- Jeśli chodzi o kwestie fizyczne, taktyczne czy nawet punktowe możemy być zadowoleni, bo w porównaniu z tym, co tu zastaliśmy, widzimy poprawę. Zawsze da się jednak coś zrobić lepiej. Graliśmy co trzy dni, a pomiędzy meczami nie było czasu na takie treningi, jakie byśmy chcieli - mówi Mirosław Romaszczenko w rozmowie z legia.com.
- (...) Nie mieliśmy możliwości wprowadzić całej swojej filozofii. Odkąd przyjechaliśmy do Warszawy, była tylko jedna przerwa na mecze reprezentacji i tydzień „luzu” przed ostatnim spotkaniem rundy. Poza tym - mecz, mecz, mecz. Co do piłkarzy – tych, którzy są tu obecnie, traktujemy jako najlepszych, których możemy mieć. I tak będzie zawsze. Inna sprawa to ich przygotowanie, które pozostawiało wiele do życzenia. Mam tu na myśli nie tylko przygotowanie fizyczne. Zawodnicy dopiero zapoznają się z naszymi wymaganiami dotyczącymi ich zadań na boisku, a na to wszystko potrzeba czasu.
Czyli Legię trenera Czerczesowa i jego sztabu zobaczymy dopiero w lutym?
- Na pewno będzie to inna drużyna.
Jaka będzie Legia w kolejnej rundzie? Stawiająca na efektywność, gdzie priorytetem będą punkty, czy grająca efektownie i od pierwszych minut rzucająca się na gardło przeciwnika?
- Oczywiście, że chcielibyśmy widzieć Legię grającą agresywnie – nie tylko na własnym stadionie, ale i na wyjazdach. W futbolu mamy jednak do czynienia z masą czynników, które wypływają na obraz gry. Na początek chcemy osiągnąć pewien poziom i sprawić, żeby zawodnicy w żadnym meczu nie schodzili poniżej tego wyznaczonego pułapu.
Całą rozmowę możecie przeczytać tutaj.
