Legia Warszawa pokonała Widzew Łódź 1-0 po bramce w ostatniej akcji meczu. Dzięki zwycięstwu nad bezpośrednim rywalem o utrzymanie, legioniści zrobili ogromny krok, by pozostać w Ekstraklasie. Zapraszamy na tradycyjne "Plusy i minusy", jakie wystawiliśmy warszawiakom za ten mecz.
Plusy i minusy po meczu z Widzewem
Juergen Elitim - Kolumbijczyk musiał w tym spotkaniu odpowiedzieć na słaby występ z Poznania i udowodnić, że znajduje się obecnie w naprawdę solidnej formie. Elitim zrobił to w najlepszy możliwy sposób. Był niezwykle aktywnym zawodnikiem, liderem, który pomógł drużynie w osiągnięciu realnych korzyści i znacznej przewagi w środku pola. Dominował w posiadaniu piłki, ochoczo zabierał się za rozegranie i rozkręcanie ataków warszawskiego zespołu. Robił to w bardzo dobry sposób. Nie można było zapamiętać jego zagrania do tyłu, za każdym razem starał się szukać bardziej niekonwencjonalnych rozwiązań, które napędziłyby akcje gospodarzy. To rzeczywiście mu się udawało, gdyż zanotował 3 kluczowe podania, a to po jego dośrodkowaniach szansę strzelecką w pierwszej połowie miał Jean-Pierre Nsame i w drugiej części tuż obok słupka głową uderzał Kamil Piątkowski. Poza realnym wzmocnieniem zespołu w kwestiach budowania akcji, Elitim pracował jak za dwóch również w asekuracji i defensywie. Praktycznie przy każdej ofensywnej akcji Widzewa cofał się nisko pod własne pole karne, był pierwszą zaporą, naciskał na rywali i udanie utrudniał im budowanie ataków. Skuteczność Elitima udowadniają jego statystyki defensywne, jak m.in. łącznie 9 wykonanych przechwytów i odbiorów. Szczególnie trzeba go pochwalić za powrót z 71. minuty i świetny, czysty wślizg, którym w ostatnim momencie we własnym polu karnym wyłuskał piłkę spod nóg Mariusza Fornalczyka. Poza tym, że kilka razy mógł podjąć odważniejsze decyzje o strzale, rozegrał bardzo dobre spotkanie.
Bartosz Kapustka - Dla pomocnika był to pierwszy występ w wyjściowym składzie od prawie dwóch miesięcy. Został ustawiony nieco wyżej niż zazwyczaj, pełniąc rolę ofensywnego pomocnika i zapewnił drużynie to, czego na tej pozycji jej brakowało. Przede wszystkim mowa tu o zaangażowaniu. Kapustka od samego początku pokazywał się do podań, szukał gry, aktywnie schodził niżej z własnej pozycji i starał się zapewnić zespołowi przewagę w środku pola. Już w 3. minucie posłał z własnej połowy prostopadłe podanie po ziemi, które otworzyło i napędziło szansę bramkową dla Milety Rajovicia, niewykorzystaną przez Duńczyka. Był także bliski świetnego dogrania za linię obrony do napastnika w 62. minucie. Dobrze współpracował z partnerami na prawej stronie. Poza tym imponował pracą w pressingu, doskokiem do rywali i zaangażowaniem w walkę o każdą piłkę. Odwagę i przytomność pokazał również w ostatniej akcji meczu. Kapustka dobrze ustawił się w polu karnym i bez zastanowienia oddał bardzo mocny, ale przede wszystkim celny strzał z półwoleja, który zamienił się w bardzo ważną asystę, już 7. dla pomocnika w tym sezonie.
Kamil Piątkowski - Piątkowski był nie tylko najpewniejszym i najcięższym do przejścia obrońcą Legii w tym meczu, lecz również zawodnikiem bardzo zaangażowanym w budowanie i wykańczanie akcji ofensywnych. Poza akcją z 65. minuty i przegranym pojedynkiem z Mariuszem Fornalczykiem, goście nie potrafili stworzyć żadnego zagrożenia przez jego strefę. Grał twardo, z dużą uwagą i pewnością. Dzięki dobremu czytaniu gry i sprytowi wykonał 4 udane odbiory i wygrał aż 8 ze wszystkich 11 pojedynków naziemnych oraz powietrznych. Po udanym zażegnywaniu akcji łodzian Piątkowski brał czynny udział w rozgrywaniu akcji i momentalnie wysoko podłączał się do ofensywy na prawej flance. Przynosiło to realne korzyści dla zespołu. Piątkowski nie tylko udanie budował ataki z partnerami, ale również potrafił je wykończyć. W drugiej minucie doliczonego czasu drugiej połowy w pełni biegu dośrodkował na dalszy słupek idealnie na głowę Rafała Adamskiego, który jednak źle trafił w piłkę i nie zaskoczył interweniującego bramkarza. Pod koniec pierwszej połowy Piątkowski posłał świetne górne podanie, które po zgraniu Milety Rajovicia doprowadziło do strzału z dystansu Jean-Pierre'a Nsame. Obrońca również miał szansę na trafienie do siatki gości. W 62. minucie dobrze zamknął na dalszym słupku dośrodkowanie z rzutu rożnego Juergena Elitima i choć uderzył głową dobrze, to minimalnie spudłował. Miał też udział przy akcji bramkowej Legii. Piątkowski zrobił dużo, by Legia zainkasowała w tym meczu trzy punkty.
Radovan Pankov - Serb kilka dni przed meczem ogłosił, że nie przedłuży umowy z Legią i latem pożegna się z warszawskim klubem. Publiczne wygłoszenie tego przed tak ważnym spotkaniem było ryzykowne, a wątpliwość budziło, czy do końca sezonu zawodnik będzie grał z pełną mobilizacją. Pankov od pierwszych minut piątkowego meczu pokazał jednak, że te obawy są bezzasadne. Grał z charakterem, chęcią zwycięstwa i pewnością. Nie miał łatwego zadania, bo lewa strona grała dość ofensywnie i przeciekała, więc Pankov musiał asekurować tę flankę. Robił to jednak bez zarzutu. Szczególnie w pierwszej połowie naprawiał błędy kolegów z drużyny. Łącznie w obronie zanotował 4 udane przechwyty i odbiory, a także 80% skuteczności w pojedynkach naziemnych. Szczególnie w pierwszych minutach był także aktywny w ofensywie, ochoczo podłączał się do przodu, raz nawet zdecydował się na dośrodkowanie, jednak z czasem jego wypady do ataku były zdecydowanie rzadsze. Po emocjonalnej reakcji Serba po końcowym gwizdku, w której nie ukrywał łez, widać było, że ten mecz był dla niego ciężki gatunkowo, jednak Pankov poradził sobie z tą presją.
Rafał Augustyniak - Po anulowaniu przez Komisję Ligi czerwonej kartki, jaką zobaczył w meczu z Lechem, mógł ostatecznie wystąpić w spotkaniu z Widzewem. W pierwszej połowie można było mieć wrażenie, że Augustyniak jednak nie dojechał w pełni. Nie można było mieć do niego większych pretensji jeśli chodzi o aspekty defensywny, bo dobrze się ustawiał i przecinał ataki gości. Miał jednak liczne momenty dekoncentracji w elemencie rozegrania i wyprowadzania piłki. Wielokrotnie na własnej połowie zagrywał wprost pod nogi graczy Widzewa bądź wprowadzał kolegów w duże kłopoty. Na szczęście większości z tych strat łodzianie nie potrafili wykorzystać, czy to przez dobrą asekurację innych legionistów, czy własne słabości. Augustyniak nie imponował także pod kątem wyprowadzenia piłki do przodu, a większość jego prób dalekich bądź prostopadłych podań było niedokładnych lub padało łupem przeciwników. W drugiej części odzyskał skuteczność, co było ważne tym bardziej, że z dokładnie 116 kontaktami z piłką był najaktywniejszym zawodnikiem Legii w tym meczu. Augustyniak dobrze czytał grę, przy tym był agresywny i pewny w pojedynkach, notując dzięki temu aż 11 udanych odbiorów. Z tego meczu zapamiętamy m.in. jego powrót i wślizg, którym powstrzymał rozpędzonego Mariusza Fornalczyka. Obrońca również miał udział przy zdobyczy bramkowej. To on uderzał z woleja po obronie odbiciu centrostrzału przez bramkarza, choć nie zrobił tego szczególnie celnie.
Damian Szymański - Był to bardzo skryty występ. Angażował się znacznie mniej w budowanie akcji i kwestie rozegrania, oddając panowanie w środku pola innym. Po części jednak również przyczynił się do dominacji w tej tercji boiska, głównie przez odpowiednią asekurację i grę w destrukcji. Dużo i dobrze pracował na własnej połowie, nie pozwalając widzewiakom na przebicie się bliżej pola karnego oraz bramki warszawskiego zespołu. Skutecznie czytał grę, potrafił poruszać się za akcjami gości, co pozwoliło mu łącznie na 9 skutecznych odbiorów i przechwytów. Jego gra gorzej wyglądała w elemencie budowania akcji. Szymański zanotował tylko 22 celne podania, a szczególnie nieudane były jego próby przerzutów, gdyż wszystkie 4 zakończyły się niepowodzeniem. Widzieliśmy go już w lepszej, bardziej zaangażowanej wersji. Zszedł z boiska w 77. minucie.
Patryk Kun - Zaczął ten mecz dość dobrze. Był aktywny, angażował się w ofensywę, a sporo akcji przechodziło przez jego nogi. Z czasem jednak Kun ograniczył swoje zaangażowanie i wypady do ataku, grał bliżej linii środkowej i mniej było go w rozegraniu akcji Legii. Mimo to momentami zostawiał zbyt dużo przestrzeni za swoimi plecami, którą musieli asekurować inni defensorzy, szczególnie Radovan Pankov. Kun miał trudności po przejściu na prawą flankę. Lewonożny zawodnik średnio potrafił odnaleźć się na tej pozycji i realnie pomóc drużynie w budowaniu ataków. Trzeba go jednak pochwalić za waleczność i skuteczność w pojedynkach z rywalami, w których był górą aż w 80% przypadków. Tylko 34 kontakty z piłką oraz 17 celnych podań nie pozwala jednak wystawić mu nic więcej niż ocena neutralna. Opuścił murawę w 77. minucie.
Paweł Wszołek - Można go po tym meczu pochwalić za dużą aktywność. Pokazywał się wysoko do gry na prawej stronie i bardzo dobrze współpracował szczególnie z Bartoszem Kapustką i Kamilem Piątkowskim, z którymi, tworząc trójkąt w rozegraniu przyspieszał wiele ataków i otwierał defensywę gości. Zanotował 100-procentową skuteczność podań. Gdy wahadłowy był jednak zobowiązany do wykończenia akcji, nie chciał brać odpowiedzialności na siebie. Zwlekał zbyt długo, przetrzymywał piłkę i w większości przypadków oddawał ją do tyłu. Próbę centry podjął zaledwie raz, i choć była ona celna, to również przeciągnięta, a Mileta Rajović musiał się napocić, by do niej dojść. Dobrze w ofensywie zachował się w 38. minucie, gdy wyskoczył najwyżej na dalszym słupku, zgrywając w głąb pola karnego po dośrodkowaniu z rzutu wolnego, dostarczając ją na głowę Jean-Pierre'a Nsame, lecz Kameruńczyk nie trafił dobrze w piłkę. Chwilę później Wszołek w starciu szybkościowym, bez kontaktu z rywalem, doznał kontuzji mięśnia dwugłowego uda, która wyeliminowała go z dalszej części meczu i prawdopodobnie już do końca obecnego sezonu.
Jean-Pierre Nsame - Kameruńczyk dostał swoją szansę w wyjściowym składzie po raz pierwszy od marcowego spotkania z Rakowem Częstochowa. Był to dla niego zresztą pierwszy występ od czterech spotkań, które w pełni przesiedział na ławce rezerwowych. Z pary napastników był tym zdecydowanie bardziej aktywnym i zaangażowanym w grę oraz budowanie akcji. To nie znaczy jednak, że imponował po tym względem, bo jego aktywność też nie była szczególnie duża. Momentami schodził jednak niżej i pomagał partnerom w rozegraniu. Nieźle grał tyłem do bramki, potrafił zastawić się z piłką i celnie ją odegrać. Bez piłki był również dość pracowity w pressingu. Miał w tym meczu ciężką przeprawę w pojedynkach ze swoim byłym kolegą z drużyny - Steve'm Kapuadim - i radził sobie w nich połowicznie. W 3. minucie Kameruńczyk bardzo dobrze pokazał się do gry przed polem karnym gości i prostopadłym podaniem uruchomił Miletę Rajovicia, ale ten nie potrafił wykorzystać sytuacji sam na sam. Najwięcej zastrzeżeń można mieć do jego wykończenia. Potrafił ustawić się w polu karnym, dochodził do sytuacji bramkowych, ale nie potrafił ich wykorzystać. Napastnik oddał w tym meczu cztery strzały i ani jednego celnego, a szczególnie trzy powinny przynajmniej iść w światło bramki. W pierwszej połowie najpierw po zgraniu Pawła Wszołka źle trafił w piłkę głową w dość swobodnej sytuacji, a na sam koniec przestrzelił ze skraju "szesnastki". Najlepszą okazję Nsame miał w 75. minucie. Po dośrodkowaniu z prawej strony i lekkim zamieszaniu piłka spadła mu na nogę na 6. metrze, atakujący zdecydował się na momentalny, mocny strzał z powietrza, ale trafił tylko w obrońcę. Gdyby Nsame nieco wyżej podniósł piłkę, prawdopodobnie zatrzepotałaby ona w siatce. Gdyby udało mu się wykończyć choćby jedną z tych okazji albo oddać z nich minimum dwa celne strzały, można byłoby ocenić jego występ w miarę pozytywnie. Został zmieniony w 77. minucie.
Otto Hindrich - Po raz kolejny rywale nie zmusili go do wytężonej, a w tym meczu wręcz praktycznie żadnej pracy. Widzew oddał na jego bramkę tylko jeden celny strzał. W 71. minucie z dość sporego dystansu z prawej strony huknął ile sił Mateusz Żyro i mimo mocy tego strzału, bramkarz Legii ze spokojem, nawet nie na raty, złapał piłkę w dłonie. Poza tym jego zaangażowanie w tym meczu polegało na czujnym przesuwaniu za akcjami gości, uczestnictwie w rozegraniu akcji własnego zespołu i paroma długimi piłkami, które tego wieczora akurat nie były zbyt celne. Bramkarz w porozumieniu ze sztabem szkoleniowym pobiegł na "szesnastkę" rywali, by wzmocnić drużynę przy ostatniej szansie na gola bo stałym fragmencie gry. Choć nie miał wkładu w zdobycie gola, na pewno wprowadził tym trochę zamieszania i zaabsorbował uwagę obrońców. Był to kolejny pewny i spokojny mecz do odhaczenia w wykonaniu Hindricha.
Mileta Rajović - Po prostu kolejny, klasyczny mecz w wykonaniu Rajovicia. Mało pracowitości, mało wkładu w grę, mało jakości. Duńczyk zaliczył zaledwie 21 kontaktów z piłką, nie angażując się zbytnio w pomoc dla zespołu i budowanie akcji. Gdy chciał pomóc, robił to z dość nikłą skutecznością, gdyż zaliczył tylko 8 celnych podań. Miał również wyraźne problemy w pojedynkach z przeciwnikami, na 13 z nich udało mu się wygrać zaledwie 3. Jego "skoki pressingowe" także nie robiły żadnego wrażenia na rywalach. Rajović już na samym starcie meczu miał wyśmienitą szansę bramkową. W 3. minucie dobrze pokazał się do podania i po prostopadłym dograniu od Jean-Pierre'a Nsame znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem. Duńczyk przyjęciem jednak wyrzucił się za bardzo do boku i przy interwencji wślizgiem obrońcy musiał uderzać na bliższy słupek, co skończyło się udaną obroną Bartłomieja Drągowskiego. Poza tym oddał jeszcze dwa strzały, ale tylko jeden przyniósł korzyść w postaci rzutu rożnego. Pochwalić go można tylko za jedną sytuację, gdy pod koniec pierwszej połowy skutecznie zgrał piłkę klatką piersiową i pozwolił partnerowi z ataku na oddanie strzału z dystansu.
Zmiennicy
Rafał Adamski - Wszedł z ławki dopiero w 77. minucie. Od początku swojego pobytu na boisku był aktywny i rozkręcił ofensywną grę Legii. Chciał i potrafił zrobić różnicę z piłką, wchodził w pojedynki i pokonywał w nich rywali. Przede wszystkim jednak w krótkim czasie udało mu się dojść do dwóch sytuacji strzeleckich, z czego jednej klarownej. W drugiej minucie doliczonego czasu gry najpierw wygrał w polu karnym starcie o pozycję z obrońcą, po czym doszedł na dalszym słupku do dośrodkowania Kamila Piątkowskiego, jednak źle trafił głową w piłkę i uderzył prosto w bramkarza. Było to jednak bardzo dobre zachowanie, nos napastnika, który pokazał również w ostatniej akcji meczu. Adamski od początku wykonania tego stałego fragmentu gry i przy zamieszaniu dobrze trzymał pozycję na dalszym słupku, trzymając również linię spalonego, co się zdecydowanie opłaciło. Napastnik wbił piłkę do pustej bramki po strzale Bartosza Kapustki oraz rykoszecie od obrońcy. 24-latek wszedł z chęcią zwycięstwa i odmienienia wyniku, dzięki czemu stał się ostatecznie bohaterem.
Arkadiusz Reca - Wszedł na murawę za kontuzjowanego Pawła Wszołka pod koniec pierwszej połowy. Nie było to szczególnie dobre wejście. Reca miał problemy z odnalezieniem się na boisku, wprowadzał trochę chaosu i popełniał liczne błędy w rozegraniu. Mogło być to jednak spowodowane tym, że tuż po zmianie stron wahadłowy ucierpiał w jednym ze starć z rywalem i doznał kontuzji. Ta ostatecznie wyeliminowała go z gry już w 59. minucie, a trener Marek Papszun na konferencji prasowej potwierdził, że niestety nie wygląda to zbytnio dobrze.
Ruben Vinagre - Portugalczyk pojawił się na boisku w 59. minucie. Wahadłowy wrócił do gry po aż pięciu miesiącach nieobecności. Początkowo potrzebował czasu, by wprowadzić się na boisko, z biegiem meczu jego aktywność jednak wzrastała. Pokazywał się na lewej stronie, wielokrotnie wybiegał za obrońców i szukał wolnych pozycji, a w ostatnich minutach właściwie większość akcji Legii przechodziła przez niego. Po podaniach zabierał się z piłką w indywidualnych rajdach, udało mu się zanotować 2 celne dryblingi z 3 i wygrać 3 na 5 pojedynków. Portugalczyk robił sporo zamieszania, choć ostatecznie mało z niego wynikało, bo tylko 1 z jego 4 dośrodkowań okazało się celne. W samej końcówce wahadłowy najpierw uratował piłkę tuż sprzed linii końcowej, a następnie zdołał do niej dopaść tuż przed rozpędzonym na wślizgu Franem Alvarezem, który faulował go, a Legia miała rzut wolny, po którym udało jej się wyjść na prowadzenie. Skupienie na ofensywie powodowało jednak, że pozostawiał mnóstwo wolnej przestrzeni za swoimi plecami, które goście próbowali wykorzystać, a Vinagre nie był w stanie ich dogonić.
Kacper Chodyna - Wszedł na murawę w 77. minucie. Wrócił po kontuzji i zagrał po raz pierwszy od prawie półtora miesiąca. Pokazywał dużą aktywność i chęć zmienienia oblicza gry oraz wyniku. Szukał wolnej pozycji na prawej stronie i pokazywał się do podań. W 92. minucie wypatrzył wybiegającego Kamila Piątkowskiego i dograł do niego prostopadle, co było przyczynkiem do sytuacji strzeleckiej Rafała Adamskiego. Chodyna wykonywał również kluczowy stały fragment gry. 26-latek wykonał mocny centrostrzał, który sprawił golkiperowi wiele problemów i znacznie przyczynił się do dalszych wydarzeń.
Wojciech Urbański - Pojawił się na murawie w 77. minucie. Szukał gry, był aktywny i brał rozegranie na swoje barki. Wszedł aż w 6 pojedynków z rywalami i podjął 4 próby dryblingów, choć był w tym wszystkim połowicznie skuteczny. Zdarzało mu się popełniać także błędy w budowaniu akcji. Szczególnie kilka jego podań na lewą stronę w kierunku Rubena Vinagre było niecelnych i niweczyło starania drużyny. Wprowadził jednak do gry Legii dużo ożywienia i nadziei, że uda się jeszcze wywalczyć zwycięstwo.
