Godziny układania taktyki, litry potu wylane na treningach, szlifowanie stałych fragmentów, zarwana noc na przygotowanie oprawy... Wszystko po to, by "El classico" vel "Grande Partido" było godne swego miana. I wszystko na nic. Niestety. Ponownie sztab szkoleniowy zawiódł oczekiwania nie tylko dzielnej ekipy "Periodistas Terroristas", ale i fanów w Polsce, którzy ściskali za nas kciuki.
Wielki mecz, którego nie było...
Po porannym treningu czekaliśmy na rywali w pełnej gotowości. W naprędce wyszukanych strojach, ustalaliśmy karkołomną taktykę, trwała rozgrzewka, a na trybunie pojawiła się nawet oprawa - dobrze wszystkim znana "Żyleta". Paliliśmy się do gry, podobnie jak i część "sztabowców" (m.in. Jacek Magiera, Rafał Janas, Paolo Terziotti i Marek Jóźwiak). Ktoś jednak postanowił, że mecz się nie odbędzie i, co bardziej przykre, ten ktoś nie uznał za stosowne nam tego powiedzieć. Wystarczyłoby krótkie: "nie gramy". Zrozumielibyśmy. Zamiast tego zobaczyliśmy tylko plecy naszych przeciwników, bez słowa opuszczających boisko w trakcie naszej rozgrzewki.
Jakoś nie pocieszył nas nawet komentarz redaktora naczelnego portalu 90minut.pl: "Styl się nie liczy. Najważniejsze są kolejne trzy punkty". Nam jednak wydaje się, że ważniejszy jest wzajemny szacunek.
Wygląda na to, że obumiera piękna świecka tradycja tych spotkań, w których zawsze dobrze bawili się dziennikarze i członkowie sztabu. Wypada tylko przeprosić kibiców...







fot. turi
