Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Telefon do przyjaciela

czwartek, 21 lutego 2002 12:15
Michał Listkiewiczźródło: Przegląd Sportowy

- Wszystko poszło jak z płatka?

Michał Listkiewicz: Wizyta naszej delegacji w Sztokholmie zakończyła się pełnym sukcesem! Miałem zresztą jechać do Szwecji, ale z przyczyn prywatnych, o których wszyscy wiedzą, musiałem zrezygnować. Okazało się, że nie byłem tam potrzebny - ustalono dokładnie taki terminarz, jakiego oczekiwał trener Engel. Widziałem plan, z jakim opuszczał Warszawę i jest po prostu identyczny.


- Czyli nad wyraz spokojne obrady?

- Wyjątkowo spokojne, ale nie zabrakło też emocjonujących momentów. W pewnym momencie przerwano obrady, bo Węgrzy nie chcieli grać w Polsce w marcu. Argumentowali to tym, że nie mogą rozgrywać dwóch bardzo ważnych meczów w odstępie trzech czy czterech dni. Trudno mieć o to do nich pretensję. Dzwoniłem nawet do prezesa federacji węgierskiej, który jest moim przyjacielem, aby prosić go o kontynuowanie obrad. Wiadomo przecież, że po losowaniu nikt nie byłby do końca zadowolony. My wprawdzie mieliśmy ostatnio szczęście, gdy tylko decydował fart, ale kiedyś musiało się to skończyć. Nie wiem, czy to dzięki mojej mediacji, ale obrady dokończono. Sądzę, że główne role odegrali jednak trenerzy.


- To był jedyny moment, gdy zapowiadało się na losowanie?

- Tak, obrady przebiegały w bardzo sympatycznej atmosferze. Inaczej niż wcześniej, gdy zawsze były napięcia i kłótnie.


- Czy to oznacza, że ten sam terminarz jest idealny dla wszystkich drużyn? To trochę paradoksalna sytuacja.

- San Marino i Łotwa szczególnie nie biły się o odpowiedni rozstaw gier, bo dobrze znają swoje pozycje w światowym futbolu. Bardzo miło się zachowali, że nie chcieli robić innym na złość za wszelką cenę. Myślałem, że bardziej stanowczy będą Szwedzi. Sądziłem, iż bardzo będzie im zależało na tym, aby rewanżowy mecz z nami grać u siebie. Tymczasem byli bardzo ugodowi. Nawet trener Engel, który do mnie dzwonił, zapowiedział, że dziś wieczorem idzie na kolację z trenerami Szwecji. Jurek był w świetnym humorze.


- Są jakiekolwiek minusy obecnego terminarza?

- Ja ich nie widzę. Oby nie wyszły w czasie eliminacji. Może tylko bardziej byłbym zadowolony, gdyby Polska nie grała z Węgrami w ostatniej serii spotkań. Skoro już tak jest to mam nadzieję, że to nie będzie dla obu drużyn mecz o życie i nie popsują się nasze dobre stosunki z federacją tego kraju. Świetnie by było, gdyby powtórzyła się sytuacja z eliminacji mistrzostw świata, gdy końcowy mecz o niczym nie decydował.


- To dobrze, że ze Szwecją gramy najpierw na wyjeździe?

- Bardzo dobrze, bo mecz odbędzie się w Szwecji w czerwcu, a więc wtedy, gdy tamtejsi piłkarze - po całym roku w lidze angielskiej - nie są w najwyższej dyspozycji. Choć nie wykluczone, że Szwedzi to samo mówią o nas.


- Jak często zdarzają się spotkania w sprawie terminarza, które nie kończą się losowaniem?

- Dość rzadko. Pamiętam, że tak było za czasów drugiej kadencji Antoniego Piechniczka. Wtedy było przez moment gorąco, bo Włosi już chcieli wyjeżdżać z Warszawy, ale na szczęście Zbyszek Boniek świetnie rozładował atmosferę i doprowadził do szczęśliwego zakończenia.


- A kiedy było najgoręcej?

- W Londynie, przy ustalaniu terminów EURO 2000. Anglia, Szwecja i Luksemburg założyły przeciwko nam przymierze. Bułgarzy się wystraszyli i pozostaliśmy na placu boju sami. Wraz z trenerem Wójcikiem uznaliśmy, że dalsze rozmowy nie mają sensu i po prostu trzasnęliśmy drzwami.


- Od dziś PZPN zaczyna się przygotowywać do eliminacji mistrzostw Europy?

- Nie, to jeszcze za wcześnie. Zamknęliśmy pierwszy etap przygotowań, który składał się z losowania w Portugalii i ustalenia terminarza w Szwecji. Teraz w sprawie mistrzostw Europy możemy odsapnąć. Może w kwietniu delikatnie wrócimy do tematu, ustalimy na przykład lokalizację meczów. Głównie skupiany się na mundialu.


- Lokalizację to chyba już ustalił trener Engel. Zapowiedział, że wszystkie mecze będą na Stadionie Śląskim.

- Czytałem tę wypowiedź. Jednak nie wyobrażam sobie, że na przykład z San Marino mielibyśmy zagrać w Chorzowie, bo chyba musielibyśmy wpuszczać ludzi za darmo, aby zapełnić trybuny.


- Trener Engel zajmuje się lokalizacją meczów, a jeszcze nie ma nowego kontraktu.

- Trener uważa - i słusznie - że dalej będzie prowadził tę drużynę. Kontrakt to tylko kawałek papieru, formalność. Natomiast sprawa organizacji meczów należy do kierownictwa związku. Trener Engel może nam coś tylko zasugerować.


Rozmawiał Krzysztof Stanowski

Podaj ten news dalej: