Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Z Wisłą zagram ja!

środa, 13 marca 2002 21:36
Sylwester Czereszewskiźródło: Gazeta Wyborcza

- Przyzwyczaił się Pan już do roli dżokera?

Sylwester Czereszewski: Nie. Nie chcę być żadnym dżokerem, nie odpowiada mi ta rola.


- Zagra Pan z Wisłą?

- Tego się spodziewam. Każda inna decyzja będzie dla mnie niemiłym zaskoczeniem. I mam nadzieję, że się nie rozczaruję.


- Ale w pierwszym meczu tej rundy, z Amiką, też strzelił Pan gola. A mimo to z Pogonią nie grał Pan od początku. Czy w Szczecinie był Pan niemile zaskoczony?

- Nie. W Szczecinie spodziewałem się, że nie zagram. Z tym wchodzeniem na boisko bywa różnie. Raz strzela się gola, raz marnuje sytuacje. Poza tym ja pamiętałem, jak po powrocie z Chin strzeliłem gola Ruchowi Chorzów w Pucharze Polski, a potem nie grałem w dwóch kolejnych meczach ani minuty. Szczególnie zły byłem podczas derby z Polonią. Mecz był na II-ligowym poziomie, a mimo to nie dostałem szansy. Nie rozumiałem tego...


- Czym się różni gra od początku od wejścia na boisko np. w 70. minucie?

- Przede wszystkim cały czas jest się z zespołem. Najpierw przed meczem, na rozgrzewce. Człowiek zaczyna czuć atmosferę spotkania, ćwiczy z kolegami. A potem zaczyna się gra. Ten, kto gra od początku, ma wpływ na wydarzenia boiskowe. Wpada w pewien rytm. A wchodząc na boisko z ławki? Co innego rozgrzewka z kolegami, co innego ta 20-minutowa za bramką, za reklamami. Mówi się, że rezerwowy może więcej, bo rywal jest podmęczony, ale nim wpadnie się w ten meczowy rytm, to często kończy się mecz.


- Psychicznie jest Pan gotowy do gry?

- Tak. Te dwa gole bardzo mnie podbudowały. Skoro grałem po 20 minut i strzeliłem dwa gole, to co może się dziać, gdy będę występował przez cały mecz? (śmiech). Mówiąc poważnie, bardzo cieszyło mnie to, że stwarzaliśmy sytuacje, że ja w tym uczestniczyłem, że skuteczność nie zawodziła, że szczęście dopisywało. Tak, jak w meczu z Amiką. Zwykle po takich strzałach piłka odbijała się od słupka i wychodziła w pole, a wtedy wpadła do siatki. Moja forma nie jest jeszcze najwyższa, ale to samo można powiedzieć o całej drużynie.


Szczególnie słabo gramy w pierwszej połowie. Wtedy przeciwnik ma tyle samo sił, co my, i przeważa. Po przerwie, kiedy my łapiemy drugi oddech, rywale siadają. Bo sił mamy mnóstwo. I od 65.-70. minuty zaczynamy odrabiać straty. Ale to chyba efekt ciężkich przygotowań. Jeszcze nam nie "odpuściło". Ale wystarczy tydzień, dwa i gra będzie jeszcze lepsza.


- Czy na treningach widać, że w meczu z Wisłą zagra Pan od początku?

- Nie. Ale mamy takie treningi, że w ogóle nie widać, kto zagra.


- To spytam jeszcze raz: co będzie, jeśli Pan nie zagra w piątek od początku?

- Ale ja zagram. Innego rozwiązania w ogóle nie biorę pod uwagę.


Rozmawiał Robert Błoński

Podaj ten news dalej: