Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Zawsze byłam przy kadrze

środa, 6 marca 2002 12:54
Mirosława Kuleszaźródło: Przegląd Sportowy

Po raz drugi w krótkim czasie (wyjazd do Sztokholmu na ustalenie kalendarza eliminacji mistrzostw Europy) w gronie przedstawicieli polskiego futbolu znalazła się pani Mirosława Kulesza. Jednak nie jest to nowa postać w związku i sprawy reprezentacji nie są obce dyrektor Departamentu Zagranicznego.

- Do piłki nożnej trafiłam dość przypadkowo, bo jestem z zawodu biologiem - wyjaśnia pani Kulesza. - Wcześniej pracowałam w Centralnym Ośrodku Sportu w wydziale aranżacji transferów zawodników. To była typowo biurowa praca, aczkolwiek zbierałam doświadczenie w środowisku sportowym. Przez moje ręce przechodziły dokumenty związane z przeprowadzką do klubów zagranicznych takich piłkarzy jak: Dariusz Dziekanowski, Dariusz Wdowczyk czy Dariusz Kubicki. W pewnym momencie COS przestał się zajmować takimi sprawami, dlatego ten dział stracił rację bytu. Wtedy przeniosłam się do PZPN. Umożliwił mi to Marek Pietruszka, który w COS-ie był moim szefem, a właśnie przechodził do piłkarskiej centrali na stanowisko sekretarza generalnego. Stwierdził, że potrzebuje ludzi między innymi ze znajomością języka angielskiego, dlatego dostałam ofertę. Było to trzynaście lat temu.


- Pietruszka odszedł, pani jednak została.

Mirosława Kulesza: Tak często bywa, że szefostwo się zmienia, a szeregowi pracownicy zostają. Ja tu jestem zaledwie trzynaście lat. A moi koledzy pracują po dwadzieścia pięć, niektórzy nawet trzydzieści lat.


- Rok temu awansowała pani na stanowisko szefa jednego z departamentów, komu pani zawdzięcza ten awans w szczególności?

- W pewnym momencie podjęto decyzję o zorganizowaniu poszczególnych departamentów. Ktoś musiał stanąć na ich czele. Myślę, że mój awans uzgodniło całe szefostwo.


- Jakie są pani kompetencje jako dyrektora Departamentu Zagranicznego?

- Na pewno zakres moich kompetencji nie jest tak duży, by podejmować decyzje istotne dla związku. Od polityki i spraw finansowych są inni. Ja przede wszystkim dobieram sobie sztab ludzi, który odpowiada za organizację danego meczu reprezentacji. Przede wszystkim chodzi tu o spotkanie rozgrywane w kraju. Ludziom się wydaje, że drużyny wychodzą na boisko, wcześniej ludzie kupują bilety i to już wszystko. A wcześniej trzeba załatwić zakwaterowanie obu ekipom. Przy meczach eliminacyjnych rywale sami rezerwują sobie hotel, w przypadku spotkań towarzyskich to my się tym zajmujemy. Organizujemy transport dla obu drużyn, sprzedaż biletów dla kibiców. Zapewniamy opiekę dla sędziów, a także dla gości z innych federacji. Trzeba zapewnić transport i bilety na mecz dla trenerów obserwatorów z innych federacji. Zapewniamy im opiekuna, bo tak jest przyjęte na całym świecie. Jeżeli jest to szkoleniowiec z tej samej grupy eliminacyjnej, należy zorganizować mu oprócz biletu także kierowcę z samochodem i zakwaterowanie w hotelu.


- Przed nami mecze z Japonią, Rumunią i Estonią.

- Na razie koncentrujemy się na najbliższym meczu z Japończykami. To dość wymagający rywale. Na przykład zażyczyli sobie, by każdy z zawodników zakwaterowany został w pokoju jednoosobowym. Jest trochę z nimi kłopotu, bo przyjeżdżają wcześniej niż planowaliśmy. Grają 21 marca mecz z Ukrainą w Tokio, a następnego dnia zjawią się już w Polsce. Postanowili sobie zrobić krótki obóz aklimatyzacyjny. Powstał też pewien problem transportowy. Nie chcieli zatrzymać się w Łodzi, gdzie rozgrywany będzie mecz. Będą mieszkać w Warszawie w hotelu Sheraton, najpewniej będą przez kilka dni trenowali na Legii, dopiero w przeddzień meczu wyjadą do Łodzi.


- Czy pani nazwisko to przypadkowa zbieżność, czy jednak ma pani jakiś związek z Ryszardem Kuleszą?

- Często nas pytają czy jesteśmy rodziną, jednak jeszcze raz wyjaśniam, to tylko zbieżność nazwisk.


- Reprezentowała pani PZPN podczas ustalania terminarza meczów eliminacyjnych EURO 2004 w Sztokholmie, a teraz w Japonii, gdzie ostatnio doszło do czegoś w rodzaju warsztatów dla ekip uczestników finałach mistrzostw świata.

- Na pewno do Szwecji nie poleciałam, by ustalać kalendarz eliminacji. Moja rola polegała na tym, by zadbać o wszystkie sprawy organizacyjne. Kto płaci za hotele, ile osób zapraszamy na bankiety pomeczowe, najdrobniejsze szczegóły związane z organizacją meczów. Chodziło o to, by ustalić pewien standard, który obowiązywałby wszystkich. Na przykład nam zależało na przedstawieniu naszego punktu widzenia w sprawie biletów gratisowych na lożę honorową. Niestety, nasze stadiony nie dysponują tak rozbudowanymi lożami, jak obiekty na Zachodzie. Nawet Stadion Śląski nie ma odpowiedniej liczby krzesełek dla vipów. Na tej najbardziej honorowej jest tylko trzydzieści miejsc. Dlatego optowaliśmy za zmniejszeniem puli dla drużyn przeciwnych.


- A na czym polegały warsztaty japońskie?

- To był bardzo pracowity okres. Wyjechałam tam już 25 lutego. Wtedy zaczynały się zajęcia dla łączników prasowych. Jako oficer prasowy moim zadaniem będzie koordynacja kontaktów trenerów i zawodników z mediami. Będę podawała oficjalne komunikaty, organizowała konferencje prasowe.


- Jakie zalecenia w tej sprawie przedstawili organizatorzy?

- Po pierwsze: w miarę możliwości ekipy powinny być do dyspozycji dziennikarzy codziennie. Pewnie będzie to wyglądało w ten sposób, że trener z asystentem plus kilku wybranych piłkarzy spotkają się z żurnalistami na specjalnej konferencji. Ale na pewno nie może to być cała drużyna. FIFA zabroniła dzielenia dziennikarzy na krajowych i zagranicznych. Każdy będzie miał jednakowy dostęp do drużyny. Jeżeli będzie trening otwarty, to dla wszystkich. Mam całą stertę własnych notatek, które na spokojnie prześledzę. W czasie mistrzostw czeka moc pracy.

Podaj ten news dalej: