Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Media o meczu z Lechią

czwartek, 12 maja 2016 09:30
Media o meczu z Lechią
Bogusław Leśnodorski - fot. Mishka / Legionisci.com
Legionisci.com
WiśniaLegionisci.com

W środowy wieczór Legia skompromitowała się przegrywając na wyjeździe z Lechią Gdańsk. Stanisław Czerczesow chciał wygrać decydujący mecz o mistrzowo Polski rezerwami, ale ostatecznie mocno się przeliczył. W niedzielę przed "Wojskowymi" ostateczna szansa na wygranie ligi. O tym co stało się w środę trzeba szybko zapomnieć, ale i wyciągnąć wnioski.

Weszło: Rosyjska ruletka zakończona sabotażem. Panie Czerczesow, w domu wszyscy zdrowi?


Berg odwalał cyrk na początku sezonu – już to było trudne do pojęcia. Ale teraz? Po wygraniu meczu niby o mistrzostwo? Po rozjechaniu walcem głównego kandydata do tytułu? Wystawić Masłowskiego? Przecież to jak postawienie całego swojego majątku na wygraną Podbeskidzia w rundzie finałowej. Może i Czerczesow zakończy sezon z podwójną koroną, ale ten jeden mecz kwalifikuje się do czołówki w rankingu największych sabotaży w stuleciu Legii i to bez przeczesywania archiwów czy zasięgania informacji u kustosza ich muzeum. A gdy przestaje iść już kompletnie, mecz staje się stuprocentowym blamażem, nagle Masłowskiego zagubionego jak Giza przy Rondzie De Gaulle’a zmienia Kopczyński, Lewczuk wylatuje z drugą żółtą, kontuzjowanego Guilherme zastępuje Broź, a za Nikolicia wchodzi… Bereszyński.


Piłka Nożna: Trwa gdańska klątwa Legii! Lechia nie daje szans liderowi!


Lechia Gdańsk za wszelką cenę nie chciała dopuścić, aby warszawska Legia cieszyła się z mistrzostwa Polski na jej stadionie i ta sztuka jej się udała. Piłkarze Piotra Nowaka zasłużenie wygrali z Wojskowymi 2:0 i wciąż utrzymują realną szansę na grę w europejskich pucharach. Legioniści, aby zdobyć mistrzostwo Polski, będą musieli wygrać w niedzielę przed własną publicznością z Pogonią.


Przegląd Sportowy: Wrócił koszmar sprzed czterech lat. W niedzielę Legia będzie pod ścianą


Lider tabeli przegrał w Gdańsku z rozpędzoną Lechią i jeśli chce wywalczyć mistrzowski tytuł, to musi w niedzielę pokonać u siebie Pogoń. Dwa tysiące kibiców ze stolicy, którzy przyjechali nad morze by świętować 11. mistrzostwo swojego klubu, wracało do domów w fatalnych nastrojach. Legioniści nie wytrzymali presji, a ich występ przypominał niedawną grę przeciwko Zagłębiu w Lubinie.


Sport.pl: Karykatura Legii. Po porażce z Lechią spokój w Warszawie co najwyżej pozorny


I w Gdańsku nie zobaczyliśmy agresywnej i wybieganej Legii. Takiej, która od pierwszej minuty rzuca się rywalom do gardeł. Inicjatywę przejęła Lechia. Po piłkarzach gości sportowej złości i wielkiej chęci wygranej widać nie było. Próbowali grać pressingiem, czyli tak, jak życzy sobie Czerczesow. No właśnie - tylko próbowali. Wychodziło im to wyjątkowo nieudolnie.


Jeśli dodamy do tego nieskuteczność w ataku, indywidualne błędy w obronie, czerwoną kartkę dla Igora Lewczuka, wolno rozgrywane akcje od tyłu i dwa piękne gole Lechii strzelone zza pola karnego, to otrzymamy kompletny obraz legijnej degrengolady. Karykaturę warszawskiej drużyny. I podobieństwo do tej ze schyłku kadencji Henninga Berga, która nie miała iskry, by walczyć, pokazać, że się da.


Onet.pl: Legia wciąż bez mistrzostwa, koncert Lechii w Gdańsku


Legia Warszawa wciąż nie może być pewna mistrzostwa Polski. Lider Ekstraklasy przegrał w przedostatniej kolejce w Gdańsku z Lechią 0:2 (0:1), wyraźnie ustępując gospodarzom, którzy przybliżyli się do gry w europejskich pucharach. O tym, czy pokerowe zagranie trenera Stanisława Czerczesowa z zestawieniem składu okazało się dobrym posunięciem, przekonamy się w niedzielę.


Sportowe Fakty: Trwa gdańska klątwa Legii. Mistrzostwo jeszcze nie teraz


Do końca to Lechia była bliżej podwyższenia wyniku, niż Legia strzelenia choćby kontaktowego gola. Gdańszczanie wygrali 2:0 i ze względu na porażkę Cracovii w Szczecinie, w niedzielę zagrają w Krakowie o awans do europejskich pucharów. Piast dzięki zwycięstwu w Chorzowie zrównał się punktami z Legią. Warszawianie aby zdobyć mistrzostwo na stulecie klubu nie oglądając się na gliwiczan, musi wygrać ostatnie spotkanie przed własną publicznością.









Udostępnij