Legia Warszawa niemal w ostatniej akcji spotkania zapewniła sobie wygraną z Lechią Gdańsk. Gola na wagę trzech punktów w doliczonym czasie gry strzelił Antonio Čolak! Gospodarze mocno skomplikowali sobie szanse na utrzymanie w Ekstraklasie, a legioniści po raz kolejny pokazali, że są drużyną grającą do ostatniego gwizdka.
Jako pierwsi sygnał do ataku dali gracze Lechii. Tomáš Bobček przedarł się prawą stroną boiska, gdzie łatwo zwiódł Rafała Augustyniaka. Po chwili najlepszy napastnik gospodarzy spróbował mocnego strzału w kierunku bliższego słupka, ale na szczęście dobrze ustawiony był Otto Hindrich. Rumuński bramkarz popisał się dobrą interwencją, ratując Legię przed utratą gola. W 11. minucie zobaczyliśmy atak gości, który od razu zakończył się wyjściem na prowadzenie! Cały akcja została przeprowadzony skrzydłem, skąd Kacper Chodyna dokładnie zacentrował w pole karne przeciwników. Tam kompletnie niepilnowany był Jean-Pierre Nsame, który sprytnym uderzeniem głową pokonał golkipera Lechii. Dla Kameruńczyka było to ósme trafienie w tym sezonie i drugie po powrocie do gry po kontuzji. Potem "Wojskowi" nieco oddali pola gry podopiecznym Johna Carvera, jednak ci mieli problemy z oddaniem jakiegokolwiek celnego strzału. Dwa kwadranse po pierwszym gwizdku kolejna ładna akcja Legii. Ponownie ważną rolę odegrał Chodyna, ogrywając na prawej stronie jednego z defensorów, ale wszystko zaprzepaścił Ermal Krasniqi, będąc zablokowanym. Widać było, że tego dnia to "Wojskowi" są ekipą lepiej dysponowaną i bardziej skorą do ataków.
W 32. minucie było o krok, a dokładnie o kilka centymetrów od drugiego gola dla Legii. Po znakomitym dośrodkowaniu od Juergena Elitima w słupek trafił Jan Leszczyński. Obrońca bliski był swojego pierwszego gola w Ekstraklasie, lecz nieznacznie pomylił się główkując z kilku metrów na bramkę gdańszczan. W odpowiedzi przeciwnicy zagrozili po rzucie wolnym. Iwan Żelizko przestrzelił ponad poprzeczką odważnie uderzając z rzutu wolnego. Tuż przed przerwą jeszcze jedna okazja Lechii. Ponownie na wysokości zadania stanął jednak Hindrich, fenomenalnie parując poza linię końcową mocną próbę z dystansu Bujara Pllany. Ostatecznie do gwizdka sędziego wynik nie uległ już zmianie. Legia zasłużenie prowadziła i gdyby miała więcej szczęścia, to na przerwę schodziłaby z dwubramkową zaliczką.

Zaraz po zmianie stron szansę na wyrównanie miała Lechia. Po dośrodkowaniu z rzutu wolnego w polu karnym Legii doszło do niemałego zamieszania. Piłka odbiła się od Kamila Piątkowskiego i finalnie trafiła w słupek. Niebawem ponownie z dobrej strony pokazał się Pllana. Albańczyk, podobnie jak w pierwszej połowie, huknął ile sił w prawej nodze i tym razem był zdecydowanie bliżej pokonania Hindricha. Rumun mógł tylko odprowadzić piłkę wzrokiem, która o centymetry minęła jego prawy słupek. Po nieco ponad godzinie gry upór Lechii opłacił się. Ekipa gospodarzy od dłuższego czasu mocno napierała na przeciwników aż wreszcie dopięła swego... W 63. minucie nie pierwszy raz tego wieczoru na skrzydle świetnie rywalami zakręcił Camilo Mena. Pomocnik dokładnie zacentrował do Bobcka, który celną główką pokonał Hindricha! Ogromna szkoda, że legioniści pozostawili jednego z najlepszych strzelców w lidze kompletnie bez opieki, czym ułatwili mu strzelenie gola...
Lechia nabrała wiatru w żagle, spychając Legię do głębokiej defensywy. Niedługo po doprowadzeniu do wyrównania mogło być 2-1. Kacper Sezonienko popisał się ładnym indywidualnym rajdem, ale w kluczowym momencie trafił wprost w dobrze ustawionego Hindricha. Rumun za moment dobrze wyłapał dobitkę wprowadzonego Antona Carenki. Był to jednak kolejny wyraźny sygnał ostrzegawczy, że jeżeli obraz gry nie zmieni się, to jakikolwiek punkt tego wieczoru wymknie się Legii z rąk.
W 79. minucie stuprocentowa okazja dla Lechii na wyjście na prowadzenie. Bobček dostał prostopadłe podanie od Meny, stanął niemal oko w oko z Hindrichem, z którym przegrał pojedynek. Rumun w świetnym stylu wytrzymał ciśnienie i nogą odbił mocny strzał Słowaka. Ostatnie minuty to śmiałe ataki Lechii, dla której wygrana była niezwykle istotna. W 87. minucie jeden z filarów pomocy Lechii wyleciał z boiska. Drugą żółtą kartką ukarany został Żelizko, który tym samym w dosyć osobliwy sposób pożegnał się z gdańską publicznością w tym sezonie.
W doliczonym czasie gry losy meczu rozstrzygnął Antonio Čolak! Chorwacki napastnik z najbliższej odległości wpakował piłkę głową do siatki, wykorzystując błąd przy wyjściu do dośrodkowania bramkarza Lechii. Trzeba przyznać, że w drugiej połowie niewiele zapowiadało tak udaną końcówkę meczu. Legioniści znów pokazali, że stempel na ich grze postawił już Marek Papszun. Drużyny tego szkoleniowca słyną z tego, że nie ma dla nich niemożliwego i często decydujące gole strzelają w ostatnich minutach.
