- Mecz z AEK Larnaka każdy przeżywa się na swój sposób. Powiem szczerze – ta porażka przyszła w najmniej spodziewanym momencie. Bardziej obawiałem się wcześniejszych spotkań, kiedy nie graliśmy w pełnym składzie. Po pierwszej połowie na Cyprze byłem jeszcze dość spokojny, ale druga część meczu... to było najgorsze 45 minut w tym sezonie. I za to zapłaciliśmy bardzo wysoką cenę - powiedział dla Canal+ dyrektor sportowy Legii Warszawa, Michał Żewłakow.
Żewłakow: Zapłaciliśmy wysoką cenę
- Odniosłem też wrażenie, że ta druga połowa została rozegrana z pewną naiwnością. Oczywiście – zawsze gra się o zwycięstwo i chce się za wszelką cenę zdobyć więcej bramek niż rywal. Ale są mecze, zwłaszcza w takich warunkach, jakie mieliśmy na Cyprze, kiedy potrzeba trochę sprytu, doświadczenia i pragmatyzmu. Może nie uda się strzelić gola, ale przynajmniej nie stracimy i będziemy czekać na odpowiedni moment, by zaskoczyć przeciwnika. Warunki na pewno miały wpływ na to, jak wyglądaliśmy po przerwie. Z drugiej strony – już graliśmy w podobnych okolicznościach, choćby w Aktobe. W głowach zawodników powinna zapalić się lampka, że nadejdzie trudny moment i absolutnie nie wolno stracić czterech bramek w meczu o europejskie puchary. Powinniśmy być w takich sytuacjach mądrzejsi i bardziej doświadczeni. Przed nami trudny rewanż i wymagające zadanie, ale my nie tracimy nadziei - dodał Żewłakow.
Gual i Nsame
– Początek sezonu był okresem, w którym każdy z piłkarzy widział, czy ma większe szanse na grę, czy nie. Trener preferuje grę z klasyczną „dziewiątką”, która jest obecna w polu karnym i potrafi wykończyć dośrodkowania czy podania w „szesnastkę”. Odbyłem rozmowę z Marcem Gualem i powiedział mi, że nie czuje się na siłach, by w tym systemie funkcjonować. Pojawiła się oferta, on ją zaakceptował i nie chcieliśmy robić mu żadnych problemów. Zostawił w Legii trochę zdrowia – różnie się o nim mówiło, ale szczególnie w ostatnim sezonie miał bardzo dobre statystyki. Wydaje mi się, że klub powinien w stosunku do niego zachować się fair, więc skoro była wola odejścia, trzeba było to umożliwić.
- Przemiana Jean-Pierre'a Nsame spowodowała lekki przewrót w naszej ofensywie. Są pytania, na które nie ma prostej odpowiedzi. Gdybym miał dziś wytłumaczyć, co dokładnie działo się z Nsame na Cyprze, to... chyba wciąż bylibyśmy blisko prawdy, ale nie ma jednego klucza, który dałby stuprocentową odpowiedź. Szczególnie po pierwszym meczu kontrolnym Nsame nie wyglądał optymistycznie, gdy zobaczyliśmy jego parametry biegowe. Ma jednak w sobie upór. Mądrze było dać mu popracować, bo teraz jest naszym napastnikiem numer jeden.
