Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Podsumowanie roku

wtorek, 30 grudnia 2008 23:06
Hugollek

O kończącym się nieuchronnie 2008 roku można z całą stanowczością powiedzieć jedno - nie był najłatwiejszym dla legijnej siatkówki i koszykówki. Niestety, sekcja hokejowa nie wyłamuje się spod tej zasady. Zapraszamy na krótkie podsumowanie.

Biednemu zawsze wiatr w oczy wieje

Podstawowym problemem, z jakim warszawski hokej boryka się od dłuższego czasu, są pieniądze. Na tym, że ostatnie dwanaście miesięcy było w tej kwestii dużo trudniejsze niż wcześniej, zaważyła w dużej mierze sytuacja z przełomu lutego i marca, kiedy to w hali Torwaru II wybuchł pożar. W jego wyniku praktycznie doszczętnie spłonął sprzęt sportowy wraz z odzieżą o wartości kilkudziesięciu tysięcy złotych, które były niezbędne zawodnikom do gry. Wobec tragedii, która dotknęła hokeistów, kibice Legii nie pozostali obojętni. Niemal na poczekaniu wykazali się ofiarnością, dzięki której warszawska sekcja nie była zmuszona do startu od przysłowiowego zera. Fani m.in. zakupili kilka par rękawic, wpłacali pieniądze na konto bankowe czy licytowali ocalałe stroje.
Wszystkie te akcje były jednak kroplą w morzu potrzeb. Stąd tak ważna dla warszawskiego zespołu była, i nadal jest, frekwencja na Torwarze. Dzięki wpływom z biletów można, przynajmniej w większym stopniu, pokryć wydatki związane z organizacją dwumeczów przy Łazienkowskiej, oczywiście pod warunkiem, że podczas każdego (zwłaszcza niedzielnego) spotkania na trybunach zasiądzie kilkuset widzów.
Wydawałoby się to błahą sprawą, którą można by rozwiązać niemal natychmiast jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Niestety, nic bardziej mylnego. Okazuje się, że w niespełna dwumilionowej stolicy ogromny problem stanowi zapełnienie 660-osobowej hali. Trybuny nie tylko hali hokejowej, lecz także koszykarskiej i siatkarskiej świecą pustkami.


Pojedyncze mecze, podczas których brakuje miejsc dla chętnych, zdarzają się rzadko, żeby nie rzec sporadycznie. Sytuacja jest o tyle zaskakująca, że ceny wejściówek na Torwar II nie są bardzo wygórowane. Obejrzenie pojedynczego spotkania to wydatek 10 zł, zaś dwumeczu jedynie 15 zł. Mimo to, kibice nie zapełniają hali. Dlaczego? Po pierwsze - szwankuje hokejowy marketing. Zarząd klubu ma kłopoty ze znalezieniem strategicznego sponsora, a bez niego trudno tak naprawdę marzyć o dobrym rozpropagowaniu sekcji wśród warszawskiej społeczności. Po drugie - mobilizacja kibiców następuje tak naprawdę dopiero wtedy, gdy główni legijni wodzireje zaproszą fanów na mecz, by wspólnie pośpiewać lub gdy na dane spotkanie przygotowana jest oprawa.


To stanowczo za mało. Trudno bowiem oczekiwać, by gniazdowi i ultrasi przygotowywali się do każdego meczu. Dlatego władze sekcji z Torwaru powinny zrobić wszystko, by zdobyć sponsora. Wydaje się, że tylko w ten sposób będzie można odpowiednio rozreklamować warszawski hokej i zapełnić widownię fanatykami hokeja.


Bilans
Rok 2008 to czas zmian w sztabie szkoleniowym Legii. W maju posadę trenerską objął Stanisław Małkow, prowadzący dotychczas zespół JKH Czarne Jastrzębie. Zastąpił na tym stanowisku Zbigniewa Stajaka, który został asystentem trenera.


W ciągu ostatnich 365 dni hokeiści UHKS Mazowsze/Legia Warszawa rozegrali 34 spotkania. Jedynie dziesięć z nich kończyło się sukcesem legionistów. Najwyższe zwycięstwo nasi hokeiści zanotowali 11. października w Warszawie, deklasując rezerwy Cracovii aż 11-0.


Najwyższe porażki to: 1-15 z Czarnymi Jastrzębie oraz 0-14 z GKS-em w Katowicach.


Skuteczność w 2008 r.:
1. Rostkowski G. - 18 bramek
2. Grunwald, Stajak - 12
3. Wąsiński - 11
4. Komorski, Michałkiewicz - 10
5. Solon - 6
6. Bepierszcz - 5
7. Połącarz - 4
8. Lycka, Makowski, Plechawski, Wardecki, Zaleski - 2
9. Fisz, Jabłoński, Niewiadomski, Łoś, Górka, Pawłowski - 1


Za nasze miasto i za te barwy...
...oddamy całe życie swe! Zwyciężaj dla nas, my zwyciężamy! Legio Warszawa, kocham Cię! Mało kto zapewne pamięta, że ta znana już w całej stolicy pieśń, zadebiutowała podczas pierwszego meczu hokeja w 2008 roku, w którym wojskowi podejmowali GKS Katowice. W hali Torwaru II zgromadziło się wówczas ponad 800 widzów, a w nauce piosenki pomagał "Staruch".


Barwne oprawy

Odchodzący w niepamięć rok obfitował także w sukcesy legijnej grupy ultras Uza(L)eżnieni, która zajmuje się przygotowywaniem prezentacji podczas meczów hokeistów w Warszawie. Ich pracę mogliśmy podziwiać trzykrotnie.
Po raz pierwszy 5. stycznia, gdy przeciwnikiem "wojskowych" był zespół GKS-u Katowice. Wówczas na trybunach pojawiło się kilkanaście flag w barwach Legii na kijach.


Dwa tygodnie później, 19. stycznia, legioniści stanęli do konfrontacji z drużyną JKH Czarne Jastrzębie. Oprawa zapierała dech w piersiach. Początkowo wywieszono dwuczęściowy transparent opatrzony hasłem: Jesteśmy jak wielka rodzina - w naszej jedności Legii siła, po czym w młynie pojawiła się sektorówka, przedstawiająca schematyczną panoramę Warszawy wraz z dwiema postaciami, z których jedna miała zaciśniętą pięść.


W drugiej odsłonie meczu pojawiła się kolejna sektorówka, której towarzyszył herb Legii. Utrzymana w tonacji czarno-białej sektórówka przedstawiała dopingujących kibiców. Prezentacji towarzyszył wymowny transparent.


Podczas ostatniej tercji meczu trybuny zostały ożywione dzięki kolorowym flagom na kijach.



Na kolejną choreografię przyszło nam poczekać aż osiem miesięcy - do początku nowego sezonu przy Łazienkowskiej. Było jednak warto! 20. września Legia podejmowała zespół SMS-u Sosnowiec. Ultrasi, próbujący przywrócić dawną świetność nie mającym się najlepiej legijnym sekcjom, postanowili przygotować specjalną prezentację. Na trybunach pojawiła się sektorówka przedstawiająca legiony z legijnymi sztandarami, które szykowały się do walki. Imponującemu płótnu towarzyszył transparent o następującej treści: Chociaż wielu widziało nasz kres, My znów odradzamy się, by był wielki CWKS.


Klub nie istnieje bez kibica

Doskonale rozumieją to hokeiści Legii, którzy odpowiedzieli na apel chorego kibica warszawskiego zespołu, Marka Rockiego. Na początku grudnia zjawili się w Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa na Saskiej Kępie i oddali swą krew na rzecz potrzebującego fana.
"Cel jest szczytny, dlatego wierzę, że odzew na apel nakłaniający do oddawania krwi dla Marka Rockiego będzie coraz większy. Liczę na mobilizację naszych kibiców, bo oddanej krwi nigdy za dużo" - mówił bramkarz Legii, Jędrzej Iwaszkiewicz.


Hokeiści swoich kibiców nie zawodzą. Miejmy nadzieję, że zbliżający się nowy, 2009 rok, sprawi, iż nasi zawodnicy nie zawiodą się na fanach.

Udostępnij