Pod koniec listopada 1995 r. po bezbramkowym remisie z Blackburn legioniści byli w bardzo dobrej sytuacji, by awansować do ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Piłkarze Pawła Janasa zajmowali drugie miejsce w tabeli i na dwa mecze przed końcem rywalizacji mieli o cztery punkty więcej od trzeciego Rosenborga Trondheim. Do Norwegii legioniści lecieli więc jak po swoje. Remis dawał im wymarzony awans. Zamiast radości była jednak bardzo bolesna porażka.
15 lat LM: Rosenborg 4-0 Legia
Przed spotkaniem 5. kolejki Ligi Mistrzów Rosenborg miał bardzo małe szanse na awans. Z trzema punktami na koncie, by marzyć o wyjściu z grupy, musiał wygrać u siebie z Legią i później na wyjeździe z Blackburn Rovers. Dodatkowo legioniści nie mogli pokonać w ostatniej kolejce, grającego tylko o prestiż, Spartaka Moskwa. Dla Norwegów wyglądało to jak zadanie niemożliwe do wykonania. Tym bardziej, że Rosenborg spotkał się z Legią już we wrześniu i zebrał srogie baty. Jakby tego było mało, przeciwko Polakom nie mógł zagrać Karl Petter Loeken. Gwiazdor Rosenborga i reprezentacji Norwegii nabawił się urazu kolana podczas meczu z Holandią i zmagania swoich kolegów z drużyny musiał obserwować z boku.
Na korzyść gospodarzy przemawiał termin meczu. Końcówka listopada w Trondheim to już okres prawdziwej zimy i choć o stan podgrzewanej murawy nie trzeba było się martwić, to gracze trenera Nilsa Arne Eggena mieli nad legionistami przewagę wypoczynku. Rosenborg do meczu z Legią przystępował po dwutygodniowym odpoczynku od gry. Rozgrywany systemem wiosna-jesień sezon w Norwegii był już zakończony i rywal legionistów mógł skupić się na pucharach. Do meczu z Legią piłkarze z Trondheim przygotowywali się na zgrupowaniu w Holandii.
"Wojskowi" o takim komforcie nie mieli co marzyć. Mecz z Rosenborgiem był 25 spotkaniem, które rozegrali od sierpnia. Dla osłody, piłkarze mogli zabrać w podróż do Norwegii swoje żony i narzeczone. Z możliwości skorzystało siedmiu zawodników. Małżonkę w domu zostawił za to trener Paweł Janas. Zamiast niej do Norwegii zabrał... syna. "Wolałem zabrać syna, może się czegoś nauczy" – wyjaśniał szkoleniowiec. Syn najwyraźniej bacznie podglądał pracę ojca i dziś pracuje w sztabie szkoleniowym Legii. Mowa oczywiście o Rafale Janasie.
Przed meczem gospodarze wypowiadali się bardzo ostrożnie, ale po cichu liczyli na pokonanie "wojskowych" 2-0. "Będzie bardzo ciężko, bo Legia ma świetnego bramkarza i obrońców. Potrafi też grać z kontry. Aby osiągnąć cel, moja obrona nie może popełnić takich błędów, jak w Warszawie" – mówił trener Rosenborga. Paradoksalnie właśnie defensywa legionistów była najsłabszą formacją podczas meczu z Norwegami.
Ambitny plan Legii zapewnienia sobie awansu w krainie fiordów zawalił się po kwadransie gry. W 14. minucie boisko musiał opuścić Leszek Pisz, którego z murawy znieśli Jacek Bednarz i Adam Fedoruk. Kapitana "wojskowych", z podejrzeniem złamania kości śródstopia, odwieziono do szpitala. W czasie gdy "Piszczyk" przebywał poza linia boczną boiska, Legia straciła pierwszą bramkę. Loar Strandt ograł Jacka Zielińskiego i nie dał szans Maciejowi Szczęsnemu. Nim skończyła się pierwsza połowa, golkiper Legii musiał wyciągać piłkę z siatki po raz drugi. Tym razem zagapił się Grzegorz Lewandowski i Harald Martin Brattbakk podwyższył na 2-0.
Podłamani legioniści nie potrafili odgryźć się rywalom. "Popełnialiśmy w obronie proste błędy" – tłumaczył Zieliński. Prostym błędem nie można jednak nazwać sytuacji z 64. minuty. Niziutki Jakobsen (168 cm) wyskoczył wówczas wyżej niż Marek Jóźwiak (190 cm) i Marcin Jałocha (178 cm) i strzałem głową pokonał Szczęsnego. "Dwa gole strzelili nam najniżsi na boisku, to o czymś świadczy. Nie wiem dlaczego, ale w naszym zespole panował totalny bałagan" – narzekał po meczu Lewandowski. Faktem jest, że w Trondheim Legia nie wyglądała jak drużyna, która ten sam Rosenborg ograła u siebie 3-1. W 88. minucie legionistów dobił Vegard Heggem. Była to najwyższa pucharowa porażka "wojskowych" od pamiętnej porażki 0-4 z Hajdukiem Split. "Przed meczem uważaliśmy, że jesteśmy jedną nogą w ćwierćfinale. W Trondheim należało postawić kropkę nad 'i'. Teraz od awansu dzielą nas tysiące mil" - podsumował spotkanie Szczęsny.
Mimo słabej gry i zawstydzającej porażki, Legia nie straciła szans na awans. W ostatniej kolejce musiała jednak pokonać na własnym stadionie Spartak Moskwa. Rosjanie wyjście z grupy zapewnili sobie już wcześniej. Po pięciu kolejkach byli jedyną niepokonaną drużyną w Lidze Mistrzów. Legionistom nie pozostawało nic innego jak przerwać serię Rosjan. W ostatnim meczu fazy grupowej wydarzenia miały potoczyć się w dość niespodziewany sposób. 6 grudnia 1995 r. św. Mikołaj okazał się być legionistą i dał "wojskowym" prezent. Ale o tym przeczytacie na LL! za dwa tygodnie.
22 listopada 1995 r. 20:30 Stadion Lerkendall
Rosenborg Trondheim 4-0 (2-0) Legia Warszawa
1-0 17. min. Roar Strand
2-0 45. min. Harald Martin Brattbakk
3-0 64. min Jahn Ivar "Mini" Jakobsen
4-0 88. min. Vegard Heggem
Rosenborg: Ola By Rise - Bjørn Tore Kvarme, Tom-Kåre Staurvik, Ståle Stensaas - Erik Hoftun, Bent Skammelsrud, Steffen Iversen, Roar Strand (87’ Vegard Heggem), Trond Egil Soltvedt - Harald Martin Brattbakk, Jahn Ivar "Mini" Jakobsen
Legia:Maciej Szczęsny – Marcin Jałocha, Jacek Zieliński, Zbigniew Mandziejewicz – Grzegorz Lewandowski, Marek Jóźwiak, Tomasz Wieszczycki (62’ Jacek Bednarz), Leszek Pisz (18’ Cezary Kucharski), Radosław Michalski – Jerzy Podbrożny, Ryszard Staniek
Sędziował: Weber (Niemcy)
Widzów: 15 000
Żółte kartki: Erik Hoftun – Marcin Jałocha, Cezary Kucharski, Jacek Zieliński
W artykule wykorzystano cytaty z archiwalnych numerów "Gazety Wyborczej"
Byłeś na meczu Legii w Lidze Mistrzów? Masz zdjęcia lub programy meczowe z tamtych lat? Wyślij je do nas na ultras@legialive.pl i pomóż w przypomnieniu atmosfery z 1995 i 1996r.
