Koszykarska Legia zakończyła rundę zasadniczą na pierwszym miejscu. Z kapitanem drużyny, Michałem Kolendą, porozmawialiśmy o minionym sezonie oraz zbliżających się play-off. Kto będzie najtrudniejszym rywalem legionistów? Czy ćwierćfinał z MKS-em Dąbrowa Górnicza będzie tylko formalnością? Jak bardzo zmieniła się drużyna w stosunku do tej, która zdobywała mistrzostwo w 2025 roku? Zapraszamy do lektury.
Jak się zajmuje dalsze miejsce w tabeli przed fazą play-off, to eksperci mówią, że to nie ma znaczenia, bo zaczynają się play-offy i zaczyna inne granie. Jak się zajmuje pierwsze miejsce to... również to nie ma znaczenia? Czy ma?
Michał Kolenda (kapitan Legii Warszawa): Nie ma znaczenia. Tak naprawdę można powiedzieć, że zabawa zaczyna się trochę od nowa. Dodatkowy atut w postaci własnego parkietu na początku serii na pewno daje dużo. Szczególnie, że wsparcie ludzi, które było przez cały sezon w hali na Bemowie jest tak naprawdę nie do określenia. Fajnie, że jest takie duże zainteresowanie i czujemy to wsparcie w każdym meczu domowym. Tak więc, tak naprawdę to pierwsze miejsce jest bardziej dla naszych kibiców niż dla nas samych. W tym sezonie liga jest niesamowicie wyrównana i tak naprawdę każdy może rywalizować z każdym. A ten przywilej, że pierwsze dwa spotkania możemy rozegrać w domu jest na pewno małym ukłonem dla naszych kibiców. Mogą być albo świadkami dwóch pierwszych wygranych, albo dwóch dobrych meczów na początku serii.
Nagroda za to pierwsze miejsce też jest taka, że najdłużej czekaliście na rywala. W niedzielę dowiedzieliście się, że przeciwnikiem będzie MKS Dąbrowa Górnicza. To ma znaczenie, że trzeba było trochę poczekać, aby móc się lepiej przygotować do rywalizacji?
- W trakcie sezonu z każdą drużyną rozgrywamy dwa spotkania. Okej, przy okazji Pucharu Polski czy Superpucharu, czasami zdarza się, że częściej. Aczkolwiek nie są to duże tajemnice, przeciwko komu jak chcemy grać. Na przestrzeni całego sezonu już wykreowaliśmy własny styl i sposób pracy. Także to jak podchodzimy do każdego zespołu. Także z jednej strony tydzień był długi, więc na pewno dało to nam trochę odpoczynku po ostatniej rundzie. Z drugiej... już wiemy, z kim przychodzi nam grać w pierwszej rundzie i mamy te dodatkowe parę dni na to, żeby się przygotować pod względem taktycznym i fizycznym.
Na papierze para Legia Warszawa - MKS Dąbrowa Górnicza wygląda obiecująco.
- Na papierze zawsze dobrze wszystko wygląda, tak naprawdę. Dla nas liczy się tylko to, że zaczynamy w domu. Ostatnio z drużyną z Dąbrowy mieliśmy okazję się mierzyć pod koniec sezonu, więc mniej więcej wiemy, z czym to się je i będziemy na pewno gotowi. Swoją drogą, duże gratulacje należą dla MKS-u, który naprawdę wyszarpał ten play-off i walczył o te miejsce do ostatniego momentu.
Mówiłeś o tym, że to nie ma znaczenia, które miejsce się zajmuje. Natomiast ta wygrana z Kingiem w Szczecin chyba daje taką trochę psychologiczną przewagę w kontekście walki o mistrzostwo.
- Zgadza się, każde zwycięstwo pod koniec rundy zasadniczej przede wszystkim buduje pewność siebie, całego zespołu, ale również drużyna szybciej nabiera rytmu, tak. Przysłowiowo uczy się wygrywać, nie tylko w tych łatwych, ale i również ciężkich spotkaniach. Cieszy mnie fakt, że ostatnie siedem meczów rundy zasadniczej udało nam się wygrać. To pozwoliło niektórym chłopakom, którzy wracają po urazach, kontuzjach, wejść na nowo w rytm, złapać trochę pewności siebie i już z pełnym zdrowiem wystartować w rundzie play-off.
Z całym szacunkiem dla ekipy z Dąbrowy Górniczej, ale... Można patrzeć już na Was w kontekście pary Trefl - Dziki? Macie preferencje z kim wolelibyście się spotkać?
- Wydaje mi się, że nie ma sensu iść aż tak do przodu. Sport zrobił w życiu niejedną niespodziankę już wielu ludziom, więc na pewno jedyne na czym się skupiamy to najbliższe spotkanie w czwartek. Tak naprawdę nikt na razie nie myśli do przodu, kto gra tam w drugiej parze, kto może awansować dalej, czy my możemy awansować po ilu zwycięstwach, czy w ogóle awansujemy. Najważniejsze jest teraz to, aby skupić się na czwartku i następnie skupić się na następnym spotkaniu.
W obecnym sezonie czterokrotnie mierzyliście się z Treflem, ale odnieśliście jedno zwycięstwo w lidze. Trefl będzie faktycznie najtrudniejszą potencjalnie przeszkodą w kontekście walki o mistrzostwo?
- Nie deprecjonowałbym Dzików Warszawa. Tak naprawdę nie wiemy, kto w tej drugiej tabeli może być w półfinale. Nie ma znaczenia, kto z tej pary awansuje do półfinału. Wydaje mi się, że to będą naprawdę ciężkie spotkania. Generalnie ta para półfinałowa może być naprawdę bardzo interesująca w tym sezonie. Tak naprawdę o miejsca w pierwszej szóstce, jak i samych play-offach drużyny biły się do ostatnich minut. To też pokazuje niesamowite wyrównanie w tym sezonie. Wydaje mi się, że nie ma znaczenia, kto będzie w półfinale rywalizował. Myślę, że to naprawdę będą mecze, w których będą decydowały tylko i wyłącznie detale i małe szczegóły.

Podkreśliłeś też tą kwestię dotyczącą końcówki sezonu zasadniczego. Serie zwycięstw, jesteście mistrzami Polski, zajmujecie pierwsze miejsce po sezonie zasadniczym. To też z kolei buduje pewnego rodzaju presję.
- Generalnie presja nam towarzyszy przez cały sezon praktycznie. Mieliśmy nasze małe cele, które chcieliśmy zrealizować w trakcie sezonu, czyli awans w grupie Basketball Champions League. Nie udało się. Puchar Polski nie udał nam się. Superpuchar Polski na początku rozgrywek - również. Taką ostatnią cegiełką, którą chcieliśmy, że tak powiem, dowieźć na sam koniec to ewentualny lider po rundzie zasadniczej.
A z presją obrony tytułu mierzymy się przez cały sezon. Tak naprawdę nieważne gdzie gramy - u siebie czy gdzieś jedziemy, to hala jest pełna. Każdy chce z nami wygrać, więc myślę, że trochę już nauczyliśmy się żyć z takim poczuciem. Nieważne gdzie jesteśmy, musimy się liczyć z tym, że będziemy musieli nie tylko walczyć z przeciwnikiem, ale również z innymi przeciwnościami losu, które mogą się nam przydarzyć. Na ten moment wydaje mi się, że drużyna nie odczuwa jakiejś dużej presji. Sztab szkoleniowy, tak jak i my, bardziej doświadczeni zawodnicy, próbujemy pilnować tego nastawienia w szatni. Po to, żeby jedynie jak najdalej patrzeć na najbliższe spotkanie i tylko i wyłącznie z tego się rozliczać, to analizować i dopiero następnie się skupiać na następnych meczach.
Biorąc pod uwagę tę rundę, jesteś z niej zadowolony jako zawodnik, czy są jakieś elementy, które w twoim uczuciu mogą być lepsze, jak oceniasz siebie przez pryzmat tej rundy zasadniczej?
- Wydaje mi się, że ogólnie jako zespół mamy dużo powodów do zadowolenia. Aczkolwiek wiadomo, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Był moment, że tak powiem, małego szczęścia, w którym już dopięliśmy tego lidera w rundzie zasadniczej, ale jak wcześniej wspomniałem, chcemy więcej. Biorąc pod uwagę zeszłoroczne doświadczenia, jakie mieliśmy w fazie play-off, dobrze wiemy z czym to się je, jak to ekscytujące są mecze, jakie to są emocje. Nie możemy się ich doczekać, więc tak naprawdę ta runda zasadnicza można byłoby tak ją nazwać, że jesteśmy bardzo zadowoleni, aczkolwiek wiemy, że te większe emocje dopiero nas czekają.
Co musi się wydarzyć, żeby Michał Kolenda grał tak przez większość spotkań, jak w ostatnim meczu z Kingiem Szczecin (23 pkt., 13 zbiórek)?
- Kurczę, Michał Kolenda chciałby grać tak każdy mecz, aczkolwiek koszykówka jest grą zespołową. Naszym dużym walorem drużyny jest to, że tak naprawdę w każdym meczu kto inny może być tym liderem. Czy to pod kątem zdobytych punktów czy to ciągnącym zespół pod innymi różnymi względami fizycznymi czy psychologicznymi. Jest to nasz duży atut, że mamy to rozproszone bardzo i tak naprawdę jedyne, czego potrzebujemy, to zdrowie i tak naprawdę mentalne przygotowanie do rywalizacji, która jest przed nami.
Ta drużyna jest lepsza, gorsza czy po prostu... inna w stosunku do tej, która zdobywa mistrzostwo? Jak to oceniasz z własnej perspektywy?
- Na pewno jest inna, na pewno jest inaczej zbudowana. Rok temu mieliśmy Kamerona McGusty'ego, który był niekwestionowanym liderem naszego zespołu. Na mocy jego dobrej gry bardzo dużo ludzi się do niego po prostu podłączało i również korzystało z tego jak dobrym był koszykarzem w naszym zespole. Dzisiejsza Legia to jest drużyna zbudowana od podstaw przez trenera Heiko Rannulę, która cechuje się właśnie tym, że nie mamy jednego głównego gracza, przy którym wszystko się kręci. Tak naprawdę siła jest bardzo rozproszona i zależnie od match-up'u w każdym spotkaniu próbujemy to wykorzystywać.
Bardzo fajnie, że na przestrzeni sezonu Andrzej Pluta stał się takim trochę zastępcą Kamerona McGusty'ego. W niektórych elementach i momentach stał się naturalnym liderem, którego potrzebowaliśmy - szczególnie w końcówkach spotkań. Wydaje mi się, że jeżeli będziemy zdrowi, skupieni na naszym zadaniach, że trenerzy zrobią dobrą pracę przygotowując nas taktycznie do spotkania w rundzie zasadniczej, to myślę, że nie ma się o co martwić.
Rozmawiał Paweł Krawczyński
