PSV Eindhoven w środę okazał się wyraźnie lepszy od Legii Warszawa, którą pewnie pokonał 3-0. Gra polskiej drużyny wyglądała dobrze do momentu, kiedy w 32. minucie piłkę do własnej siatki skierował Michał Żewłakow. Potem było już tylko gorzej. Indywidualne błędy w defensywie doprowadziły do straty dwóch kolejnych bramek - jednej z rzutu karnego, a drugiej po złym kryciu zawodnika rywali.


Najlepszym rozwiązaniem dla Komorowskiego byłoby spokojne przetrzymanie Manolewa na prawej stronie i poczekanie aż z odsieczą wróci nominalny lewy obrońca - Jakub Wawrzyniak. Wydaje się ponadto, iż samo zachowanie Żewłakowa w polu karnym "wojskowych" również nie było właściwe. Doświadczony defensor zamiast podejść do szarżującego zawodnika PSV postanowił skupić się na zablokowaniu jego dośrodkowania, co dla warszawskiego klubu skończyło się nieprzyjemnymi konsekwencjami.


Duży udział przy golu na 2-0 miał Kevin Strootman, który w bardzo łatwy sposób przedarł się przez parę Żewłakow - Komorowski i znalazł się w sytuacji sam na sam z Kuciakiem. Jego strzał Słowak wprawdzie najpierw odbił, ale bez potrzeby postanowił sfaulować dobijającego do pustej bramki rywala, za co słusznie wyleciał z boiska. Współudział w tej akcji miał również inny gracz z Eindhoven, który będąc na pozycji spalonej fałszywym ruchem w stronę futbolówki zmylił defensorów Legii, a ci czekali tylko aż sędzia liniowy podniesie chorągiewkę w górę.


W tej akcji bardzo dobrze widać w jak łatwy sposób legioniści są zaskakiwani przez rywali. Wystarczyła dwójka ofensywnie usposobionych zawodników, żeby z łatwością poradzić sobie z szeregami obronnymi polskiej ekipy. Tutaj błędy popełnili chyba wszyscy broniący zawodnicy warszawskiego klubu. Michał Żewłakow pozwolił przeciwnikowi dośrodkować z prawej strony wprost na nogę kolegi z drużyny, za którym nie wrócili z kolei Michał Żyro, Ariel Borysiuk i Jakub Wawrzyniak. Zastanawiające jest też, gdzie w tej sytuacji był drugi ze środkowych obrońców gospodarzy - Marcin Komorowski.
Jak widać na przykładzie powyższych bramek, Legia większość z nich traci po własnych, niewymuszonych błędach. A to nie zdąży wrócić jeden z obrońców, a to ktoś nie zdoła zablokować podania rywala. "Wojskowi" muszą pamiętać, że nie licząc przegrania batalii o pierwsze miejsce w grupie, niedokładności te nie miały większego znaczenia. Jednak walcząc w dalszej fazie europejskich pucharów, zawodnicy ze stolicy będą zmuszeni bardziej koncentrować się na działaniach defensywnych.