Michał Kowalik: "Nie zagraliśmy tego meczu na sto procent naszych możliwości. To, co zaprezentowaliśmy na parkiecie, przypominało tzw. chodzoną koszykówkę. Zanotowaliśmy dużo strat, choć nie wiem, czym było to spowodowane – być może brakiem koncentracji z naszej strony.
Z początku akademicy przyjęli bierną postawę na boisku, jednak później znacznie się ożywili.
Michał Kowalik: Chodzona koszykówka
My z kolei po lepszej grze na starcie, usiedliśmy na laurach. Trzecią kwartę ponownie rozpoczęliśmy dobrze, lecz później w nasze szeregi ponownie wkradł się przestój. Tak to mniej więcej wyglądało. Suma summarum udało nam się dowieźć do końca meczu trzydziestopunktową przewagę nad zespołem Uniwersytetu Warszawskiego. Więcej się po prostu nie dało.
Po kontuzji czuję się już znacznie lepiej. Noga mnie już wprawdzie nie boli, ale wiadomo, że trzy czy cztery miesiące przerwy dają się we znaki – brakuje biegania i grania.
Zauważyłem, że na ten mecz przyszła większa liczba kibiców w porównaniu z ubiegło miesięcznym spotkaniem. Kibice – co tu dużo mówić – wspaniale nas zagrzewali do walki nieustannym, głośnym dopingiem. Należy się jedynie cieszyć z takiej atmosfery i wykorzystywać ją do lepszej gry na parkiecie."
