Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Lech 4-0 Legia

Kompromitacja

niedziela, 26 kwietnia 2026 19:21
Kompromitacja
fot. Mishka / Legionisci.com
Legionisci.com
WiśniaLegionisci.com
260

To był niestety pogrom. W niedzielę Lech pokonał na swoim stadionie Legią aż 4-0, całkowicie dominując przez cały mecz. Poznaniacy końcowy rezultat ustalili już w pierwszej połowie, kiedy do siatki trafili Mikael Ishak (dwukrotnie), Ali Gholizadeh i Michał Gurgul. Sytuacja Legii w tabeli dalej jest więc mocno skomplikowana. Podopieczni Marka Papszuna mają tylko punkt przewagi nad strefą spadkową.

Mecz fantastycznie rozpoczął się dla Lecha. Już w 3. minucie gry obrona Legii została z łatwością ograna na lewej stronie, gdzie Patrik Walemark przytomnie zgrał piłkę piętą do Alego Gholizadeha. Irańczyk następnie popisał się świetnym uderzeniem lewą nogą w kierunku dalszego słupka, nie dając żadnych szans bramkarzowi na skuteczną interwencję. Szybka stracony gol całkowicie odmienił plany przyjezdnych na ten mecz, którzy od razu musieli grać dużo bardziej ofensywnie. Lechici nie zamierzali się zatrzymywać i już niebawem ponownie mogli cieszyć się z bramki. Po podaniu z głębi pola sam na sam z Otto Hindrichem znalazł się Mikael Ishak, ale na szczęście Rumun dobrze skrócił kąt i nie dał się zaskoczyć. Legia kompletnie nie mogła poradzić sobie z atakami przeciwników, którzy mieli tego dnia dużą przewagę. W 20. minucie sytuacja "Wojskowych" jeszcze mocniej się skomplikowała. Rafał Augustyniak wyleciał wtedy z boiska z czerwoną kartką, którą sędzia ukazał go za faul na Leo Bengtssonnie. Powtórki pokazały jednak, że ta decyzja wydawała się być mocno kontrowersyjna...

 

Granie w jedenastu Legii nie wychodziło zbyt dobrze, a w osłabieniu było tylko gorzej. Lech całkowicie dominował i można było odnieść wrażenie, że kolejne groźne akcje w ich wykonaniu są tylko kwestią czasu. W 31. minucie gospodarze dopięli swego i przy dużej dozie szczęścia strzelili drugiego gola. Ishak przedarł się w pole karne, a uderzona przez niego piłka odbiła się od jednego z defensorów, co sprawiło, ze Hindrich nie miał nic nie powiedzenia. Rumun rzucił się już w drugą stronę i nie dał rady zareagować. Nie minęło kilka minut, a było już 3-0... Timothy Ouma prostopadle dograł piłkę do Walemarka, ten wprawdzie przegrał pojedynek sam na sam z golkiperem Legii, ale na szczęście dla Lecha w idealnym miejscu znalazł się Michał Gurgul, który z bliska wpakował futbolówkę do siatki.

Legia była całkowicie na łopatkach, kiedy w 43. minucie na 4-0 gola strzelił Ishak. Raz jeszcze poznaniacy w najprostszy możliwy sposób przechytrzyli obronę przeciwników, posyłając po prostu prostopadłe podanie. Dzięki temu Ishak znalazł się sam przed Hindrichem i bez najmniejszych problemów go pokonał. Niebawem sędzia zakończył pierwszą połowę, która upłynęła całkowicie pod dyktando Lecha. Legioniści na boisku nie istnieje, co idealnie odzwierciedlał wynik.

Lech Poznań - Legia Warszawa Kacper Urbański
fot. Mishka / Legionisci.com

Kilka minut po zmianie stron wreszcie ofensywna akcja Legii, jednak szarża Damian Szymańskiego została zablokowana przez Joela Perreirę. Ten zryw gości był jednorazowy, gdyż już za moment ponownie zagroził Lech. Po sprytnie rozegranym rzucie rożnym do okazji strzeleckiej doszedł Kozubal i na szczęście trafił jedynie w boczną siatkę. Część kibiców była już nawet przekonana, że gospodarze pokonali Hindricha po raz piąty, ale nic bardziej mylnego.

Pierwszy kwadrans drugiej połowy był nieco bardziej wyrównany, lecz wynik nie ulegał zmianie. Po godzinie gry do interwencji Hindricha zmusił Ishak. Rumuński bramkarz spokojnie poradził sobie z lekką próbą szwedzkiego napastnika. Trener Marek Papszun starał się ratować sytuację, wprowadzając na boisko kolejnych zawodników, jednak niewiele z tego wynikało. W 75. minucie Lech wyszedł z kontrą. Do dogranej piłki ze środkowej strefy boiska doszedł Bengtsson, który mocno pogubił się w polu karnym. Szwed kilka minut potem ponownie zaprzepaścił stuprocentową okazję. Tym razem pomocnik skiksował tuż przed Hindrichem po znakomitym podaniu od Luisa Palmy.

Trzy minuty przed końcem regulaminowego czasu gry Filip Jagiełło trafił w słupek. Zabrakło tym razem centymetrów, aby na dobre ustalić wynik spotkania.


Udostępnij