Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Analiza

Punkty po meczu z Zagłębiem Lubin

niedziela, 19 kwietnia 2026 13:26
Punkty po meczu z Zagłębiem Lubin
Kamil Piątkowski i Juergen Elitim | fot. Maciek Gronau / Legionisci.com
Legionisci.com
Filip LewandowskiLegionisci.com
Atak pozycyjny dalej zmorą Legii; Błędy techniczne; Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie; Jedna(a nawet dwie) jaskółka wiosny nie czyni; Lider środka pola; Papszuinizacja Legii - to punkty po wygranej "Wojskowych" z Zagłębiem Lubin.

1. Atak pozycyjny dalej zmorą Legii

Legia już przez długi czas boryka się z brakiem rozwiązań taktycznych, gdy jest w posiadaniu piłki. Zarówno, gdy rywal atakuje legionistów wysokim pressingiem jak i wtedy, gdy czeka na „Wojskowych” w niskim bloku - nie jest to optymalne położenie dla piłkarzy Legii. Podobne obrazki oglądaliśmy właśnie w piątkowy wieczór, gdy Legia nie potrafiła zdominować rywala z piłką przy nodze. Największym problemem był wysoki pressing, gdy stoperzy gospodarzy byli atakowani przez ofensywną trójkę Lubinian, a Juergen Elitim, który funkcjonuje jako cofnięty rozgrywający był wyłączony z gry przez środkowych pomocników Zagłębia. Symptomatyczna była sytuacja z 9. minuty, gdy Kolumbijczyk wyraźnie sygnalizował wyżej ustawionym kolegom, żeby obniżyli pozycję i pomogli w rozegraniu piłki. Dokładając do tego niską celność podań Augustyniaka jak i Piątkowskiego ciężko było zbudować grę od tyłu kombinacyjnie, wielopodaniowo. W poczynaniach „Wojskowych” szwankuje przede wszystkim poruszanie się bez piłki, wymiana pozycji między zawodnikami. Jednak jest to związane z minimalizowaniem ryzyka w rozegraniu piłki, które wpasowuje się bezpośrednio w myśl taktyczną Marka Papszuna. To minimalizowanie objawia się w małej rotacji na pozycjach, schematach z ograniczeniem improwizacji. Jednak jeżeli wyniki będą się zgadzać to z pewnością styl zejdzie na drugi plan.

 

2. Błędy techniczne

Oglądając pierwsze 15 minut meczu można było mieć wrażenie, że piłkarze Zagłębia Lubin sami są w szoku, że gospodarze tego dnia są aż tak dla nich gościnni. Raz za razem zawodnicy w białych koszulkach rozdawali rywalom prezenty i mogą tylko być wdzięczni losowi, że „Miedziowi” tych szans nie wykorzystywali. Zaczęło się od Rafała Augustyniaka, który poprzez zbyt mocne wypuszczenie sobie piłki umożliwił Radwańskiemu jej przechwycenie i groźne zaatakowanie pola karnego Legii. To nie był koniec „popisów” Augustyniaka w pierwszej połowie. Swoje od siebie dołożył także chociażby Juergen Elitim, który w 25. minucie zagrał niecelnie na małej przestrzeni i Zagłębie weszło w posiadanie piłki nieopodal pola karnego warszawskiego zespołu. Niepewnym punktem w defensywie był również Kamil Piątkowski, który dwukrotnie naraził zespół na stratę piłki w newralgicznych momentach. Najpierw w 24. min chciał zagrać do Kacpra Urbańskiego piłkę zwrotną, lecz źle wymierzył podanie i Lubinianie mieli okazję do wyjścia z kontratakiem. W drugiej połowie popełnił kardynalny błąd, gdy w 59. minucie w prosty sposób nie przeciął prostopadłego podania, a poprzez odbicie się piłki od jego nóg na dobrą pozycję w pole karne Legii wyszedł Adam Radwański. Na całe szczęście stoper „Wojskowych” naprawił swój błąd i skończyło się jedynie na rzucie rożnym. W pierwszej połowie dominowały proste błędy na własnej połowie, w fazie gry bez piłki. Na przestrzeni całego spotkania zawodnicy Legii byli po prostu niechlujni w swoich poczynaniach, brakowało celności w podaniach, precyzji w przyjęciu piłki. Legia wygrała ten mecz dzięki walorom motorycznym i cechom wolicjonalnym i za to jej chwała, bo jak nie idzie to mecz należy brzydko mówiąc, przepchać.

Legia Warszawa - Zagłębie Lubin Damian Dąbrowski Bartosz Kapustka
fot. Mishka / Legionisci.com

3. Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie

Przez długi czas to legioniści byli ofiarami stałych fragmentów gry. Jeszcze w ostatniej kolejce w starciu z Górnikiem Zabrze wypuścili z rąk dwa „oczka” po stracie bramki z rzutu rożnego. W piątek postanowili nie być jednak dłużni w kwestii SFG. O ile obrona dośrodkowań ze stojącej piłki wciąż jeszcze pozostawia sporo do życzenia, to trzeba pochwalić sztab szkoleniowy Legii Warszawa i zawodników za wprowadzenie ofensywnych stałych fragmentów gry na wysoki poziom. W spotkaniu z Zagłębiem stołeczny zespół zdobył już ósmą bramkę w rundzie wiosennej poprzez stały fragment. Zauważalne są konkretne schematy taktyczne, sposób ustawiania się, obstawianie krótkiego i długiego słupka oraz wybloki. Warto zwrócić uwagę przy akcji bramkowej na zachowanie Augustyniaka i Rajovicia, którzy siłowe pojedynki toczyli z kilkoma graczami Zagłębia, absorbując ich uwagę. Jakość dośrodkowań Juergena Elitima również nie schodzi poniżej pewnego poziomu. Jest to o tyle istotne, że w ostatnich spotkaniach ilość wykreowanych sytuacji z gry nie powala na kolana. W tej sytuacji zbawienne wydaje się być odpowiednio przygotowanym na rozegranie stałego fragmentu, a w tym elemencie gry Legia jest po prostu powtarzalna.

4. Jedna (a nawet dwie) jaskółka wiosny nie czyni

Wydawać się mogło, że po przełamaniu się Milety Rajovicia w starciu z Cracovią, a następnie po dwóch bramkach w rywalizacji w Szczecinie Duńczyk pójdzie za ciosem i stanie się istotnym ogniwem w układance Marka Papszuna. Widać, że ten szkoleniowiec wierzy w tego zawodnika i widzi w nim potencjał, na konferencji pomeczowej zaznaczył jego przydatność chociażby przy stałych fragmentach gry. W tym spotkaniu jednak większość jego boiskowych zachowań pozostawiała wiele do życzenia. Dochodził do dobrych sytuacji bramkowych jak strzały po dośrodkowaniach Urbańskiego i Wszołka, lecz za każdym razem ubiegł go albo bramkarz, albo obrońca. Elementem, który kuleje u niego szczególnie jest pozycjonowanie. Zawodnik ten nie za bardzo wie, jak ma się w konkretnej sytuacji zachować - czy zostać w głębi pola karnego i czekać na dośrodkowanie, czy też może pokazać się do prostopadłego podania w bocznej strefie. Taka sytuacja miała miejsce chociażby w drugiej połowie, gdy legioniści wychodzili z szybkim atakiem i Mileta Rajović postanowił zostać w centrum „szesnastki”, a optymalnym rozwiązaniem byłoby pokazać się partnerowi i wyciągnąć stopera rywali z pozycji. Wydaje się, że jak chodzi o Rajovicia to wracamy do statusu quo. Wciąż jest to zawodnik, którego finalizacja okazji strzeleckich kuleje, a poza wykorzystywaniem swoich warunków fizycznych nie widać u niego zbyt wielu atutów piłkarskich. Uważam, że jeżeli zdrowie dopisze Nsame to właśnie kameruński napastnik powinien dostać więcej szans w nadchodzących spotkaniach.

5. Lider środka pola

Piłkarzem, który z meczu na mecz staje się coraz ważniejszą postacią w zespole Legii Warszawa jest bez krzty zwątpienia Damian Szymański. Świetnie się ten gracz odnalazł w realiach drużyny, którą według jasno określonych zasad wciąż kształtuje Marek Papszun. Zawodnik o charakterystyce defensywnego pomocnika ze swoich zadań jako „szóstka” wywiązuje się znakomicie. Już w starciu z Pogonią zauważyć można było, jak ważną funkcję pełni on przy zabezpieczaniu ataków Legii, gdy dzięki swojemu dobremu ustawieniu zgarniał te drugie piłki czy agresywnym kontrpressingiem uniemożliwiał szybki atak przeciwnikom. W porównaniu do Juergena Elitima jest on tym środkowym pomocnikiem, który jest ustawiony wyżej i operuje na większej przestrzeni boiska. W taki sposób Marek Papszun wykorzystuje walory motoryczne tego zawodnika i jego nieustępliwość w odbiorze piłki. W ostatnim meczu z Górnikiem Zabrze zanotował on 6 odbiorów na połowie przeciwnika, a oprócz tego zaliczył 3 kontakty z piłką w polu karnym rywala i jeden z nich mógł zakończyć się golem. Powtarzalne jest już to, że Szymański coraz częściej zabiera głos w akcjach ofensywnych. W trzeciej tercji potrafi również wykonać kluczowe podanie do lepiej ustawionego kolegi. W piątkowy wieczór mógł zwieńczyć swój dobry moment przepięknego gola, gdy uderzając z dystansu trafił w poprzeczkę bramki Jasmina Buricia. Jego ostatnie występy dobitnie pokazują, że Damian Szymański w formie to piłkarz, który w różnych fazach gry może odgrywać kluczowe role. Łączy on niejako rolę zabezpieczenia z ofensywnymi wejściami w ostatnią tercję boiska. Trzeba oddać Markowi Papszunowi to, że w krótkim czasie stworzył drużynę z jasno określonymi zasadami i liderami, a bez wątpienia jednym z nich jest były zawodnik AEK Ateny.

Legia Warszawa - Zagłębie Lubin MIleta Rajović Damian Szymański
fot. Maciek Gronau / Legionisci.com

6. Papszuinizacja Legii

Bilans Marka Papszuna w roli szkoleniowca warszawskiego zespołu to 4-6-1. Legia pozostaje niepokonaną od 10 spotkań drużyną w Ekstraklasie. Do klubowego rekordu, który wynosi 25 gier bez porażki jeszcze daleko, ale nie bez przyczyny aktualna seria wciąż trwa i jest śrubowana. Legia Warszawa stała się zespołem, który bardzo ciężko pokonać, a składa się na to przede wszystkim żelazna defensywa, organizacja gry w defensywie i w ofensywie. Legia już na początku budowania ataku pozycyjnego przygotowuje się do reakcji po ewentualnej stracie, by zebrać drugą piłkę, albo wykonać skuteczny kontrpressing. Czym tak konkretnie jest owa „papszuinizacja”, o której jako pierwszy wspomniał Michał Zachodny w swoich materiałach? Jest to wysoka organizacja faz przejściowych, kontrola ryzyka, priorytet defensywy nad kreacją i powtarzalność zamiast improwizacji.

Takie pragmatyczne podejście zapewnia do tej pory upragnione rezultaty, jednak skutkiem ubocznym jest z pewnością momentami niezbyt artystyczna gra, w której kombinacyjnych i wielopodaniowych akcji jest jak na lekarstwo.

Należy pamiętać o tym, że Marek Papszun przyszedł do Legii, by uratować ją przed spadkiem i rozpocząć budowę fundamentów pod stworzenie drużyny na własnych zasadach. I trzeba przyznać, że bardzo dobrze się z tego zadania wywiązuje. Być może do tak grającej Legii będziemy musieli przywyknąć, bo to jest futbol w wydaniu Papszuna. Jeżeli jednak poprowadzi on nas do powrotu na upragnione salony to ja nie zamierzam narzekać choćby przez minutę - mając w głowie to, w jakim brzydko mówiąc bagnie byliśmy pół roku temu.

Filip Lewandowski

Udostępnij