytają, czy zawodnicy byli umotywowani. Byli. Ja twierdzę nawet, że za bardzo chcieli wygrać i dlatego niektóre, nawet najprostsze rzeczy robili inaczej niż zwykle, zachowywali się w sposób nienaturalny. Nie chwytali piłek tak, jak należy, nie podawali tam, gdzie trzeba, inaczej rzucali... Poza tym widać było, że Wójcik mocno odczuł trudy spotkania z Francją, gdzie grał 45 minut, widać było brak Dominika Tomczyka. „Domino” z Maćkiem Zielińskim byli jesienią naszymi liderami – teraz jednego nie było, a drugi grał słabiej. Sił zabrakło także McNaullowi, który na kadrze praktycznie nie trenował, ale był rehabilitowany. Warto zwrócić też uwagę, że w ogóle większość graczy w tym okresie ma obniżkę formy. Widać to po wynikach klubów w pucharach, musi się to odbić również na postawie kadry. Zresztą to nie dotyczy tylko Polaków. Proszę zwrócić uwagę, że świetnie wyglądająca w listopadzie Estonia teraz nie zdziałała po prostu nic i bardzo mocno dołuje.
– Z czym to jest związane, jak to wytłumaczyć?
– Daje o sobie powoli znać zmęczenie sezonem – od listopada ci podstawowi zawodnicy grali naprawdę dużo i często. Poza tym trenerzy klubowi szykują szczyt formy na inny okres, a nie akurat na spotkania reprezentacji.
– I pana zdaniem tym można wytłumaczyć porażkę w Mińsku?
– Nie. Bo niezależnie od tego wszystkiego i tak powinniśmy tam wygrać.
Rozmawiał Michał Lizak
Wywiad
To jeszcze nie koniec
sobota, 2 lutego 2002 21:30
Dariusz Szczubiałźródło: Super Basket