Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Felieton

Równanie w dół

poniedziałek, 11 marca 2002 15:58
Genezyp Kapen

Wszystko dobre co się dobrze kończy. I niech będzie to konkluzja zamykająca wydarzenia ostatniej kolejki ligowej. Remis Legii w Szczecinie oznaczał stratę dwóch punktów, a już w sobotę po południu był jednopunktowym zyskiem. I nie tylko nie przekreślił szans Legii na tytuł, ale wręcz je zwiększył. A zawdzięczamy to... tak, tak, napiszę to w pełni świadom swych słów - warszawskiej Polonii - a szczególnie niejakiemu Staśkowi, który wymieszał pomocników Wisły oraz Tarachulskiemu, który mieszał obroną Wisły.

Polonia udowodniła, że w tak dziadowskiej lidze jak nasza ekstraklasa nie istnieje pojęcie osłabień czy wzmocnień. Im kto głodniejszy i biedniejszy, tym bardziej pazerny i zaciekły. A cechy te wystarczają w zupełności, by wygrywać z potentatami złożonymi z samych asów – szczególnie kiedy ich główną siłą jest opływanie w dostatki, noszenie się z wyższością, klepanie bzdur w wywiadach, wypowiadanie niepochlebnych opinii o drużynach rywali i... awersja do wysiłku oraz skłonność do trafiania we wszystko, tylko nie w bramkę nawet pustą. Prawda, panie Sypniewski? Ale po kolei.


Warszawski pretendent do tytułu z Łazienkowskiej zagrał na ledwo średnim poziomie przez może 15 minut – w drugiej połowie, kiedy akurat Pogoń grała beznadziejnie. Dlatego legionistom udało się strzelić dwie bramki. Poza wzmiankowanym kwadransem grę naszych pupili najlepiej byłoby litościwie przemilczeć. Zagrania naszych asów najczęściej budziły grozę lub pusty śmiech. Ten jednak zamarł mi na ustach, kiedy Marek Jóźwiak udzielił w przerwie wywiadu dla Canal Plus. Legendarny obrońca naszego klubu raczył oznajmić, że zdumiony jest wielce, iż trener zdjął go z boiska zaledwie po 45 minutach gry. Zdaniem Jóźwiaka - gry na bardzo przyzwoitym poziomie w jego wykonaniu. Być może „popularnemu Beretowi” chodziło o ten jedyny celny wyrzut z autu, którym popisał się podczas swojej bytności na boisku. Pozostaje mieć nadzieję, że Jóźwiak pójdzie w ślady Nowaka i nie zobaczymy go prędko w pierwszym składzie. Jednak nie można mieć pewności, że tak się stanie. Świadczy o tym skład warszawskiej jedenastki w meczu z Pogonią. Aż roiło się w nim od nazwisk zawodników, których po wyczynach przeciw Amice wahałbym się wystawić nawet w meczu rezerw naszego ukochanego klubu i którzy w piątkowym meczu bardzo szybko udowodnili, że ich miejsce jest jak najbardziej poza ławką rezerwowych. Przykłady? To banalne, ale proszę bardzo... posłużę się nawet jedną statystyką:


Otóż faworyt mój odwieczny, pupil i pieszczoch - Jacek Magiera oddał cztery strzały na bramkę, w bramkę nie trafił ani razu, za to siedem razy trafił w nogi rywali i to bynajmniej nie piłką. Wyczyny strzeleckie Magiery należy zaliczyć do szczególnych, bo dwa strzały oddawał mniej więcej z linii pola bramkowego, a piłka raz pofrunęła ku zmodernizowanym jupiterom stadionowym, a raz ku chłopcom podającym piłki. Szczytem dokonań boiskowych Magiery był wślizg w 91 minucie meczu, który niejaki Wit Żelazko określił jak dalej: „Jest tam wejście w nogi wyraźne lewą nogą. Jest to wyraźne obalenie zawodnika, który chce zdobyć piłkę”. Finał znamy.

Magierze niewiele ustępował drugi z moich miluśkich babasków, czyli niejaki Tomasz Sokołowski. Stanowił równie duże jak Magiera zagrożenie dla oświetlenia stadionowego, regularnie tracił piłkę w każdym pojedynku, podawał zazwyczaj w bok lub do przeciwników. Ach, jakież nudne byłyby mecze Legii bez tej pary kluczowych pomocników. Popisał się też Adaś Majewski, który jak jedno zrobi dobrze, to drugie natychmiast spieprzy i to bez najmniejszego zawahania. Przy stanie 2-1 był sam na sam z bramkarzem gospodarzy, ale zgubił na równej trawie biedaczysko piłkę. Do listy moich protegowanych postanowiłem dołączyć Kiełbowicza. Wprawiał się w nowym typie zagrania - uruchamiającego natychmiastową kontrę przeciwników - a mianowicie oddawał im piłkę w pełnym biegu tak, żeby od razu znaleźli się z nią za plecami pomocników Legii. Jak dodam do tego, że z niewiadomych przyczyn Vukocićowi wysechł klej na butach i piłka zazwyczaj odbijała mu się od nóg na dwa metry to obraz apokalipsy w linii pomocy mamy pełny. Okazało się, że po odcięciu naszego rozgrywającego od podań, druga linia Legii przestała istnieć.


O apokalipsie w obronie można by pisać bardzo długo i szczegółowo. Ograniczę się do kilku stwierdzeń. Oprócz autowego Jóźwiaka średnio wypadł rekonwalescent Zieliński, a błędów nie ustrzegł się Omeliańczuk, który i tak wydaje się obecnie najpewniejszym punktem obrony. Zieliński grający już na pozycji stopera - jak chciały media - przy pierwszym wejściu otrzymał żółtą kartkę i był to najbardziej spektakularny wyczyn reprezentanta kraju.. Natomiast groźba występu magazyniera w naszej bramce jak chciał Smuda może się spełnić szybciej niż ktokolwiek mógłby przypuszczać. Stanew oddalił do krain bliżej niedostępnych umysłom przeciętnych zjadaczy chleba i nie wiadomo kiedy wróci. „Bramkarz tu interweniuje z opóźnieniem, narażając się na ryzyko kontuzji” – jak określił zajście Wit Żelazko. Oczywiście życzę Stanewowi zdrowia i szybkiego uporania się z problemami. Trudno winić młodzieżowca Boruca za utratę drugiej bramki, skoro z woli zarządu, zamiast trenować w rezerwach, każe mu się bronić wolne Dubieli. W kontekście nadchodzącego meczu na szczycie pocieszające jest, że Boruc i tak minimalnie przewyższa Trabalika, który wpuści wszystko, co toczy się w bramkę. Słyszy pan, panie Kucharski? W piątek po ziemi trzeba strzelać i to nawet niezbyt mocno :-)

Żeby nie było tak ponuro, zaznaczę, że bramka Kucharskiego padła po rozegraniu kornera w taki sposób jakiego się domagałem - krótki słupek i przedłużenie głową. Oprócz tego wykrakałem parę apokaliptycznych wydarzeń w poprzednim felietonie, ale nie czuję się winny, bo krakałem post factum, czyli na podstawie tego, co zobaczyłem w meczu z Amicą. Dobrze to nie wygląda i nie ma podstaw sądzić, że wnet się poprawi. Legia nie gra tak dynamicznie jak na jesieni – chciałbym wierzyć, że to tylko efekt zmęczenia po zimie. Dwa pierwsze mecze zawsze są drętwe. Ale w obecnym systemie rozgrywkowym nie ma czasu na takie letargi.


W piątek albo... nie wiem kiedy


Dawno nie widziałem takiego chaosu na naszym polu bramkowym! Dla pokrzepienia serc zauważę tylko, że gra Wisły w tej formacji jest... porównywalna. Oba zespoły popełniają szkolne błędy pod własną bramką, a szczególnie w końcówkach. Jeśli Wiśle uda się sparaliżować druga linię warszawską, co wobec bytności w niej wymienionych faworytów trudne nie jest, może być bardzo ciężko.

Przypadki z Polonią udowodniły, że Wisła groźna jest tylko w ataku. Ma solidnych bocznych pomocników i jeśli zamknie rywala na jego połówce, może być źle. Ani Sokołowski, ani Kiełbowicz nie są w stanie zdobyć skrzydeł boiska dla Legii. Nadzieja tylko, że pojawi się Karwan i to ten z jesieni. Duet Majewski-Vukocić byłby w stanie zneutralizować wiślaków w środkowej strefie, gdybyśmy dysponowali bardziej ofensywnie usposobionym Murawskim lub może zdrowym Piekarskim w pełni formy. Muraś jednak od lat usposobiony jest defensywnie i wyznaje zasadę że „nam strzelać nie kazano”. Najprawdopodobniej zajmie miejsce w obronie, bo nie wyobrażam sobie innego rozwiązania po wyczynach Jóźwiaka i Nowaka oraz wobec kiepskiej dyspozycji Zielińskiego.
Oglądam z niepokojem co wyprawia Stanko Svitlica. Skoro pomimo to wciąż on wchodzi do pierwszego składu to aż boje się myśleć, co musi obecnie prezentować Yahaya. Na tym nienajlepszym tle znowu niezawodny okazuje się już niby niechciany Czereszewski. Faktem jest, że styl gry Czeresia jest dziwny. Piłkarz mało prowadzi gry, jest niewidoczny w pomocy, w której rzekomo najlepiej się czuje. Stąd pewnie kłopot Okuki - gdzie i w jakim charakterze Sylwestra wystawiać. Nie można mu jednak odmówić silnego strzału i inteligencji boiskowej, która decyduje o tej rzadkiej umiejętności ustawienia się pod bramką akurat tam, gdzie spadnie piłka. Gdyby tę umiejętność miał Marcin Mięciel, dziś byłby zawodnikiem klasy Sheringhama.

Tu niestety z Wisłą równać się nie możemy, bo siła ognia wiślaków jest zdecydowanie większa. Żurawski, Frankowski – wiadomo, Szymkowiak, Moskal, Cantoro, Kosowski – to źródła solidnego ostrzału z dystansu, którego Legii od dawna brakuje. Majewski jest zbyt anemiczny, żeby dokopnąć do bramki, Magiera, lepiej niech nie strzela, Sokołowski może co najwyżej strącić jakiegoś kibica Wisły z górnego rzędu trybun. Pozostają Czereszewski i Kiełbowicz. W ataku groźny będzie raczej tylko Kucharski. Ufam nieco wbrew logice, że Okuka&Kubicki coś wymyślą, w końcu widzieli z bliska oba mecze – z Polonią i Pogonią.


Biorąc pod uwagę fakt, że Wisła zagra zmobilizowana, bo zawsze mobilizuje się na mecze z Legią, a szczególnie zmobilizowana po porażce z Polonią, wychodzi, iż Legia może liczyć tylko na błędy w defensywie krakowian. Ich porażka może oznaczać zwolnienie Smudy i dymy pod Wawelem. Dosyć rozważań. Chcę przekazać tylko, że piłkarze Legii wprawdzie zaległe wypłaty otrzymali, ale powinni zagrać tak, jak by to prezes Wisły zalegał im z płaceniem od co najmniej pół roku. W polskiej lidze nie liczą się wszak umiejętności, tylko siła i bieganie.

Nurtuje mnie przy okazji pewna złośliwość losu i nie tylko losu. Otóż od kilku lat Legia nie była w stanie zagrać z Wisłą w optymalnym składzie, bo albo trzebiły ją kontuzje, albo kartki. Teraz będzie podobnie.


„Jesteśmy w stanie zremisować, a nawet przechylić mecz na swoją szalę” – Maciej Stolarczyk


„To był przypadkowy wyruch ręką” – Paweł Zarzeczny


A co prawił Wit Żelazko? Jak co tydzień wygłosił całe mnóstwo światłych opinii wprowadzając blask mądrości do naszych zaciemnionych, ogłupiałych i steranych łbów:


„W tym momencie zawodnik unosi tyłem nogę w sposób nienaturalny i powoduje jego upadek. Ta noga jest uniesiona tyłem nienaturalnie, wiec karny jest” – uwaga legioniści! Podnosić nogi przodem (cokolwiek to znaczy)! A jeśli tyłem to naturalnie, inaczej sędzia będzie miał prawo odgwizdać karnego dla Wisły!


„To wygląda, że Węgrzyn kuca i ręką zbija ten strzał”


„Wysoko noga podniesiona w zasięgu zawodnika numer 10 – Śrutwy”


„Absolutnie jest zamach ręką i Lekki zbija nogę i to wszystko się nakłada i stąd takie wrażenie, że jest karny”


„Trudno, żeby miał rękę na żebrach, nie sądzę, ja uważam dobre rozstrzygniecie sędziego”


„Na pierwszy rzut oka, nie patrząc, gdzie Paszulewicz, gdzie inni – był spalony”


„To zależy od zawodnika, który był na drodze piłki i zagrał jeszcze raz”


„Ona po odbiciu odbija się i gdyby nie było powtórzenia wydawałoby się, że nic nie było”


„Jednak on się obraca wokół własnej osi, w plecy dostaje pocierkę”


„Podstawiony upadł, piłka została z tyłu za zawodnika, możemy trzy razy to oglądać dookoła”


„Musimy się czasami mylić”


„Błąd sędziego, ponieważ wyraźnie nie trafia w piłkę, tylko w nogi przeciwnika”


„Tu była ręka, mimo, że było z takiej odległości”



„Jest dośrodkowanie natychmiastowe, przecina lot piłki zbija, w związku z powyższym przykra sytuacja dla zawodnika”



Hools & Red Bulls


Przymierzałem się od dłuższego czasu do tematu najbardziej niektórych interesującego, czyli różnej maści kibiców i niejakich hools. Sprowokowały mnie ostatnie doniesienia, które dostarczyły kontekstu widzewskiego.

Sprawa pierwsza – ekipa Widzewa z Warszawy i w Warszawie pod kryptonimem Red Bulls. Nazwa jak zwykle pompatyczna i afektowana. Jak donosi GW trzon ekipy stanowią ludzie dobrze sytuowani, pracujący na stanowiskach, intelektualiści itp. Z relacji wynikało, że owa śmietanka towarzyska ukrywa się, jeździ na mecze cichcem, a wolnych chwilach zajmuje się w naszym mieście dekorowaniem murów na czerwono-białe barwy za pomocą sprayu. Wyobraziłem sobie taką oto scenkę rodzajową:


„- Panie doktorze, pan zerka na psiarnię, a my z mecenasem malujemy RTS w koronie.
- Ależ panie mecenasie, proszę uważać na rozbryzg bo krawat się panu poplami!

- Przepraszam najmocniej, panie radco, ale muszę teraz przeciągnąć czerwonym.

- Dobrze, przenosimy się, jeszcze te dwa słupy i tamta ściana... Jak tam mecenasie, spokój?

- Tak... znam tych policjantów, broniłem nawet jednego, ale muszę już wracać. Niestety panowie komórka wpadła mi do wiadra... ... tego z pędzlami i muszę oczyścić, bo to najnowszy model i nie odczytam SMSa od znajomego z Bałut”


Wężykiem, panie majster, wężykiem. Może powinienem uprzedzić, że będzie trochę nietypowo i trochę autoironicznie. Otóż bojówki Legii owych zacnych obywateli stołecznego miasta próbują zneutralizować. W tym celu tropią, namierzają, odgrażają się, że obiją i flagi podrą. Zawziętość godna lepszej sprawy. Słyszałem plotkę, że w Łodzi są pewne grupy sympatyków Legii, tylko, że niegdysiejsza starszyzna legijna nie pozwoliła im na naszym stadionie zaistnieć. Wedle treści owej plotki chodziło o zakazanie wywieszenia flagi w naszych barwach z napisem Łodź. Nie wiem czy to prawda, jednak wynika z tej plotki pewna nauka. Widzew przyjął z otwartymi ramionami kibiców z Warszawy. Czy Legia byłaby w stanie otworzyć się na Poznań czy Łódź? A może powinniśmy? Własne zdenerwowanie świadczy o tym, że to sprawa prestiżowa. Mam wrażenie, że napływowy charakter ludności Warszawy jak również jej liczebność sprzyjają takim intermiastowym postawom właśnie w stolicy, gdzie indziej może być trudniej, ale z badań wynikało, że to nasz klub jest najpopularniejszy. Wielu może waha się z przybyciem, bo boi się reakcji tej bardziej fanatycznej części widowni. Zamiast wkładać energię w wymierzenie klapsów paru wyrodnym „warszawiakom”, starszyzna mogłaby się skupić na pozyskaniu grup zwolenników w innych miastach. Red Bulls są tak nieliczni, że zasługują na ignorancję. Wyznaczając za nich nagrody sami stajemy się śmieszni, zaś oni urastają do rangi bohaterów. Zapewniam, że wymiana grup kibicowskich z innymi miastami dostarczyłaby mnóstwa emocji. Może przyślą dywersantów, może szpiegów, może przyszywanych albo inwigilatorów? Nastrój wzajemnej nieufności i podwyższonej adrenaliny, a niektórym wszak o to chodzi.


PS. Noszę się z zamiarem napisanie o hools, na razie zbieram materiały, bo zjawisko mnie przerasta. Dlaczego? Bo znajduje takie oto definicje:


FRAJERZY - tym mianem określiłbym wszystkich tych, którzy postępują nie honorowo wobec innych. Wszelkich "pseudo-chuliganów" rozwalających środki transportu czy inne rzeczy tylko dla zabawy lub obrabiających przydrożne sklepy, aby potem mieć czym pochwalić się przed kolegami. Tych którzy nie przestrzegają pewnych niepisanych zasad-masakrują pojedynczych kiboli, atakują zwykłych sympatyków sportu, dziewczyny itd. tylko po to, aby potem na całą Polskę rozpowiadać jakim to jest się "chuliganem". Tych, którzy nie potrafią przyznać się do porażek, piszących różnego rodzaju bajki czy to w zinach, Internecie, czy zwykłej korespondencji.


Znalazłem ją na jednej ze stron hools Widzewa (pisownie jak w oryginale)






Michał Siwik:

Bardzo dobry felieton. Dobrze sie go czyta i zawiera prawde ktora widac golym
okiem. Pozdrownienia dla autora.


cartman:

Felieton faktycznie smieszny - dobrze napisany, aczkolwiek nie do konca
obiektywny. Mam nadzieje, ze Kolega bedzie cos w stanie napisac rowniez po udanym meczu, ktory mam nadzieje juz w piatek. Osobiscie jestem przeciwnikiem pietnowania pikarzy po nieudanych meczach, bo to tylko podgrzewa sytuacje - i efekt jest taki, ze na boisku slyszymy z trybun przeklenstwa pod adresem Legionistow akurat wtedy kiedy by sie przydal doping mobilizujacy do lepszej gry. Potrzeba nam wszystkim troche wiecej wiary w mozliwosc osiagniecia sukcesu. Troche uwag personalnych co do tresci felietonu:

Muraś - w mojej opinii niech on jednak lepiej nie strzela na bramke - nie
pamietam jego dobrego strzalu - chociaz asysta na Pogoni bardzo ladna,

Kiełbik - wreszcie zaczal grac i nie zgadzam sie ze stwierdzeniem, ze z Wisla
nie jest w stanie wywalczyc swojego skrzydla,

Jozwiak - jestem przekonany, ze jak bedzie gral to jeszcze bedziemy wszyscy z
niego zadowoleni (chociaz te jego wizyty w szatni Polonii nie przysporza mu
zwolennikow).

P.S. zebym nie wyszedl na krytykanta - Autora zachecam do pisania kolejnych
felietonow - zawsze milo poczytac o Naszej Legii a i podyskutowac potem warto.



adalbert71:

Niezły felieton. Całkowicie zgadzam się z opinią autora na temat Magiery,
Kiełbowicza, Svitlicy no i oczywiście Sokołowskiego. Uważam, że przy obecnej
sytuacji personalnej Legii jedyną sznasą na pokonanie Wisły jest gra z przodu
jaką prezentował nasz zespół za trenera Białasa, tzn. jeden wysunięty
napastnik i dwóch bocznych pomocników skoncentrowanych głównie na akcjach
ofensywnych (tak właśnie puknęliśmy Polonię 3:0). Optymalne ustawienie tej
ofensywnej formacji wyglądałoby tak: Kucharski na szpicy, Bartek Karwan z
prawej a Wróbel z lewej. Niestety w występ Wróbla nie wierzę a Bartek wyjdzie dopiero w drugiej połowie. Ale gdyby jednak Karwan dał radę (pamietajmy, że nie grał ponad 4 m-ce) zagrać od początku to zagrałbym: Yahaya na szpicy, Kucharz z lewej a Bartek z prawej, z założeniem że, podkreślam to jeszcze raz, dwaj nasi skrzydłowi koncentrują się głównie na ofensywie.


Antoni Jasiński:

Podpisuję się pod Twoim tekstem. Nie zgadzam się z Twoją wersją
apokalipsy zamieszczoną w poprzednim felietonie i widzę wiele
symptomów poprawy , szczególnie jak sam zauważyłeś na trenerskiej
ławce. Moim zdaniem najsilniejszą bronią Legii będzie kondycja i....
mecze wyjazdowe. Jestem pewien że juz mecz z Pogonią będzie łatwiejszy nie tylko z powodu wiadomych kłopotów Pogoni. Boję się Wisły i tego ej Sypniewskiego, natomiast dziwnie spokojnie podchodzę do meczu w Krakowie, byle tylko podtrzymać szanse i jej nie zaprzepaścić 15 marca na Łazienkowskiej.... POZDRAWIAM





Skomentuj felieton wysylając maila na adres: legia@futbol.pl

Podaj ten news dalej: