Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Szalikowiec!

środa, 14 czerwca 2000 21:08
Maciej Sawickiźródło: Nasza Legia

D?ugo musieliśmy namawia? Macieja Sawickiego na ten wywiad. Jego treś? na pewno b?dzie dla wielu zaskoczeniem, bo ma?o kto si? spodziewa, ?e wśród pi?karzy Legii mo?na znale?? prawdziwego jej kibica. Maciek obawia? si?, jak jego zwierzenia przyjmą inni pi?karze. w ko?cu da? si? jednak uprosi?. Oto "Savio" jakiego nie znaliście!



Robert Piątek: - Jak sta?eś si? kibicem Legii?

Maciej Sawicki:- Nie pami?tam pierwszego meczu, na którym by?em. Mia?em wtedy pi?? czy sześ? lat i ojciec postanowi?, ?e powinienem zobaczy?, czym jest pitka no?na. Ju? gdy szed?em na stadion, wiedzia?em, ?e. b?d? ogląda? s?ynną Legi?. T? samą, o której mówili wszyscy koledzy z podwórka. Gdy graliśmy w pi?k?, trzeba by?o wybiera? "kim si? jest" na boisku -jeden byt Buncolem, inny Wdowczykiem. Co tu du?o mówi? - obciachem by?o nie wiedzie?, kim oni są. Spodoba?o mi si? na tyle, ?e potem gdy tylko tata mia? czas, przychodziliśmy razem na ?azienkowską. Wraz z up?ywem lat co raz cz?ściej pojawia?em si? na meczach sam lub z kolegami. Wiadomo, ?e rodzice na zainteresowanie pitką patrzą przychylnie, ale do czasu. Gdy nabra?o to "gro?nych" kszta?tów, próbowali mnie raczej odwieś? od kibicowania.

- Czyli ojciec plu? sobie w brod?, ?e zabra? Ci? na mecz?

- Na pewo nie. On te? jest kibicem, ale wiadomo, ?e obawia? si? o mnie, gdy sam chodzi?em na stadion. Wśród trzydziestu tysi?cy ludzi jednemu m?odemu ch?opakowi mogą sta? si? ró?ne rzeczy. Jednak jak si? upar?em, to szed?em na mecz bez wzgl?du na wszystko. A ?e nale?a?em do upartych osób, by?y sezony, w których nie opuści?em ani jednego spotkania na ?azienkowskiej. Z Ursusa je?dzi?o zawsze wielu kibiców, wi?c by?o si? pod kogo "podczepi?".

- Najpierw by?eś kibicem czy pi?karzem?

- Najpierw kibicem, bo na powa?nie zaczą?em gra? w pi?k? w drugiej klasie szko?y podstawowej. Mia?em wi?c wtedy osiem lat. Z tamtych czasów najbardziej utkwi? mi w pami?ci mecz z Olimpią Pozna?, kiedy Dariusz Dziekanowski strzeli? trzy bramki w cztery minuty. To by? - i jest do dzisiaj - najszybszy hat-trick w polskiej lidze. Mimo to ze stadionu wychodzi?em niezbyt zadowolony, bo Legia zwyci??y?a tylko 3:1. Gdyby strzeli?a jeszcze jednego gola, zainkasowa?aby o jeden punkt wi?cej. W ka?dym razie Dziekanowski by? moim idolem, objawia? si? jako ktoś wyjątkowy. Chyba pó?niej nikt inny nie zdo?a? mnie tak zadziwi? jak on. Wiem, ?e opowiadam bana?y, bo on by? bogiem dla tysi?cy ludzi. Ale dla mnie równie?. Mam jego autograf, który zdoby?em, gdy Legia grata o Puchar Warszawy na stadionie Ok?cia. W nast?pnych latach mia?em jeszcze tylko jednego prawdzi-. wego idola, Romana Koseckiego. Obserwowa?em ju? jego mecze w barwach Ursusa, kiedy jako siedemnastolatek strzela? sporo bramek. Potem wyst?powa? w Gwardii, a nast?pnie w debiucie na ?azienkowskiej zdoby? dwa gole i Legia zwyci??y?a 2:0. Potem los tak chcia?, ?e znale?liśmy si? w . ,,:.- ,. jednej dru?ynie - on wróci? do Warszawy z Francji, ja trafi?em do Legii. Z początku podchodzi?em do niego z pewnym dystansem, wcią? mając przed oczami jego dawne wyst?py. On chyba wyczu?, ?e czuj? przed nim respekt i szybko postara? si?, abym nie mia? dylematów, czy mówi? do niego na "pan", czy na "ty". Okaza? si? wyjątkowo sympatycznym cz?owiekiem, który bardzo mi pomaga?. W czasie zgrupowania w Chile zawsze mog?em na niego liczy?. W po?owie lat 90., gdy Legia odnosi?a najwi?ksze sukcesy, oczywiście te? mia?em swoich faworytów. Nale?eli do nich przede wszystkim Pisz, Mandziejewicz, Zieli?ski i Podbro?ny. Dla niektórych zaskoczeniem mo?e by? to, ?e wymieni?em "Mandzi?", ale niezwykle podoba?a mi si? jego gra przy sta?ych fragmentach gry. Jeśli chodzi o gr? g?ową, by? niezrównany. Ponadto prezentowa? wyjątkowo równą form?, zawsze wiadomo by?o, czego mo?na si? po nim spodziewa?. Wyniki wtedy by?y niesamowite, na stojąco wygrywali po 3:0 lub wy?ej. Piorunujące by?y rzuty wolne i ro?ne egzekwowane przez Leszka Pisza. Tak dobry pi?karz pod wzgl?dem strza?ów z dystansu na pewno szybko si? nie znajdzie. Strzela? przecie? bramki w ostatnich minutach spotka? Pogoni, Stomilowi, ?KS-owi, Zag??biu Lubin, Stali Stalowa Wola, nie wspominając ju? o spotkaniach tak wa?nych jak z GKS-em w finale Pucharu Polski czy z Rosen-borgiem w Lidze Mistrzów.

- Wiem, ?e nie unika?eś tak?e meczów wyjazdowych.

- Pierwszy raz na wyjazd pojecha?em, gdy by?em uczniem szóstej klasy szko?y podstawowej. To by? mecz z Widzewem w ?odzi, który zako?czy? si? remisem 1:1. Pami?tam, ?e jecha?em wtedy straszliwie zat?oczonym pociągiem. W przedziale by?o nas chyba dwudziestu i nie by?o szans, ?eby przez t? drog? siedzie?. Wszystko dlatego, ?e panowie policjanci musieli mie? miejsca le?ące, indywidualne przedzia?y. Gdy ktoś zg?osi? nieśmia?ą prośb?, ?e chcia?by iś? do toalety, dostawa? palą i s?ysza?, ?e za?atwi si? za kilka godzin. Siedzia?em cicho - wiadomo, ?e si? batem, nie ma co ukrywa?. Ale warto by?o jecha?. Sam mecz zrobi? na mnie du?e wra?enie. Podoba?a mi si? ca?a jego otoczka. Na stadionie by?o jakieś 20 tysi?cy ludzi i ka?dy zioną? do nas nienawiścią. Troch? mnie to śmieszy?o, te kompleksy wobec stolicy. Byty podejmowane próby zabierania flag, ale szczerze mówiąc mnie zawsze bardziej interesowa?a strona pi?karska.

- By?eś tak?e na meczu w Poznaniu. Tam emocje są jeszcze wi?ksze.

- Tak, wtedy by?y du?e i ze strony kibicowskiej, i pi?karskiej. Na stadionie Lecha by?em w 1995 roku, kiedy Jurek Podbro?ny wyrówna? w ostatniej minucie na 1:1, a wcześniej poznaniacy nie wykorzystali rzutu karnego. Pami?tam, ?e w pewnym momencie kibice Lecha zaatakowali nasz sektor, ale ch?opaki z Legii nie dali sobie dmucha? w kasz? i szybko obronili swoje pozycje. Ja oczywiście stara?em si? by? jak najdalej od tych wydarze?. By?em ma?y, zastrachany i wola?em od nikogo nie dosta?.

- Ile masz ?ącznie wyjazdów?

- Osiem, nie licząc meczów na stadionie przy Konwiktorskiej. Sześ? razy bytem w ?odzi, z czego cztery razy na stadionie Widzewa, a dwa na obiekcie ?KS - raz jak wygraliśmy 1:0 po bramce Podbro?-nego, a innym razem 2:0, kiedy Leszek Pisz strzeli? gola z rzutu wolnego z samego naro?nika boiska. Poza tym raz bytem w Poznaniu i raz jeszcze gdzieś, na jakimś meczu pucharowym... Ale dok?adnie nie pami?tam. Wydaje mi si?, ?e to nie jest mato, bo potem zaczą?em coraz bardziej anga?owa? si? w karier? pi?karską i cz?sto moje mecze kolidowa?y ze spotkaniami Legii. Weekendy mia?em zaj?te, brakowa?o czasu naje?d?enie po Polsce na mecze. Ale w Warszawie bytem na ka?dych zawodach.

- Nie mia?eś ochoty obejrze? na ?ywo jakiegoś wyjazdowego meczu Legii w Lidze Mistrzów?

- Nie mia?em funduszy na to, aby wyjecha? za granic?. Poza tym gratem w pi?k? i chcąc trafi? kiedyś do Legii, nie mog?em sobie odpuszcza? ?adnych spotka?.

- Co najlepiej pami?tasz ze swoich wyjazdów?

- Zawsze najbardziej stresująca by?a dla mnie podró?, o co skutecznie dbali "stró?owie porządku". Ciekawa by?a droga do Poznania. To by? wyjazd autokarowy, wi?c dzia?o si? wi?cej, ni? zawsze. Pami?tam, ?e w pewnym momencie namierzony zosta? autokar z jakimiś kibicami Lecha. Zapanowa?a atmosfera podniecenia, s?ycha? by?o okrzyki "szybciej, szybciej", mające zdopingowa? naszego kierowc? do pościgu. Do starcia jednak nie dosz?o. Zatrzymaliśmy si? wtedy na jakiejś stacji benzynowej i akurat okaza?o si?, ?e tego dnia by?a na niej "promocja dla kibiców Legii". Szcz?śliwy zbieg okoliczności, do samego Poznania nikt nie móg? narzeka? na brak czegokolwiek.

- Kiedy by?eś najbli?ej "dostania batów" na meczu?

- Chyba na finale Pucharu Polski w 1995 roku, kiedy kilku policjantów zacz??o mnie popycha?. Na szcz?ście w por? si? opami?tali. Gdy wraca?em z ?odzi pociągiem, wybita zosta?a szyba, przy której siedzia?em. Mnie si? nic nie sta?o, ale koledzy obok mieli porozcinane g?owy. Z kolei z meczu Polonia-Legia w 1997 roku wyszed?em doś? wcześnie, wola?em wystrzega? si? niebezpiecze?stwa. Zawsze nieprzyjemnie by?o przy wchodzeniu na stadion. A to pomalowane jakimś świ?stwem barierki, a to ciąg?e zaczepki ze strony porządkowych, którzy zawsze do naszych kibiców odnosili si? z wyjątkową agresją. Wsz?dzie robią cz?owiekowi ?ask?, ?e kupi? bilet na mecz.

- Utrzymujesz kontakty z kolegami, z którymi kiedyś chodzi?eś na mecze?

- Ró?nie bywa. Wiadomo, ?e czasu nie mam za du?o. Gram w Legii, a poza tym studiuj?. Przychodzi moment, kiedy ka?dy idzie w swoją stron?. Na mecze chodzi?em przede wszystkim z kolegami z podstawówki, teraz rzadko ich spotykam. Ale jeśli ju? si? zetkniemy, na pewno jest mi?o.

- Teraz, gdy nie grasz w pierwszej dru?ynie, nie masz ochoty pojecha? na mecz wyjazdowy? Pami?tam, ?e by?eś np. na pucharowym meczu w Koninie.

- Pewnie, ?e mam ochot?, ale są jeszcze spotkania rezerw, które są furtką do gry w pierwszym zespole. Musz? si? na nich skupi?. Na szcz?ście mecze Legii cz?sto są w telewizji i mog? pokibicowa? chocia? w domu.

- Czytając ten wywiad, kibice si? zdziwią, bo z regu?y twierdzą, ?e pi?karzom nie zale?y na klubie.

- Wielu zawodników podchodzi do swojej gry jak do normalnej pracy, l nie ma si? czemu dziwi?! To są profesjonaliści, którzy grają dla tego klubu, który ich chce. Zawód pi?karza jest zmienny i nigdy nie wiadomo, gdzie b?dzie si? gra?o w nast?pnym sezonie. Jeszcze niedawno nikt by nie pomyśla?, ?e czterech legionistów trafi do Widzewa. A jednak dosz?o do transferu, gdy? akurat wtedy byli potrzebni w ?odzi.

- W naszej ankiecie, na pytanie o klub, w którym nigdy byś nie zagra?, odpowiedzia?eś: "Jako kibic kilka bym znalaz?, ale jako pi?karz nie mog? powiedzie?". Czy wyobra?asz sobie gr? w Widzewie?

- Wiadomo, ?e je?dzi?em za Legią na mecze wyjazdowe i nie raz śpiewa?em ró?nie piosenki o Widzewie i innych polskich klubach. To przecie? normalne, by?em ma?olatem. Teraz troch? inaczej na to patrz?. Mo?e si? zdarzy? tak, ?e kiedyś nie b?d? mia? wyboru i b?d? musia? gra? w ?odzi. Jednak jeśli mia?bym przejś? do Widzewa, ?yczy?bym sobie, aby by?o to tylko chwilowe - dopóki nie podnios? umiej?tności do takiego poziomu, który umo?liwi mi gr? w Legii. Bardzo chc? gra? w l lidze, ale jednak zdecydowanie najch?tniej na ?azienkowskiej. Nie chc? opowiada?, ?e nigdy nie zagram w innej dru?ynie, ?e wola?bym zako?czy? karier?, ni? gra? gdzieś tam itd. Wielu ju? sk?ada?o takie deklaracj?. Po prostu moim marzeniem jest gra na ?azienkowskiej. By? mo?e drogą do tego jest wypo?yczenie do innego klubu.

- Jako gracz Widzewa strzelasz gola Legii i...

- Nie ma co ukrywa?, ?e na boisku pewnie bym si? ucieszy?, chocia? w sercu uczucie by?oby nieswoje. Legia przecie? zawsze dla mnie b?dzie jedynym klubem. Bardzo podoba?o mi si? zachowanie Arkadiusza Klimka, który przeszed? ze Stomilu do Zag??bia. Gdy strzeli? gola dla lubinian na stadionie w Olsztynie, zdją? koszulk?, a pod nią mia? trykot Stomilu. Chcia? tym pokaza?, ?e wcią? pami?ta, co temu klubowi zawdzi?cza.

- Ma?o brakowa?o, a zamiast do Legii, trafi?byś do Polonii.

- Zgadza si?. Z Polonią mia?em ju? wszystko dogadane, ale na szcz?ście w ostatniej chwili zg?osi?a si? Legia. Wtedy ju? nie by?o innej mo?liwości, musia?em trafi? na ?azienkowską. W tydzie? transfer zosta? sfinalizowany.

- Mo?e ze sportowego punktu widzenia lepiej by by?o, gdybyś wtedy poszed? inną drogą.

- Trudno powiedzie?. Uwa?am, ?e w Legii zrobi?em , olbrzymie post?py, gram coraz lepiej. Strzeli?em kilka bramek w l lidze, trafi?em do m?odzie?owej reprezentacji Polski. To chyba nie jest tak ma?o.

- Obecnie jesteś w takiej sytuacji, ?e by? mo?e zmienisz klub.

- Mo?e tak by?, ?e b?d? do tego zmuszony. Jeśli uznam, ?e zmiana otoczenia b?dzie mi potrzebna, zdecyduj? si? na nią, bo pi?ka to mój zawód. Jednak w gr? wchodzi tylko wypo?yczenie, chocia?... i to niech?tnie. Moje marzenie jest jasne i niezmienne, odkąd poszed?em po raz pierwszy na mecz - chc? gra? dla Legii.

- Wiesz, ?e po takim wywiadzie w oczach kibiców zyskasz bardzo wiele.

- Mówi?, jak by?o, ale nie chc? w ten sposób zdobywa? sympatii kibiców. Chc? przypodoba? si? im dobrą grą i strzelanymi bramkami, niczym wi?cej.



Rozmawia? Robert Piątek.

Udostępnij