Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Ambicją nadrabiali braki, ale do sensacji nie doszło

czwartek, 7 listopada 2013 13:04
Ambicją nadrabiali braki, ale do sensacji nie doszło
Paweł Podobas - fot. Woytek
Legionisci.com
BodziachLegionisci.com

Już po losowaniu par II rundy Pucharu Polski, było niemal pewne, że nasz zespół szans na awans do kolejnej rundy nie ma zbyt dużych. Drużyna z Kutna jest czołowym I-ligowcem, z wielokrotnie wyższym od Legii budżetem oraz celami (awans do ekstraklasy w tym sezonie). Początek spotkania zaskoczył jednak wszystkich zgromadzonych w hali na Bemowie.

Legia dość długo nie ustępowała rywalowi, a braki nadrabiała ambicją. Pierwszych pięć punktów dla naszej drużyny zdobył Damian Zapert. W pierwszych minutach meczu trwała walka punkt za punkt. Nasze najwyższe prowadzenie, różnicą 3 punktów zostało osiągnięte w 7. minucie gry, po trafieniu Andrzeja Paszkiewicza (18-15). Chwilę później efektownym wsadem popisał się Glabas, wzbudzając aplauz przybyłych z Kutna kibiców. W pierwszej kwarcie na prowadzenie wychodziliśmy jeszcze dwukrotnie - po celnych trójkach Bojki i Jaremkiewicza. Po raz ostatni do remisu udało się doprowadzić tuż przed końcem I kwarty, za sprawą "Jarema", który ustalił wynik pierwszej partii spotkania na 27-27.


Już na początku drugiej kwarty po raz pierwszy na kilka punktów odskoczyli goście. Po raz kolejny akcję Kutna wsadem zakończył Glabas. Legia cały czas walczyła i nie pozwalała przyjezdnym osiągnąć większej przewagi. Po trafieniach Cechniaka i Piesia, w 14. minucie udało się zmniejszyć straty do trzech oczek. Później raz jeszcze wydawało się, że nasz zespół wróci do gry po akcji Podobasa 2+1. Na półtorej minuty przed przerwą przegrywaliśmy tylko 41-45. W ostatnich akcjach pierwszej połowy Koźluk stracił piłkę, później niecelnie z dystansu rzucał Motel, zaś goście w odpowiedzi skarcili Legię trzema kolejnymi rzutami z gry i na przerwę goście schodzili prowadząc 51-41.


Po przerwie zespół z Kutna zagrał ze zdecydowanie większym zaangażowaniem i przyniosło to efekty. Nasi gracze pudłowali, podczas gdy rywale nie mylili się przy swoich rzutach. Po stracie Holnickiego na połowie boiska i trójce Mazura, było już 43-59 i właściwie po zawodach. Pod koniec III kwarty po trójce Pabiana, goście prowadzili już różnicą 20 punktów. Legioniści zmniejszyli nieco straty za sprawą Mikołaja Motela, który najpierw trafił za 3, a później wykorzystał 3 z 4 rzutów osobistych. Trzeba przyznać, że nasz młody zawodnik bardzo dobrze prezentował się na tle mocnego przeciwnika. Motel nie bał się odważnych wejść pod kosz, gdzie kilka razy zatrzymywany był w nieprzepisowy sposób. Najbardziej efektowna akcja w jego wykonaniu, kiedy przebiegł całe boisko, wszedł pod kosz i rzucił mimo dwóch wyższych rywali przed sobą, niestety nie przyniosła naszej drużynie punktów. Przed ostatnią partią spotkania Legia przegrywała 54-68.


Legioniści szybko próbowali znów zmniejszyć straty, oddając rzuty z dystansu, ale zarówno próba "Świdra", jak i Bojki, były niecelne. Także w tej części gry widoczny był Motel, który po dwóch stratach z rzędu, punktował w dwóch kolejnych akcjach, najpierw za 3 punkty, później z półdystansu za 2. Nieźle po wejściu na plac gry prezentował się Bartek Ornoch, który w 37. minucie rzucił trójkę, zmniejszając straty do 13 punktów. Goście nie pozwolili warszawskim kibicom rozbudzić nadziei, odpowiadając szybko czterema punktami. W końcówce, gdy pewna wygrana gości była już niczym niezagrożona, ci nadal grali na pełnych obrotach, starając się zdobywać punkty z każdej akcji. Wynik na 74-92 ustalił w ostatniej akcji meczu Mikołaj Motel.


Porażka z takim rywalem jakim jest Kutno, wstydu nie przynosi. Tym bardziej, że legioniści zagrali bardzo ambitnie i szczególnie w pierwszej połowie sprawiali niemałe problemy grającemu o zupełnie inne cele zespołowi. Cieszy dobra forma Damiana Cechniaka, który już w spotkaniu z Polonią, prezentował się nieźle. Do gry dołączył w końcu Krystian Koźluk i mamy nadzieję, że z meczu na mecz prezentować się będzie coraz lepiej. W środowym spotkaniu nie zagrał Przemek Jaworski. Trenerzy woleli oszczędzić jego staw skokowy, w związku ze zbliżającym się meczem ligowym z GTK Gdynia. "Szpital" w naszej drużynie w końcu się kończy. Do gry gotowy jest już także Piotrek Nawrot i w końcu przed kolejnymi meczami nasi trenerzy będą mieli większe pole wyboru najlepszych zawodników. Walka o meczową 12 zapowiada się na niezwykle zaciętą.

Udostępnij