-Nie widział Pan swoich piłkarzy od listopadowego meczu z Kamerunem...
Jerzy Engel: Podczas eliminacji MŚ ta grupa bardzo się zżyła, dlatego każde spotkanie jest oczekiwane. Rozmawiałem z piłkarzami i nawet ci kontuzjowani - Hajto czy Karwan - mieli ochotę przyjechać na Cypr. Grać, trenować nie mogą, ale chcieli się spotkać z kolegami i ze mną. Znowu być w kadrze.
-Te kontuzje na razie Pana nie muszą przerażać. Do mundialu cztery miesiące...
- Trzeba odróżnić urazy zawodników podstawowego składu, od tych, którzy na Cyprze mieli dostać pierwszą szansę. Wiemy, jaką klasę prezentują ci pierwsi, i można na nich poczekać. Kiedy Karwan czy Hajto się wyleczą, wrócą do kadry na swoje miejsce. Ale tym drugim może zabraknąć czasu. Dlatego szczególnie żałuję, że na Cyprze nie będzie Dziewickiego i Sypniewskiego. Ich gry byłem szczególnie ciekaw.
-W meczu z Wyspami Owczymi najciekawsza powinna być dla Pana forma Jacka Zielińskiego i Macieja Żurawskiego.
- Będzie ciekawa, ale ja szukam odpowiedzi na kilka innych, nie mniej istotnych, pytań. Chcę sprawdzić formę każdego z piłkarzy, którzy na poszczególnych pozycjach są wysoko w moim rankingu. Bo jeśli kontuzjowany jest prawy obrońca Tomasz Kłos, to chcę wiedzieć, jak gra ktoś, kto mógłby go zastąpić. Na prawą pomoc wraca Tomasz Iwan, nie będzie Karwana. W pierwszym spotkaniu będzie więc kolejna okazja dla Pawła Kaczorowskiego, bo on spośród dublerów Karwana i Iwana spisywał się najlepiej. Kamil Kosowski, jeden z największych talentów polskiej piłki, niespełniony jeszcze w reprezentacji, i Arkadiusz Głowackim, któremu fachowcy przepowiadają wielką przyszłość. Chcę obejrzeć Mariusza Lewandowskiego, który był najlepszym piłkarzem reprezentacji młodzieżowej. Przyjrzę się tym piłkarzom i poznam ich. Nie tylko ze względu na mundial. Przygotowania do mistrzostw świata idą swoim torem i tam już niedużo się zmieni. Ale zaraz po mundialu zaczynamy eliminacje mistrzostw Europy i wielu z tych zawodników będzie kandydowało do tej przyszłej reprezentacji.
-Czyli zostaje Pan na stanowisku na eliminacje ME. Kontrakt z PZPN już podpisany?
- Nie, ale to sprawa techniczna. Wszystkie szczegóły zostały już uzgodnione.
-Do Jacka Zielińskiego ma Pan chyba szczególny sentyment? Do momentu ciężkiej kontuzji ścięgna Achillesa to była kluczowa postać Pana kadry.
- Jacek jest drugim kapitanem drużyny po Tomku Wałdochu, przed Piotrem Świerczewskim. I to już wystarczy za komentarz jaką rolę pełni w zespole. To jest ważna postać w polskiej piłce i reprezentacji. Zrobił dla tej kadry dużo. Kontuzja była przecież wynikiem również obciążeń spowodowanych meczami eliminacji MŚ. Mam dla Jacka sentyment i uznanie, ale chcę sprawdzić, czy powrót do zdrowia i formy przebiega tak, że w Korei będzie on tym samym zawodnikiem co przed kontuzją. Bo na mundialu sentymentów nie będzie. Mogę kogoś lubić szczególnie, ale oceniać go muszę obiektywnie. Inaczej byłoby to ze szkodą dla zespołu.
-Czy sprawdzając Macieja Żurawskiego w ataku, nie powinien Pan dać mu szansy gry obok Kryszałowicza lub Olisadebe, czyli obok piłkarzy z najsilniejszego składu?
- Odpowiedź na pytanie, czy ktoś się nadaje do reprezentacji, czy nie, nie polega na sprawdzeniu, jak piłkarz potrafi współpracować z partnerami. Współpracy to my go nauczymy. Testowany zawodnik, taki jak Żurawski, powinien pokazać swoją indywidualność, która wyróżnia go spośród innych i stanowi przepustkę do drużyny narodowej. A umiejętności może pokazać w dowolnym otoczeniu. Bo każdy, kto w pojedynku z Wyspami Owczymi się wyróżni, będzie potrafił wziąć ciężar gry na siebie, da nam sygnał, że można go traktować serio. Takich, którzy potrafią grać przy kimś innym, jest wielu i takich nie szukamy.
-Bierze Pan na Cypr 18 piłkarzy z ligi polskiej. Jest w niej aż tylu dobrych graczy, których można by pokazać na mistrzostwach świata?
- Nie chodzi o mistrzostwa. Po prostu dla tych graczy stworzyła się szansa pokazania w meczu międzypaństwowym.
-Czyli przyznaje Pan, że na występ na mundialu szanse mają nie za wielkie?
- Czytałem ostatnio wywiad z trenerem Portugalczyków Antonio Oliveirą, w którym powiedział, że ma już drużynę na mundial i nic w niej zmieniał nie będzie. I tak to jest. Jeśli ktoś z finalistów teraz budowałby drużynę na mundial, to znaczy, że stracił ostatnie dwa lata. Teraz drużyn się nie buduje, ale przygotowuje się je do walki na mistrzostwach. I my właśnie to robimy. Czas sprawdzeń w zasadzie minął.
-Marek Koźmiński był w meczach eliminacyjnych postacią wiodącą. Ale teraz nie może się przebić do składu Brescii ani znaleźć nowego klubu. Czy jego miejsce w Pana drużynie jest zagrożone?
- Z piłkarzami rozmawiamy uczciwie. Oni wiedzą, że 20 dni zgrupowania kadry przed mundialem nie zapewni im odbudowania formy po całym sezonie siedzenia na ławce. Dlatego Marek i inni muszą grać, żeby być na mistrzostwach w życiowej dyspozycji. Wszyscy kadrowicze są tego świadomi. Co do Marka, to trudno by było zrezygnować z zawodnika, który w eliminacjach miał pięć asyst, a zagrań otwierających partnerom drogę do bramki jeszcze trzy razy tyle. Koźmiński to piłkarz inteligentny, na którym można oprzeć najtrudniejsze nawet warianty taktyczne. Ale kiedy w klubie siedzi na ławce rezerwowych, pojawiają się nad nim znaki zapytania. Byłoby przykro, gdyby taki piłkarz nie mógł pojechać na mistrzostwa świata.
-Za to Jacek Bąk przeszedł do Lens i wreszcie gra. Tyle że na pozycji defensywnego pomocnika. U Pana jest stoperem.
- Ja się cieszę, że piłkarz się rozwija, wzbogaca swoje umiejętności i doświadczenie. Być może przyjdzie chwila, kiedy z tych umiejętności gry w pomocy i ja będę mógł skorzystać.
-Właśnie Amerykanie wygrali mistrzostwa Concacaf. Korea zajęła czwarte miejsce. Śledzi Pan formę przeciwników?
- Jasne. USA bez pięciu podstawowych, najlepszych piłkarzy zwyciężyły zdecydowanie, w świetnym stylu. Amerykanie grają mądrze i bez trudu wykonują wszystkie najnowocześniejsze warianty taktyczne wprowadzane przez najlepszych na świecie. W Polsce są mało znani, przez co niedoceniani. Ale moi piłkarze już wiedzą, że czeka nas z nimi prawdziwa batalia. Wcześniej jednak będzie mecz z Koreą. Wczoraj byli w PZPN dziennikarze koreańscy i mówili, że mecz z Polakami jest dla nich absolutnie kluczowy. Hasło: "wygrać z Polską" już obowiązuje w Korei, bo według nich to zapewni im awans. Potem w dwóch meczach mógłby im wystarczyć remis. Więc na mecz z nami rzucą wszystko, co mają.
-Największą niespodzianką kadry na Irlandię Płn. było powołanie Euzebiusza Smolarka.
- Wyróżniał się w drużynie młodzieżowej i naturalną koleją rzeczy będzie wypróbowanie go w pierwszej reprezentacji.
-Nie kierował się Pan sentymentem do ojca Włodzimierza?
- Absolutnie. Znamy się z Włodkiem doskonale, grał w kadrze prowadzonej przez Piechniczka, w okresie kiedy ja mu pomagałem. Nie kryję, że lubię Smolarka seniora, ale w sprawie syna nawet z nim nie rozmawiałem.
-Euzebiusz Smolarek ukształtował się jako piłkarz w Holandii. To chyba duży atut.
- Futbol w każdym kraju ma swoje mocne i słabe strony i powinno się je znać. Polska piłka opiera się na sile, konsekwencji, dyscyplinie. Wirtuozami nie jesteśmy. Trudno więc, żebyśmy podporządkowywali grę jednemu improwizatorowi - takiemu jak Smolarek na przykład. To on raczej musi podporządkować się zespołowi. Jego drybling - bardzo efektowny, nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem dla zespołu.
-Gracie w niedzielę i w środę - czyli wtedy, gdy na igrzyskach skacze Adam Małysz. Specjalnie tak to urządziliście, żeby zaoszczędzić sobie nerwów?
- Nie. Adam skacze o 16.30, a my gramy po 20. Tak więc piłkarze obejrzą Adama. Trzeba go mocno dopingować, w końcu jesteśmy po tej samej stronie barykady. Reprezentujemy Polskę w świecie.
-Czy silne emocje nie zdekoncentrują Pana piłkarzy?
- Nie. Mecze z Wyspami Owczymi i z Irlandią Płn. to jeszcze nie spotkania o mistrzostwo świata. Pierwszy to mecz nauki i poznania, drugi przypomnienia sobie tego, co było w eliminacjach MŚ.
Rozmawiał Dariusz Wołowski