23 pa?dziernika jest dniem szczególnym w dziejach światowej pi?ki no?nej. Tak si? z?o?y?o, ?e tego dnia w ró?nych latach na świat przychodzili jedni z najwybitniejszych pi?karzy świata. O tym, ?e 23 pa?dziernika 1940 roku urodzi? si? "Król Futbolu" - Pele, mogliśmy przeczyta? ostatnio w wielu znaczących tytu?ach prasowych. Szkoda, ?e piszący hymny pochwalne na temat Brazylijczyka zapomnieli o tym, ?e równie? 23 pa?dziernika A.D. 1947 w Starogardzie Gda?skim przyszed? na świat jeden z najwybitniejszych pi?karzy w dziejach naszego pi?karstwa - Kazimierz Deyna.
Gdyby ?y?, w ubieg?y poniedzia?ek obchodzi?by 53 urodziny. Okolicznoś? ta jest wi?c okazją do przypomnienia tego, jakim by? pierwszy polski pi?karz, który przekroczy? magiczną granic? rozegrania stu meczów w reprezentacji Polski i pierwszy nasz zawodnik, który zosta? sklasyfikowany w czo?ówce najbardziej liczących si? list rankingowych w Europie i na świecie.
O tym, ?e mia?em to szcz?ście nale?e? do pokolenia, dla którego czas najwi?kszej fascynacji futbolem przypada? na lata Kazimierz Deyna - lata, kiedy by? najwybitniejszym artystą futbolu, pisa?em w jednym z wcześniejszych odcinków "Wspomnie?". O Deynie napisano tysiące artyku?ów, wydano ksią?k? i nakr?cono film dokumentalny. Dlatego jest trudno napisa? o Nim coś nowego.
Osoba Kazimierza Deyny w Polsce zawsze wzbudza?a ogromne emocje. Niestety, cz?sto by?y to emocje z?e. Zawsze kiedy spiker odczytywa? Jego nazwisko na obcym stadionie, wita?y Go gwizdy i obra?liwe okrzyki. Pami?tnym, szczególnym i niezapomnianym by? dla mnie dzie? pojedynku reprezentacji Polski z Portugalią, który to mecz rozegrano 29 pa?dziernika 1977 roku w ramach eliminacji mundialu'78. Odbywa?em wtedy zaszczytną s?u?b? wojskową. Zwyczajem zawodowej kadry ?o?nierskiej w owych czasach by?o wys?ugiwanie si? tanią si?ą roboczą (czyt. podw?adnymi ?o?nierzami s?u?by zasadniczej) w licznych pracach niezwiązanych koniecznie z obronnością kraju. Tego pa?dziernikowego dnia wspólnie z kolegą Jackiem z Otwocka, który wiele czasu poświ?ca? na trenowanie w?asnego cia?a oraz umiej?tności zapaśniczych, zostaliśmy wyznaczeni przez dowódc? dru?yny w stopniu plutonowego, by narąba? mu drzewa. Przyznam, ?e lubiliśmy takie "fuchy", gdy? ?ączy?o si? to zwykle z opuszczeniem szarych murów koszar i ?ykni?ciem namiastki cywilnego ?ycia. Po zako?czonej robocie, nasz dowódca, chcąc wynagrodzi? nasz trud, postanowi? nas troch? ugości?. Dlatego w ramach zaopatrzenia wyruszyliśmy wspólnie do GS-u. Tam napotkaliśmy znajomego naszego dowódcy, który zaproponowa?, byśmy wspólnie u niego obejrzeli mecz Polska - Portugalia. Propozycja zosta?a przyj?ta i zasiedliśmy przy suto zastawionym stole, ?ywo dyskutując na temat czekającego nas spotkania. By?o nas czterech: ja - fanatyk Legii, kolega Jacek - zapaśnik, którego pi?ka interesowa?a o tyle o ile, plutonowy - ca?kowity laik pi?karski oraz gospodarz interesujący si? pi?ką. Z rozmowy z nim mo?na by?o wywnioskowa?, ?e nie przepada za Legią, co zresztą mia?o dla niego zgubny wp?yw, ale o tym po?niej.
To, co dzia?o si? wtedy na Stadionie Śląskim i czym kierowali si? kibice, gdy gwizdami przeszkadzali gra? kapitanowi reprezentacji, trudno by?o mi zrozumie?. Dlaczego gol zdobyty bezpośrednio z rzutu ro?nego, gwarantujący naszej reprezentacji awans do puli fina?owej mundialu'78 i okrzykni?ty przez fachowców jako prawdziwy majstersztyk, zamiast sympatii widowni zgromadzonej na śląskim gigancie wzbudzi? tylko fal? gwizdów - tego tak?e nie mog?em zrozumie?. Czy to normalne, ?eby w?asna widownia, która powinna pomóc pi?karzowi, wita?a go wrzaskiem niezadowolenia i gwizdami? Odpowied? na moje wątpliwości próbowa? rozwia? gospodarz, twierdząc, ?e Deyna gra? wyjątkowo kiepsko. Wywiąza?a si? sprzeczka, w efekcie której po chwili mój adwersarz roz?o?y? si? jak d?ugi pod rega?em. Wiadomo, cz?owiek by? m?ody, porywczy... Wtedy to na plan pierwszy wysuną? si? plutonowy, chcąc za?agodzi? sytuacj?. Niestety, zosta? przez wcześniej wspomnianego zapaśnika ?le zrozumiany i z niezwyk?ą skutecznością powalony obok gospodarza domu. Mecz ten, bramka Deyny, gwizdy Stadionu Śląskiego, jak i ca?a ta przygoda, mocno utkwi?y mi w pami?ci, poniewa? zako?czy?a si? dla mnie i dla Jacka w miejscu, w którym piecz? nad wszystkim trzyma profos, a gdzie po dzie? dzisiejszy umieszcza si? niezdyscyplinowanych ?o?nierzy.
Z tysi?cy artyku?ów, opisów meczów, dziesiątek ksią?ek i wielu filmów szkoleniowych pami?tamy wszyscy, jakim Kazimierz Deyna by? wspania?ym pi?karzem. Natomiast niewiele wiemy, jakim by? cz?owiekiem. "Jako cz?owiek nie by? zdyscyplinowany" - mówi? w wywiadzie udzielonym NL Bernard Blaut. "Lubi? chodzi? w?asnymi ście?kami. Przyby? z ma?ego miasta i Warszawa go zaszokowa?a. Potrafi? wyjecha? na przepustk? i przepaś? na pi?? czy dziesi?? dni. Przed przeniesieniem do jednostki wojskowej uratowa?a go rada dru?yny. Kazia odbiera?em jako cz?owieka zagubionego poza boiskiem. Dlatego zaopiekowa?em si? nim i co najmniej pó? roku mieszka? u mnie."
Trudno o wi?kszy ho?d dla cz?owieka, ni? prawda o jego ?yciu. Kazimierz Deyna by? cz?owiekiem skromnym, ma?omównym, wr?cz zamkni?tym w sobie. Z drugiej jednak strony : "Pierwsze doniesienia, ?e Kazio lubi gdzieś wyskoczy?, pojawi?y si? na początku s?u?by" - powiedzia? w wywiadzie dla NL genera? Wojciech Bara?ski. "Zwróci?em si? do szefa WSW, ?eby da? jakiegoś pracownika, by ten troch? za Deyną pochodzi?. I okaza?o si?, ?e Kazio chodzi do pewnego lokalu z damami, który opuszcza? o czwartej rano."
Z tych kilku relacji rysuje si? nam obraz nie tylko wielkiego artysty futbolu, ale tak?e, a mo?e przede wszystkim nietuzinkowego cz?owieka, jak my wszyscy niewolnego od wad. Niestety, tragiczny wypadek wyrwa? Go z grona ludzi ?yjących. By? to wielki cios dla wszystkich tych, których szcz?ściem by?o to, co dzi?ki niemu mogliśmy prze?y?. I tego nigdy nie zapomnimy. Wspominając rocznic? urodzin Kazimierza Deyny, wiem, ?e ten numer NL znajdzie si? w Waszych r?kach w dzie? wszystkich świ?tych, w którym tradycyjnie wspomninamy tych, którzy mimo i? odeszli, pozostali nieśmiertelni. Pomódlcie si? i zapalcie znicz w intencji wiecznej pami?ci Kazimierza Deyny.
Wspomnienia kibica: Pami?ci Kazmierza Deyny
środa, 1 listopada 2000 19:12
Wiktor Bo?ba, Nasza Legia