Po wygranej z Zagłębiem Lubin znów niektórzy zaczęli liczyć stratę do miejsca gwarantującego grę w europejskich pucharach. Chęć wspierania Legii w Europie chyba czasami odbiera rozum... Jadąc do Poznania można było usłyszeć tyle optymistycznych wariantów, że po meczu zwyczajnie głupio je przytaczać. I tak na cztery kolejki przed końcem sezonu, znów mamy nóż na gardle, a widmo spadku do I ligi jest coraz bardziej realne...
Relacja z trybun: Niezależnie od wyników, masz przed sobą fanatyków
Lech z kolei po raz kolejny gra o mistrzostwo Polski i obecnie jest na najlepszej drodze do wygrania ligi. Dobra forma piłkarzy i sam mecz z najbardziej znienawidzonym rywalem sprawił, że komplet biletów rozszedł się kilka tygodni przed meczem. Na stadion w niedzielę przybyło 40,8 tys. fanów. W tym 1645 kibiców, którzy przyjechali wspierać Legię.

Do Poznania jechaliśmy na różne sposoby, ze względu na problemy z zamówieniem drugiego pociągu specjalnego. Część podróżowała z dworca Gdańskiego 12-składowym "specjalem", w trasę ruszyły także autokary (6) oraz całkiem spora liczba fur. Pociąg ruszał z dworca Warszawa Gdańska o godzinie 11:39 i po mniej więcej trzech godzinach dotarł do stacji Luboń nieopodal Poznania. Tam czekały na nas podstawione autobusy przegubowe, które mocno naokoło wiozły nas w stronę stadionu przy Bułgarskiej - przejazd trwał blisko godzinę. Trzeba przyznać, że wpuszczanie do klatki przebiegało bardzo sprawnie, dzięki czemu wszyscy bez problemów zajęliśmy swoje miejsca przed meczem. W sektorze gości wywiesiliśmy 10 flag: Miasto Stołeczne Warszawa, Legia, Warriors, Jesteśmy waszą Stolicą, Mocno Legia, (L) w wieńcu laurowym, Szczecinek, Raszyn, Przasnysz, Białołęka.

Dowody wzajemnej nienawiści można było zobaczyć sporo przed meczem. Nie tylko w garderobie lechitów, którzy mają na wyposażeniu masę bluz i szalików antylegijnych, a przecież uszyli swego czasu nawet antylegijną flagę. Z obu stron było sporo bluzgów na ok. 20 minut przed pierwszym gwizdkiem arbitra. W nawiązaniu do świeżej afery w Akademii Lecha, nie mogło zabraknąć okrzyków z tym związanych - "Od najmłodszych lat dotykał cię brat..." - niosło się z sektora gości pod adresem poznaniaków. A po chwili dodawaliśmy: "Gdzie żeście byli, gdy wasze dzieci gwałcili?!". Kiedy na murawę wyszli futsaliści Lecha, którzy wywalczyli awans do ekstraklasy (nasze kluby w futsalu grały dotąd tylko raz - w Pucharze Polski), powitaliśmy ich nieco inaczej niż sektory gospodarzy, śpiewając głośno "Pier...ę cię poznański psie".
Ultrasi Lecha pierwszą oprawę zaprezentowali na wyjście piłkarzy. Ta pokazana została na trybunie prostej, nie zaś w "Kotle". Poznaniacy rozciągnęli malowaną sektorówkę przedstawiającą świętego Piotra (z kluczem) i Pawła (z mieczem), a pomiędzy nimi herb Lecha. W tle podniesione zostały kartony w barwach, a na górze zapłonęło 150 rac.

Mecz rozpoczął się dla nas najgorzej jak tylko mógł. Już w trzeciej minucie obrona Legii zachowała się jak amatorzy, pozwalając lechitom wymieniać piłkę przed polem karnym, a akcja została zakończona golem, który wywołał olbrzymią radość po stronie gospodarzy. Kolejny mecz w tej rundzie piłkarze rozpoczynają jakby byli jeszcze w szatni. Niestety dalej było tylko gorzej. Czerwona kartka po interwencji VAR-u, stracony szybko drugi gol... No nie pomagało to w nakręcaniu do głośnego dopingu. Ale nie jeździmy dla wyników, więc robiliśmy wszystko, by zachować dobrą minę do złej gry. "Nie poddawaj się ukochana ma..." - niosło się głośno po drugiej bramce. I tak śpiewaliśmy aż do bramki na 4-0, która padła jeszcze przed przerwą. Wynik sprawiał, że gospodarze bawili się doskonale, choć z naszej perspektywy trudno stwierdzić, żeby ich doping jakoś specjalnie wzmógł się wraz ze strzelanymi kolejnymi bramkami. Kiedy sędzia kończył nareszcie tę fatalną pierwszą połowę, skandowaliśmy "Legia to my, Legia to my, ejaeja, Legia to my!".

To co działo się na boisku z naszymi graczami wołało o pomstę do nieba. Można było się modlić, by nie skończyło się dwucyfrówką. Drugą połowę rozpoczęliśmy od "Do boju Legio marsz, zwycięstwo czeka nas..." oraz okrzyków "Legia walcząca, Legia walcząca do końca!". Biorąc pod uwagę wynik widoczny na tablicy, nasza forma wokalna była bardzo dobra. Legioniści nie potrafili oddać choćby jednego celnego strzału, podczas gdy gospodarze raz po raz stwarzali sobie okazję do podwyższenia wyniku. Około 60. minuty, pomimo dość chłodnej niedzieli, zdjęliśmy górną część garderoby i ruszyliśmy konkretnie z "Gdybym jeszcze raz...". Pieśń ta niosła się z sektora gości dobrych 10 minut i pokazała, że potrafimy odciąć się od przech...wej postawy grajków. W drugiej połowie w naszym sektorze powiewało kilkadziesiąt dużych flag na kijach. Fani Lecha w drugiej połowie zaprezentowali jeszcze jeden pokaz ultras - odpalili białe race pośród niebieskich świec dymnych.

Wynik do końca nie uległ już zmianie i Legia przegrała najwyżej w historii przy Bułgarskiej. "My kibice z Łazienkowskiej nie poddamy się" - śpiewaliśmy po meczu. Z piłkarzami nie "jechaliśmy", choć uczciwie przyznajmy - należało im się na pewno. Teraz najważniejsza jest walka o punkty, które uratują nam ligowy byt. Oczywiście było jeszcze trochę wzajemnych uprzejmości. Z naszej strony parę razy niosły się hasła nawiązujące do "słowiczej" historii z szatni młodzieżowej drużyny "Kolejorza", w której trener nagrywał chłopców pod prysznicem. "Gdzie żeście byli, gdy wasze dzieci gwałcili?!" - pytano poznaniaków.

Na wyjście z sektora czekaliśmy około godzinę. Najpierw w drogę ruszyły autokary. Ekipa pociągowa zajęła miejsca w autobusach i dość długo (45 min.) czekała na odjazd w stronę stacji PKP w Luboniu (sam przejazd trwał kolejnych 50 minut). Do Warszawy wróciliśmy około wpół do pierwszej w nocy. Ci, którzy wierzyli w europejskie puchary, musieli zejść na ziemię. W przyszłym sezonie możemy liczyć na grę w Europie tylko koszykarskiej Legii. Piłkarsko przed nami mecz numer 1 pod względem utrzymania w ekstraklasie, i to dla obu drużyn. Już w piątek mecz Legii z Widzewem, który odbędzie się 1 maja, dzień przed finałem Pucharu Polski pomiędzy Górnikiem i Rakowem.
Frekwencja: 40 810
Kibiców gości: 1645
Flagi gości: 10
Autor: Bodziach
