Plusy i minusy po meczu z Lechią
Jan Leszczyński - Młody obrońca w końcu otrzymał szansę na występ w wyjściowym składzie. Mecz przeciwko najlepszej ofensywie w Ekstraklasie był dla niego prawdziwym testem dojrzałości. Trzeba przyznać, że 19-latek zdał go z oceną wzorową. Od początku spotkania grał z odpowiednim nastawieniem, odważnie, bez bojaźni i był najpewniejszym z trójki legijnych defensorów. Leszczyński przede wszystkim nie popełniał prostych błędów, grał z dużym spokojem i niezwykłą skutecznością. Był zdecydowany i pewny w pojedynkach czy to z Tomasem Bobckiem, czy Camilo Meną, choć temu drugiemu parę razy udało się pokonać go w starciach szybkościowych. W większości pojedynków 1 na 1, które kończyły się rozwiązaniami fizycznymi, ofensywni zawodnicy Lechii byli bez szans, a Leszczyński łącznie zwyciężył w aż 17 ze wszystkich 21 konfrontacjach z rywalami. Młody obrońca wykonał łącznie 10 udanych odbiorów i przechwytów oraz 12 skutecznych wybić piłki. Dodatkowo wykonał 5 celnych wślizgów, które ratowały zespół w ostatnich momentach. Poza świetną grą w obronie, Leszczyński imponował spokojem i pewnością w rozegraniu. Miał także swoją szansę bramkową. W 32. minucie dobrze odnalazł się w okolicach 6. metra, uwolnił na czystą pozycję i uderzył głową po dośrodkowaniu Juergena Elitima, jednak piłka po jego strzale trafiła tylko w słupek. Szkoda, że nie udało mu się przypieczętować świetnego występu golem. Leszczyński rozegrał naprawdę dojrzałe zawody w Gdańsku, wspomógł zespół i pokazał, że zasługuje na następne szanse i regularną grę.
Otto Hindrich - Rumuński golkiper znów nie miał łatwego dnia i ponownie spisał się świetnie. Pierwszą interwencją musiał wykazać się już w 6. minucie, gdy dobrze przypilnował bliższego słupka i pewnie wybronił strzał zza zasłony Tomasa Bobcka. Wykazał się również skutecznością w 45. minucie, wybijając ponad bramkę bardzo mocny strzał z dystansu Bujara Pllany. W 66. minucie dokonał podwójnej interwencji - najpierw dobrze przeczytał i odbił przed siebie uderzenie z 10. metra Kacpra Sezonienki, po chwili musiał złożyć się do kolejnej obrony i ponownie skutecznie interweniował przy podobnym strzale Antona Carenki. Ostatnią, a zarazem najważniejszą interwencją, Hindrich popisał się w 78. minucie. Rumun po raz kolejny dobrze odczytał zamiary strzelającego, wyczekał go do końca i instynktowną obroną nogą powstrzymał Bobcka w zasadzie w sytuacji sam na sam. Decyzja i refleks bramkarza w tej sytuacji były imponujące i uratowały Legię przed stratą drugiego gola. Przy jedynym trafieniu gospodarzy Hindrich nie miał większych szans na skuteczną interwencję. Jedynym zarzutem, jaki można mieć do bramkarza po tym meczu, jest jego uleganie pod presją rywali, gdyż niejednokrotnie podejmował złe decyzje, będąc pressowanym, co poskutkowało słabą skutecznością podań. Mimo tych pojedynczych błędów, Hindrich znów ratował drużynę i był jednym z ojców sukcesu w zdobyciu ważnych trzech punktów.
Kacper Chodyna - Trzeba powiedzieć, że szczególnie w pierwszej połowie tego meczu Chodyna był nie do poznania. Prawy wahadłowy grał przebojowo, pokazywał się do podań, uczestniczył w większości akcji i potrafił zrobić różnicę z piłką. Ataki jego flanką przyniosły efekty już w 11. minucie. Chodyna podłączył się do ofensywny, zszedł z futbolówką nieco bliżej środka i bez większego zastanowienia posłał płaską centrę w kierunku Jean-Pierre'a Nsame, notując swoją pierwszą asystę w Ekstraklasie w obecnym sezonie. To ostatnie podanie spowodowało, że Chodyna grał jeszcze odważniej, szukał dryblingów, w których był dość skuteczny, a szczególnie zapamiętamy po tym meczu, jak w 28. minucie w prosty sposób ograł przy linii końcowej Iwana Żelizkę, zakładając Ukraińcowi "siatkę". W drugiej połowie był już nieco bardziej skupiony na defensywie, w której także nie popełniał błędów, trzymał dobrze linię obrony i nie pozwalał rywalom na większe zagrożenie po jego stronie. W zasadzie większość ofensywnych akcji legionistów w drugiej części przechodziło przez niego. Chodyna brał również udział przy drugiej bramce - wahadłowy dobrze znalazł się na dalszym słupku i uderzył z woleja w światło bramki, jednak dobrze ustawiony Matus Vojtko zdołał wybić piłkę z linii bramkowej. Bez strzału Chodyny Antonio Čolak nie miałby szansy na skuteczną dobitkę. Skutecznie pracował w pressingu, dokonując 5 ważnych odbiorów, w większości na połowie przeciwników. Chodyna zdecydowanie odżył przy trenerze Marku Papszunie, a ten występ był kolejnym tego przykładem.
Jean-Pierre Nsame - Napastnik bardzo dobrze wszedł w ten mecz. Dużo biegał za rywalami, walczył o piłkę i dawał opcję w rozegraniu. To przyczyniło się do zdobyczy brakowej już w 11. minucie. Kameruńczyk zszedł nisko na własną połowę, by pomóc w budowaniu ataku, od razu ruszył w kierunku pola karnego, znalazł sobie wolną pozycję na 11. metrze i świetnym strzałem głową zdobył swoją 8. bramkę w tym sezonie. Z czasem było go jednak zdecydowanie mniej w grze zespołu. Poza jedną, składną akcją z 36. minuty, gdy dobrze odegrał piłkę do Ermala Krasniqiego i wybiegł na wolną pozycję, napastnik był praktycznie niewidoczny. Gdy dochodził do piłki, bardzo szybko ją tracił, czy to nieskutecznie odgrywając i notując ostatecznie połowiczną skuteczność podań, czy przegrywając w prosty sposób pojedynki z rywalami, których wygrał tylko 3 z 10. Poza pracą w pressingu, dawał zespołowi naprawdę mało, a dodatkowo nie był już w stanie dojść do żadnych sytuacji strzeleckich. Jego skuteczność z początku meczu zapewniła jednak zespołowi ważne zwycięstwo. Opuścił murawę w 71. minucie z lekkim urazem, choć jak sam przyznał po meczu, nie jest to nic poważnego.
Juergen Elitim - Kolumbijczyk zaliczył bardzo podobny występ do tego w Niecieczy, nie potrafiąc utrzymać dobrej dyspozycji z pierwszej połowy po przerwie. W pierwszej części skutecznie kontrolował grę w środku pola, brał piłkę na siebie i rozpoczynał rozegranie większości groźnych ataków legionistów. To od jego przeniesienia gry na prawą stronę rozpoczęła się pierwsza akcja bramkowa Legii. Dwadzieścia minut później Elitim świetnie dośrodkował na pole karne, znajdując niepilnowanego Jana Leszczyńskiego, który uderzył głową w słupek. Generalnie był bardzo aktywny i błyskotliwy. Po zmianie stron jego gra ograniczała się już w dużej mierze do zadań defensywnych. Kolumbijczyk znacznie rzadziej angażował się w rozegranie piłki, był mniej widoczny i po prostu zdominowany w środkowej strefie boiska. Jego aktywność wzrosła pod koniec meczu, co w zasadzie było kluczowe w osiągnięciu zwycięstwa. W 86. minucie ruszył odważnie na połowie Lechii, wyprzedził Iwana Żelizkę, przez co Ukrainiec musiał go faulować tuż przed polem karnym i wyleciał z boiska przez drugą żółtą kartkę. Elitim ponownie przyjął rolę lidera i starał się zarządzać grą Legii. Przez spory fragment tego meczu pomocnik nie był jednak po grą, co nie powinno się zdarzać.
Rafał Augustyniak - To był mocno rwany mecz w wykonaniu doświadczonego stopera. Z jednej strony prezentował się naprawdę solidnie w zadaniach defensywnych. Dobrze zachowywał się we własnym polu karnym, odczytywał zamiary graczy Lechii, wielokrotnie przerywając ich ataki. Był także skuteczny w asekuracji, naprawiając pomyłki partnerów i interweniując w drugie tempo. Dzięki temu łącznie wykazał się aż 12 udanymi odbiorami i przechwytami, które ratowały zespół przed zagrożeniem. Miał również całkiem niezłą skuteczność w pojedynkach z przeciwnikami, szczególnie w starciach z Tomasem Bobckiem górował fizycznością. Z drugiej strony jednak wielokrotnie narażał własną drużynę niebezpieczeństwo. Jego rozegranie pozostawiało wiele do życzenia, popełniał w nim sporo błędów, momentami oddając piłkę na własnej połowie wprost pod nogi rywali. Szczególnie groźnie mogło skończyć się to w 60. minucie, gdy po jego złym zagraniu minimalnie z dystansu przestrzelił Camilo Mena. Łącznie Augustyniak zaliczył w tym meczu aż 18 strat. Pod koniec meczu przesunął się do ataku, oddał dwa strzały, choć były one blokowane. W doliczonym czasie gry skutecznie wyrzucił piłkę z autu na pole karne, co poskutkowało drugą zdobyczą bramkową i wywalczeniem ważnego zwycięstwa.
Kamil Piątkowski - Dla obrońcy był to słaby mecz pod każdym względem. Zarówno w defensywie, jak i przede wszystkim w rozegraniu piłki brakowało mu skuteczności i koncentracji. Wielokrotnie nie trzymał pozycji, źle odczytywał grę i gubił się w zamiarach atakujących Lechii. Miał spore problemy w rywalizacji 1 na 1 z gospodarzami, przegrywał je zarówno pod względem fizycznym, jak i szybkościowym. Największym pokazem jego bezradności w defensywie była podwójna sytuacja z 66. minuty. Piątkowski stracił czujność, dał uciec na polu karnym Kacprowi Sezonience, czym doprowadził do zagrożenia. Nawet przy odbiciu Otto Hindricha pierwszego strzału, zachowywał się chaotycznie i nie potrafił skutecznie się ustawić. Podobnie było chwilę wcześniej - Piątkowski krył indywidualnie Tomasa Bobcka, pozwolił mu jednak ustawić się za swoimi plecami i uciec na wolną pozycję, co poskutkowało stratą gola. Najwięcej błędów obrońca popełnił jednak w elemencie budowania akcji. Piątkowski zanotował zaledwie 53-procentową skuteczność podań, notując przy tym aż 23 straty - zdecydowanie najwięcej z całego zespołu. Popełnił kardynalny błąd w 78. minucie, zagrywając wprost pod nogi przeciwnika na własnej połowie, co było przyczyną najgroźniejszej sytuacji Lechii w tym meczu. Piątkowski był bardzo nieuważny i niepewny w defensywie, dodatkowo nie zapewniając większych korzyści w ofensywie, które oferował w większości poprzednich spotkań.
Bartosz Kapustka - Kapitan Legii wrócił w tym meczu na swoją dawną, mniej skupioną na ofensywie pozycję. Był jednak niewidoczny. Przez cały występ zanotował zaledwie 31 kontaktów z piłką, a prawie co trzecie jego dotknięcie futbolówki kończyło się stratą. Pomocnik przez cały mecz zanotował również zaledwie 10 celnych podań, z czego jedynie 4 na połowie przeciwników, co przy zawodniku środka pola, który powinien być odpowiedzialny za pomoc w budowaniu i przyspieszeniu akcji, jest fatalną statystyką. Do ataku nie wnosił nic. W 44. minucie miał szansę wykończyć sprytne dośrodkowanie z rzutu rożnego Ermala Krasniqiego, ale nie trafił w piłkę i przy drugim kontakcie już tylko lekko skierował ją w światło bramki, co nie miało prawa zaskoczyć bramkarza. W defensywie także nie zapewniał większych korzyści. Był raczej bierny, jedynie biegał za rywalami, nie przeszkadzając im zbytnio w rozegraniu akcji. Został zmieniony w 81. minucie.
Ruben Vinagre - Portugalczyk został wystawiony w pierwszym składzie po raz pierwszy od ponad pół roku. Od tamtego czasu w jego grze jednak nie zmieniło się zbyt wiele. Legii brakowało waleczności i zaangażowania na lewej stronie boiska, a Vinagre nie angażował się w praktycznie żaden ofensywny atak warszawskiego zespołu. Portugalczyk nie wybiegał zbyt często poza linię środkową, przez co nie zapewniał drużynie żadnych korzyści. Gdy już decydował się na indywidualne rajdy, nie było w nich żadnego polotu, pomysłu, przez co kończyły się prostymi stratami. Klasycznie miał także duże problemy z czytaniem gry i postawą defensywną. Vinagre gubił krycie i z łatwością dał się ogrywać rywalom, przegrywając z nimi aż 5 ze wszystkich 8 pojedynków. Zamiast wspomagać obronę i zapewniać krycie na lewej stronie boiska, gwarantował reszcie partnerów więcej pracy. Być może to brak ogrania, a być może Vinagre już po prostu nie przeskoczy pewnego poziomu. Zszedł z boiska w 61. minucie.
Ermal Krasniqi - Ofensywny zawodnik niespodziewanie otrzymał szansę i wystąpił w wyjściowej jedenastce po raz pierwszy od końcówki lutego. Poza pojedynczymi momentami - uczestnictwem w akcji bramkowej, dośrodkowaniu z rzutu rożnego na nogę Bartosza Kapustki czy dograniu na pole karne do Jakuba Żewłakowa - jego występ był katastrofalny. Krasniqi gubił piłkę w prostych sytuacjach, a momentami sprawiał wrażenie kompletnie zagubionego i spóźnionego. Był niedokładny, nie tylko na połowie przeciwnika, ale również własnej części boiska. Szczególnie w 15. minucie, gdy zagrał wprost pod nogi Kacpra Sezonienki, mogło skończyć się to tragicznie, gdyby nie dobra asekuracja Rafała Augustyniaka. Krasniqi po prostu w każdym elemencie zawodził - nie potrafił podawać, wygrać pojedynku 1 na 1 z przeciwnikami czy wykonać jakiegokolwiek skutecznego dryblingu. Jego próby dośrodkowań także pozostawiały wiele do życzenia, gdyż tylko 1 centra z 5 zakończyła się powodzeniem. Najgorsze było jednak to, że przez większość czasu Krasniqi był po prostu bierny. W nieco ponad godzinnym występie zanotował zaledwie 26 kontaktów z piłka, to aż 10 zakończyło się stratą, a dodatkowo wykonał tylko 10 podań. Nie dość więc, że Krasniqi rzadko dotykał piłki, to jeszcze mało co mu z nią wychodziło.
Jakub Żewłakow - Był to dla niego dopiero drugi mecz w wyjściowym składzie w barwach Legii. W przeciwieństwie do Jana Leszczyńskiego, ofensywny pomocnik nie może zaliczyć go do szczególnie udanych. Widać było, że Żewłakow jest nieco zestresowany. Nie szukał zbytnio gry, krył się za graczami Lechii i nie pokazywał się do podań. Zanotował zaledwie 18 kontaktów z futbolówką. Gdy już otrzymywał piłkę, starał się z nią zrobić coś więcej - wchodził w pojedynki, szukał dryblingów - i momentami mu to wychodziło. Takich momentów było jednak zdecydowanie zbyt mało. Żewłakow wygrał tylko 3 ze wszystkich 8 starć naziemnych z rywalami. Widać było, że młody zawodnik ewidentnie odpuszcza, odstawia nogę w ostatnich momentach, bojąc się zaryzykować. Miało to swoje konsekwencje również w obronie. W 45. minucie młodzieżowiec zawahał się w doskoku do Bujara Pllany, ostatecznie potykając się i nie dając rady powstrzymać rozpędzonego obrońcy, który oddał mocny strzał w światło bramki. Zszedł z burawy w 61. minucie. Żewłakowowi brakowało w tym meczu więcej momentów odwagi i zagrał dość anonimowo, ale na pewno nie powinien być skreślany.
Zmiennicy
Antonio Čolak - Napastnik wszedł na murawę w 71. minucie. Początkowo było go mało, ale z czasem się rozkręcał. Dużo biegał za rywalami, starał się odzyskać futbolówkę, a gdy Legii udało się przejąć kontrolę nad meczem w samej końcówce, pomagał zespołowi w rozegraniu akcji. Przede wszystkim jednak znalazł się w odpowiednim momencie, o odpowiednim czasie. Čolak w doliczonym czasie gry dobrze zachował się w chaosie, odkleił się od krycia obrońcy w polu karnym i z najbliższej odległości głową dobił piłkę do bramki, zapewniając Legii zwycięstwo. Chorwat znów okazał się skuteczny w roli jokera, ponownie w Trójmieście, i wchodząc z ławki uratował dla Legii kolejne bardzo ważne punkty.
Damian Szymański - Pojawił się na boisku w 81. minucie. Grał zbyt krótko, by ocenić jego występ.
Rafał Adamski - Choć jego występ w tym meczu był nie pewny, po tym jak opuścił boisko w Niecieczy z urazem, pojawił się na murawie w Gdańsku w 61. minucie. Zaliczył jednak bardzo słabe wejście. Dwie minuty po nim w okolicach własnego pola karnego przegrał rywalizację o piłkę z Iwanem Żelizką, co zapoczątkowało akcję bramkową gospodarzy. Adamski podszedł do tego starcia nonszalancko i dał się przestawić Ukraińcowi w zbyt łatwy sposób. W ataku natomiast nie był w stanie wnieść nic, co zmieniłoby oblicze zespołu w drugiej części. Zaliczył jedynie 10 kontaktów z piłką, wygrywając do tego tylko w 1 pojedynku z 4. Adamski nieco odpokutował jednak za swój słaby występ w doliczonym czasie gry. Napastnik wykorzystał błąd bramkarza przy wyjściu do piłki i głową skierował futbolówkę w światło bramki, lecz jego strzał z linii bramkowej wybił Matus Vojtko. Zmiana Adamskiego w tym meczu była naprawdę słaba. Być może nie był w pełni przygotowany do gry.
Samuel Kováčik - Wszedł na boisko w 61. minucie. Dla młodego Słowaka był to dopiero trzeci występ w barwach Legii i tym razem był ustawiony w ofensywie. Niestety, mało co do niej wniósł, poza wywalczeniem jednego rzutu rożnego. Prawie połowa z jego zaledwie 12 kontaktów z piłką skończyła się stratami. Defensorzy z łatwością odczytywali jego zamiary i powstrzymywali go bez większych problemów. Podobnie, jak Jakub Żewłakow, grał ze sporą bojaźnią. Poza tym nie miał zbyt wiele pomysłów na grę. Widać, że Kováčik potrzebuje więcej szans. Tej nie udało mu się wykorzystać.
Wojciech Urbański - Został wprowadzony na murawę w 61. minucie i to na nietypowej dla siebie pozycji, czyli lewym wahadle. Nominalny pomocnik słabo poradził sobie w takim ustawieniu. Szczególnie dużo problemów miał w zadaniach defensywnych. Był bierny przy wielu atakach gospodarzy, rywale z łatwością go ogrywali, a Urbański non stop potrzebował asekuracji. Pasywność w jego poczynaniach obronnych objawiła się już chwilę po wejściu na murawę. W 63. minucie Urbański najpierw odpuścił krycie Camilo Meny, a gdy pierwsze dośrodkowanie Kolumbijczyka zostało zablokowane wślizgiem przez Jana Leszczyńskiego, podjął dyskretną próbę doskoku i nie był w stanie zapobiec ponowienia centry przez skrzydłowego Lechii, co zakończyło się stratą bramki. W ofensywie legionista także nie dawał zbyt wiele. Miał problemy z dłuższym utrzymaniem się przy piłce, przegrał znaczną część pojedynków z przeciwnikami i nie potrafił skutecznie rozegrać piłki. To kolejna bardzo przeciętna zmiana w wykonaniu Urbańskiego, choć tym razem mogła być podyktowana nietypowym ustawieniem.
