Legia Warszawa znowu zwycięska! W piątkowy wieczór stołeczny zespół pokonał na swoim stadionie Zagłębie Lubin po golu Rafała Adamskiego, który z bliska skierował piłkę do siatki po wcześniejszym główkowaniu Kamila Piątkowskiego. W przeszłości Adamski był zawodnikiem Zagłębia, więc to trafienie dla niego szczególne. Wygrana "Wojskowym" była niezwykle potrzebna i może dać nieco oddechu w w walce o ligowy byt.
Wicelider pokonany. Adamski pogrążył byłych kolegów!
W 5. minucie gry pierwsza dobra okazja tego wieczoru. Adam Radwański zdołał wygrać walkę o piłkę i spróbował uderzenia sprzed pola karnego. Dobrze był jednak ustawiony bramkarz Legii i udanie sparował ten strzał do boku. Było to jednak ostrzeżenie i informacja, że Zagłębie nie przyjechało na Łazienkowską walczyć tylko o remis. Gospodarze dosyć długo czekali na swoją akcję w ofensywie. Dopiero kwadrans po pierwszym gwizdku do sytuacji doszedł Mileta Rajović. Napastnik wygrał walkę o górną piłkę po wrzutce od Pawła Wszołka, ale pomimo sporej ilości miejsca niezbyt udanie główkował. Finalnie Jasmin Burić zdołał zbić tę próbę poza linię końcową i zyskaliśmy tylko rzut rożny.
To tylko napędziło graczy Marka Papszuna. Niebawem wreszcie z dobrej strony pokazał się Kacper Urbański, który nie mógł ostatnio znaleźć swojej formy. Pomocnik przedarł się w szesnastkę Zagłębia, skąd dośrodkował przed bramkę, a tam niestety w skutecznie interweniowali defensorzy. Z biegiem czasu ciężar gry coraz mocniej przenosił się na połowę przyjezdnych. W 29. minucie Legia wyszła na zasłużone prowadzenie! Po wrzutce z rzutu rożnego Juergena Elimita główkował Kamil Piątkowski, a nieuchronnie zmierzającą piłkę do siatki butem trącił jeszcze Rafał Adamski. Wydaje się, że bez jego pomocy bramka też by padła, lecz snajperski nos nie pozwolił Adamskiemu przejść obok takiej okazji obojętnie.
Ostatnie kilkanaście minut pierwszej odsłony to odważne ataki legionistów. Dwukrotnie szansę na gola miał Rajović, lecz najpierw został zablokowany w kluczowym momencie przez Michała Nalepę, a potem nie trafił w piłkę po dograniu od Patryka Kuna. Lewy obrońca obsłużył Duńczyka znakomitym dograniem, ale ten nie potrafił z tego skorzystać i podwyższyć prowadzenia.

Na drugą połowę obydwie drużyny wyszły bez zmian w składach. Niebawem po rozpoczęciu gry dobrą okazję miał Urbański. Pomocnik huknął ile sił w nodze po tym jak dopadł do bezpańskiej piłki, lecz niestety jego precyzja pozostawiała wiele do życzenia. Potem Legia nieco oddała pola gry Zagłębiu i to lubinianie dwukrotnie znaleźli się w polu karnym swoich rywali. Najpierw ciekawie zagrał Radwański. Napastnik miał sporo miejsca na skrzydle, ale został zablokowany przez Piątkowskiego. Za chwilę do remisu mógł z kolei doprowadzić Josip Corluka, który mógł pokonać Hindricha z bliskiej odległości.
W 68. minucie wreszcie przebudziła się Legia. Fantastycznym uderzeniem z dystansu popisał się Damian Szymański i gdyby nie poprzeczka, to zostałby zdecydowanie autorem jednego z najpiękniejszych goli tego sezonu. Goście mieli sporo szczęścia, że nie przegrywali tego dnia już różnicą dwóch goli. Zagłębie musiało się otworzyć, dzięki czemu gospodarze mieli na boisku nieco więcej miejsca.
W samej końcówce podopieczni Leszka Ojrzyńskiego mieli świetną szansę na gola. Po podaniu z rzutu wolnego do sytuacji doszedł Michalis Kosidis, jednak na całe szczęście posłał piłkę obok bramki. Pomimo doliczenia przez sędziego aż sześciu minut rezultat nie zmienił się. Legia dopisała tym samym na swoje konto niezwykle cenne trzy punkty, które mogą okazać się bardzo cenne w kontekście dalszej walki o utrzymanie.
