Artur Gronek niedawno został trenerem Muszkieterów. Po sobotnim spotkaniu z Legią, szkoleniowiec ma pretensje do swoich graczy o grę w obronie. Podkreśla jednak, że jego zespół nie rezygnuje z awansu do I ligi, mimo że ten sam w sobie nie jest celem klubu. Gronek, który pochodzi z Bródna bardzo dobrze zna kibiców Legii i przekonuje, że w żadnej koszykarskiej hali w Polsce nie ma tak dobrze zorganizowanej grupy fanatyków.
Co spowodowało porażkę Pańskiego zespołu w meczu przeciwko legionistom?
- Przede wszystkim straciliśmy zbyt wiele punktów. Legia strzeliła nam 77 'oczek', z czego 30 w samej drugiej kwarcie. Z jednej strony mieliśmy problemy z właściwymi powrotami naszej formacji defensywnej, a z drugiej prawdopodobnie byliśmy nieco zdekoncentrowani po ciężkiej podróży, co miało swoje przełożenie w niemożności adekwatnego oddawania rzutów za trzy punkty. Gdy nie rzuca się za trzy, przeciwnik zacieśnia pole i trudniej jest dokonać penetrację, bo pole się zamyka. Można zatem doszukiwać się problemu w ataku. Niemniej jednak główną piętę achillesową w tym spotkaniu stanowiła nasza formacja obronna. Słabo broniliśmy. Gdy w czwartej kwarcie zaprezentowaliśmy agresywną obronę, nasza gra wyglądała już zgoła lepiej. Z początku meczu dokonywaliśmy jednak niepotrzebnych kalkulacji.
Po spotkaniu z Legią straciliście Państwo fotel lidera. Nie można chyba jednak powiedzieć, że odpuściliście walkę o awans...
- Absolutnie nie. Pragnę jednak podkreślić, że ewentualny awans byłby 'przy okazji' tego zespołu. Główny cel stanowi bowiem szkolenie młodzieży. Natomiast jeśli udałoby nam się zakwalifikować do fazy play-off, to bez wątpienia będziemy wówczas walczyć o awans i to nie podlega dyskusji. Na razie dopiero co skończyła się pierwsza runda rozgrywek. Przed nami jeszcze dziesięć pojedynków, więc myślę, że jeszcze sporo się może wydarzyć.
A jak oceni Pan doping warszawskich kibiców?
- Bardzo dobrze. Ja jestem z Warszawy. Urodziłem się na Bródnie, więc znam kibiców Legii, bo tych w mojej dzielnicy jest wielu. [wymowny uśmiech – przyp. red.] Poza tym grałem w Legii przez rok i wiem, z czego jest ona znana w stolicy. Doping, który tworzą fani, jest niesamowity. Jestem przekonany, że w żadnej drugoligowej hali takie wsparcie kibiców nie funkcjonuje. Zastanawiam się też, czy w którymkolwiek obiekcie w pierwszej lidze czy nawet w ekstraklasie istnieją tak zorganizowane grupy kibicowskie wspierające swoją drużynę. Nie mam tu bowiem na myśli ilości osób, które przychodzą na mecze, by je tylko obejrzeć, lecz fanów, którzy są zaangażowani i w pełni oddani, by wspierać swój zespół okrzykami i zabawą.
Czego życzyłby Pan sobie w 2014 roku?
- Szczęścia i zdrowia. Tylko tyle. Jeśli będę szczęśliwy, to będę miał wszystko to, co chcę mieć. A jeżeli będę zdrowy, to będę miał okazję, żeby to uczynić.
Rozmawiał Hugollek
