Premier zapowiedział ostatnio, że kluby nie mogą układać się z chuliganami, a zasugerował, że niektóre z nich to właśnie robią. W efekcie zamknięto stadiony Legii i Lecha. Według współautora raportu "Ekstraklasa piłkarskiego biznesu", Krzysztofa Sachsa, Legia może trochę odpuściła kibicom, ale na pewno nie układa się z chuliganami.
Krzysztof Sachs: Rząd wrzucił Legię i Lecha do jednego worka
"Nie znam tak naprawdę realiów Lecha, ale jestem przekonany, że w Legii problem niejasnych układów finansowych klubu z kibicami nie istnieje. Legia odeszła może od zasady "zero tolerancji", nie jest tak ostra wobec kiboli, ale też się z nimi nie układa. Zakazów stadionowych jest mniej, ale jednak są. Zamykając stadion, rząd wrzucił Legię i Lecha do jednego worka, choć oba kluby wybrały zupełnie odmienne sposoby relacji z kibicami" - mówi w rozmowie z Gazetą Wyborczą Sachs.
Sachs jest bardzo zaskoczony decyzją wojewodów mazowieckiego i wielkopolskiego o zamknięciu dwóch obiektów. "Zamknięto dwa najbezpieczniejsze stadiony w kraju, które były bezpieczne wczoraj i będą też jutro. Nie stadiony są problemem, bo jak kibice zechcą, to wszędzie zrobią burdę. To organizatorzy muszą panować nad kibicami, rozpoznawać nastroje, unikać prowokacyjnych sytuacji, a gdy trzeba, reagować z siłą i stanowczością" - mówi.
Sachs zauważa także, że Legia przez trzy lata prowadziła wojnę z kibicami i wówczas nikt jej nie wspierał. Ponadto jest przekonany, że usunięcie ze stadionów wulgaryzmów będzie prawie niemożliwe, bo dzieci przesiąkają nimi już od podstawówki. "Jeśli używamy przekleństw jako pretekstu do zamknięcia stadionów Legii i Lecha, to zamknijmy od razu wszystkie stadiony. I to na bardzo długo. To, co zrobił rząd, zepchnęło Lecha i Legię na drugą stronę barykady, po której stoją pseudokibice" - mówi Gazecie.