W sobotę na Łazienkowską przyjechał Kamil Grosicki, ale tym razem nie strzelił bramki swojej byłej drużynie. Grosicki zdecydowanie odżył w Jagiellonii i coraz głośniej mówi się o zagranicznym wyjeździe pomocnika reprezentacji Polski. W Warszawie "Grosik" sprawiał mnóstwo problemów wychowawczych. "Nie cofnę czasu, ani niczego już nie zmienię, widocznie tak miało być.
Grosicki: Urban i Trzeciak nie zachowali się fair
Warszawa to trudne miasto, zwłaszcza dla młodych ludzi. Mając 20 lat i wysokie jak na tak młody wiek zarobki, łatwo było się w nim pogubić. Wszystkie atrakcje są na wyciągnięcie ręki, do tego prawie cały dzień wolny. Po treningach zwyczajnie nie ma co robić z czasem i nic dziwnego, że człowiek głupieje. Gdybym teraz ponownie znalazł się w takiej sytuacji, jestem pewien, że poradziłbym sobie bez najmniejszego problemu" - mówi w rozmowie z Magazynem Futbol.
Czy, gdyby działacze Legii potrafili ujarzmić "Grosika", mieliby z niego pożytek do dziś? "Zadaj to pytanie Urbanowi i Trzeciakowi. Wiem, że narobiłem im trochę problemów, ale sami też nie zachowali się wobec mnie fair. Kiedy wyjeżdżałem do Szwajcarii, usłyszałem od Urbana: Kamil, jak ci tam nie wyjdzie, u nas zawsze masz drzwi otwarte. Rzeczywistość niestety, okazała się inna. Wróciłem ze Sionu i przez następne pół roku było mi bardzo ciężko, a Legia nie zamierzała mi już pomagać. Pan Trzeciak powiedział tylko, że mogę przyjechać do Warszawy, ale zamieszkam w internacie i będę trenował z drużyną grającą w Młodej Ekstraklasie. Wolałem już siedzieć w Szczecinie i mieszkać w domu razem z rodzicami" - mówi Grosicki.
