Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasze oceny

Plusy i minusy po meczu z Motorem

poniedziałek, 25 maja 2026 08:30
Plusy i minusy po meczu z Motorem
Legionisci.com
Mikołaj CiuraLegionisci.com
9

Na zakończenie sezonu 2025/26 Legia Warszawa pewnie pokonała przy Łazienkowskiej Motor Lublin 4-0. Przez znaczną część "Wojskowi" kontrolowali to spotkanie. Legioniści grali skutecznie w defensywie, konsekwentnie w środku pola i z polotem w ofensywie, dzięki czemu udało im się skonstruować wiele akcji bramkowych, a ostatecznie czterokrotnie trafić do siatki gości. Grając bez większej presji, Legia pokazała, że pod wodzą trenera Marka Papszuna potrafi grać radosny i efektywny futbol, dając nadzieję na przyszłe rozgrywki. Zapraszamy na ostatnie "Plusy i minusy" w tym sezonie.

Juergen Elitim  - Dla Kolumbijczyka był to 108. występ w barwach Legii i zarazem ostatni. Widać było od początku meczu, że chce w jak najlepszy możliwy sposób pożegnać się z warszawską publicznością. Przyjął postawę lidera, kreatora akcji, dzięki któremu w dużej mierze udało się opanować Legii środkową strefę boiska i przejąć całkowitą kontrolę nad tym meczem. Elitim grał z niezwykłym zaangażowaniem i polotem zarówno w budowaniu akcji, jak i nacisku na rywali. Pracował bardzo dużo z piłką, ale jeszcze więcej bez futbolówki przy nodze. Pomocnik pokazał w tym meczu wizję pola, która pomogła zespołowi w zbudowaniu wielu korzystnych akcji. Jego świetne wysokie podanie na prawą stronę otworzyło drogę przed Kacprem Chodyną, który zdobył drugie trafienie dla Legii w tym meczu, a Kolumbijczyk zanotował swoją 7. asystę w tym sezonie. Elitim zresztą bardzo często zmieniał ciężar gry, notując w tym spotkaniu aż 21 skutecznych przeniesień. Łącznie pomocnik zanotował celność podań na poziomie aż 95% przy 65 zagraniach. Do tego praktycznie nie tracił posiadania, notując jedynie 5 strat przez cały mecz. Na początku drugiej połowy Elitim zanotował również swoją pożegnalną bramkę w barwach Legii. 26-latek nie tylko świetnie wykończył akcję sam na sam, pakując futbolówkę do siatki obok bezradnego bramkarza strzałem z pierwszej piłki, ale również przyspieszył ten atak, zagrywając piłkę przed pole karne do Rafała Adamskiego. Kolumbijczyk próbował jeszcze dwukrotnie strzałów z dystansu, lecz nie były one celne. Elitim był w tym meczu jednym z najlepszych piłkarzy na boisku. Grał z dużą odwagą, ale również spokojem i rozwagą, godnie żegnając się ze stołeczną drużyną. Szkoda, że w przyszłym sezonie nie będziemy oglądać więcej takich występów Elitima w barwach Legii.

 

Jean-Pierre Nsame  - Napastnik pokazał w tym meczu to, czego najbardziej od niego oczekujemy - dużą skuteczność oraz umiejętność dobrego ustawienia się w polu karnym. Kameruńczyk dobrze czytał grę, aktywnie poruszał się za akcjami, pokazywał się do podań i szukał sytuacji strzeleckich. W pierwszej z nich znalazł się w 32. minucie. Nsame wyczekał moment i w odpowiedniej chwili wbiegł na dalszy słupek, unikając spalonego, z bliskiej odległości wykorzystując zgranie głową Kamila Piątkowskiego i "otwierając" wynik tego meczu. Instynktem snajpera i lepszym wykończeniem wykazał się w 55. minucie. Piłka wybita przez jednego obrońców po akcji Rafała Adamskiego trafiła pod jego nogi na 14. metrze, atakujący przed strzałem spojrzał przed siebie i widząc dwóch defensorów próbujących interweniować wślizgiem, podniósł futbolówkę, pewnie kompletując dublet. Nsame oddał więc w tym meczu dwa strzały i oba okazały się skuteczne. Poza tym Kameruńczyk sporo pracował bez piłki, starał się angażować w pressing. Schodził również niżej do podań i próbował pomagać zespołowi w budowaniu akcji, notując dobrą skuteczność odegrań i mało strat. Poza jednym złym przyjęciem, z 44. minuty, przez które zmarnował świetną, składną akcję drużyny, nie można mieć do niego żadnych zastrzeżeń po tym meczu. Został zmieniony w 70. minucie. Jeśli to spotkanie miało dać zarządowi Legii odpowiedź, czy Nsame zasługuje na podpisanie nowego kontraktu i pozostanie w Warszawie, umowa powinna leżeć już na stole.

Kacper Chodyna  - Prawy wahadłowy prezentował w tym meczy bardzo dużą aktywność. Zanotował najwięcej kontaktów z piłką z całego zespołu. Szukał wolnych pozycji i pokazywał się do podań na prawej stronie. Uczestniczył w znacznej większości ofensywnych ataków zespołu. Starał się grać nieszablonowo, podejmował odważne decyzje, wchodził w pojedynki z rywalami i szukał dryblingów. Początkowo mało mu wychodziło, notował trochę strat, ale z czasem zyskał na skuteczności i zaczął grać nie tylko efektownie, ale przede wszystkim efektywnie. To zaowocowało w 39. minucie. Po odebraniu górnego podania od Juergena Elitima Chodyna po raz kolejny odważnie ruszył z piłką. Choć ze sporą dozą szczęścia, udało mu się pokonać dwóch defensorów, wbiec w pole karne i pokazał to, co rzadko widzieliśmy w jego wykonaniu do tej pory - mocnym strzałem po dłuższym słupku pewnie wykończył swój indywidualny atak, notując drugą bramkę w tym sezonie. Wahadłowy w tej sytuacji zachował spokój i pokazał odwagę, której wcześniej mu brakowało. Chodyna zanotował 3 udane dryblingi, wygrał 6 ze wszystkich 8 pojedynków z rywalami i zachował 92-procentową celność podań. Po tym meczu z aspektów ofensywnych musi popracować tylko nad dośrodkowaniami, bo żadna z 7 centr w jego wykonaniu nie była celna. Pracował również skutecznie w defensywie, dokonując 5 odbiorów i powstrzymując kilka akcji gości jego flanką. Chodyna tym meczem, ale również całą swoją postawą pod kierownictwem trenera Papszuna, pokazał, że może być jeszcze przydatny w kontekście przyszłego sezonu i rywalizować o miejsce w pierwszym składzie.

Otto Hindrich  - Bramkarz już w trzecim meczu z rzędu zachował spokój i skuteczność w swoich interwencjach. Hindrich wybronił wszystkie z 5 celnych strzałów graczy Motoru w tym meczu, kilkukrotnie musząc wykazać się dużą czujnością i sprytem przy swoich obronach. Jego umiejętności oraz koncentrację już w 3. minucie sprawdził Fabio Ronaldo. Portugalczyk uderzył mocno, pod poprzeczkę sprzed pola karnego, ale Rumun dobrze się ustawił i sparował piłkę ponad bramką. W 15. minucie z dystansu uderzał również Sergi Samper, lecz i z tym strzałem technicznym, mimo zasłony, rumuński bramkarz spokojnie sobie poradził, parując futbolówkę do boku. Jeszcze pod koniec pierwszej połowy celnie na strzeżoną przez Hindricha bramkę uderzał Bartosz Wolski, jednak bramkarz wykazał się podobną interwencją co pół godziny wcześniej. Zdecydowanie największą zwinnością bramkarz Legii musiał się wykazać jednak przy uderzeniu kapitana Motoru z rzutu wolnego z 47. minuty. Wolski dobrze uderzył z okolic 25. metra na bliższy słupek, jednak Hindrich zdążył wyciągnąć się jak struna i popisał się kolejną świetną robinsonadą. Choć goście próbowali zaskoczyć go głównie z dystansu, Hindrich cały czas zachowywał dużą czujność i nie dał się przechytrzyć, po raz kolejny ratując Legię przed stratą bramki i notując swoje 6 czyste konto w minionym sezonie Ekstraklasy. Symbolicznie opuścił boisko na rzecz Kacpra Tobiasza w 85. minucie. Jeśli Legii uda się zatrzymać Hindricha w klubie, wydaje się, że będzie miał pewną "jedynkę" w przyszłych rozgrywkach.

Kamil Piątkowski  - Obrońca grał w tym meczu z dużym zaangażowaniem. Dłuższymi fragmentami można było zobaczyć go w ofensywie niż w defensywie, choć w zadaniach obronnych także spełniał oczekiwania. Piątkowski wybiegał do przodu, wychodził na obieg za plecy obrońców i starał się dawać opcje do rozegrania w szybkich atakach. Defensor wielokrotnie otrzymywał piłkę i potrafił sobie z nią poradzić, wygrywał pojedynki z przeciwnikami, choć momentami brakowało mu odważniejszych decyzji, bardziej indywidualnych rozwiązań i precyzji. Mimo wszystko udało mu się zanotować aż 3 kluczowe podania, które pomogły Legii w osiągnięciu tak korzystnego wyniku. Jedno z nich zakończyło się asystą dla Piątkowskiego. W 32. minucie 25-latek znalazł trochę wolnej przestrzeni na polu karnym, odebrał skuteczne dośrodkowanie od Rafała Augustyniaka i główką zgrał piłkę na dalszy słupek do Jean-Pierra Nsame, który dopełnił formalności. Dla defensora było to trzecie ostatnie podanie zanotowane przez ostatnie półtora miesiąca. W obronie Piątkowski także prezentował sporą pewność i skupienie. Radził sobie z szarżującymi rywalami, notując łącznie 6 skutecznych odbiorów i przechwytów. Udowodnił w tym meczu, że może dawać Legii dużo w wielu aspektach i można od niego rozpoczynać budowę linii obrony w przyszłym sezonie.

Rafał Adamski  - Szczególnie pierwsze minuty w wykonaniu atakującego były nieudane. Adamski źle wszedł w ten mecz, miał słabą skuteczność i notował sporo strat. Jego gorsza dyspozycja w tym meczu trwała jednak tylko przez pierwszy kwadrans. Czym więcej się angażował w następne akcje, tym zyskiwał na skuteczności i efektywności. Pokazywał się do podań tyłem do bramki, potrafił zastawić się z piłką i obrócić się z nią bądź skutecznie odegrać, co przyspieszało ataki warszawskiego zespołu. Jeszcze w pierwszej połowie indywidualnym rajdem lewym skrzydłem napędził koronkową akcję zakończoną nieudanym przyjęciem Jean-Pierre'a Nsame i strzałem Bartosza Kapustki. W drugiej połowie był już praktycznie nie do powstrzymania, wygrywał większość pojedynków z przeciwnikami. W 49. minucie pokazał się przed polem karnym na lewej stronie, mądrze przytrzymał futbolówkę i świetnym prostopadłym podaniem zwiódł trzech obrońców, dogrywając idealnie do wbiegającego Juergena Elitima i notując piękną asystę. Cztery minuty później dobrym odegraniem napędził składną akcję, po której sytuacji strzeleckiej nie wykorzystał Ruben Vinagre. Po chwili to sam Adamski, najpierw ogrywając obrońcę prostym podbiciem, zabrał się z piłką przez całą połowę i został powstrzymany dopiero w polu karnym, co było kluczowe i przyczyniło się do czwartej bramki dla Legii. Adamski w świetnym stylu zakończył sezon i udowodnił dobrą dyspozycję w ostatnich tygodniach.

Jakub Żewłakow  - Młody pomocnik zaliczył zdecydowanie bardziej udany występ niż przed tygodniem w Gdańsku. Widać było w nim chęć pokazania się przed warszawską publicznością. Był aktywny na prawej stronie boiska i grał bez większej bojaźni. Gdy otrzymywał piłkę, starał się zrobić z nią coś efektownego, ale również efektywnego. Szukał dryblingów, pojedynków 1 na 1, z których wychodził dość skutecznie, a rywale ogrywani przez niego często musieli ratować się faulami. Żewłakow bardzo dobrze reagował na wydarzenia boiskowe - gdy trzeba było, schodził niżej, angażując się w akcje, a gdy to było potrzebne, pokazywał się szeroko na prawym skrzydle bądź zostawiał wolne pozycje dla innych partnerów. Zastawieniem jednego z obrońców wspomógł pędzącego na bramkę Kacpra Chodynę i przeszkodził defensorowi w skutecznej interwencji przy jego trafieniu. Był także jednym z zawodników, którzy mieli wkład w trzecią akcję bramkową - to Żewłakow skutecznym rozegraniem w środku pola rozpoczął ten atak. Uczestniczył w budowaniu wielu składnych akcji zespołu, jak m.in. w 44. minucie, gdy podaniem z pierwszej piłki dograł na wolną pozycję do Jean-Pierre'a Nsame, ale Kameruńczyk złym przyjęciem pozbawił go zdobycia asysty. Poza tym Żewłakow mocno pracował w pressingu, wielokrotnie dawał pierwsze sygnały i ruszał za rywalami rozgrywającymi piłkę na własnej połowie. Opuścił murawę w 70. minucie. Młodzieżowiec dobrze zareagował na nieudany mecz przeciwko Lechii i w sobotę częściowo pokazał, jakie umiejętności posiada oraz to, że należy coraz częściej korzystać z jego usług. 

Bartosz Kapustka - Był to mało widoczny występ kapitana Legii, choć nie można powiedzieć, by nie wspomagał zespołu. Nieco mniej angażował się w ofensywę, przez co chwilami można było zapomnieć, że jest na boisku. Z jego zapędów do ataku można było zapamiętać dobitkę z 44. minuty, gdy dopadł do piłki w polu karnym po nieudanym przyjęciu Jean-Pierre'a Nsame i huknął ile sił na bramkę, zmuszając bramkarza Motoru do interwencji. Pracował jednak ciężko w elemencie destrukcji, przerywania akcji gości i budowania ataków własnego zespołu od własnej połowy czy w środkowej tercji boiska. Zanotował 6 udanych odbiorów i wygrał 5 ze wszystkich 8 podjętych pojedynków z przeciwnikami. W kontekście budowania akcji jego celność podań stała na poziomie niecałych 90%, choć na połowie rywali była ona nieco niższa - trochę ponad 80%. Nie miał aż tak dużego wkładu w okazały wynik, jak niektórzy inni zawodnicy, ale nie pokazał się ze złej strony i harował dla drużyny w cichy sposób. 

Ruben Vinagre - Był mniej aktywnym zawodnikiem niż drugi z wahadłowych. Nie można odmówić mu jednak zaangażowania i podłączania się do ataków, w przeciwieństwie do tego, co zaprezentował przed tygodniem w Gdańsku. Vinagre angażował się w akcje ofensywne zespołu, wybiegał na wolne pozycje i pokazywał się do prostopadłych podań. Parokrotnie udało mu się je wykorzystać, znajdował się w dogodnych okazjach na lewym skrzydle, jednak jego wykończenie pozostawiało wiele do życzenia. Portugalczyk często zbytnio kombinował, podejmował niepotrzebne i nieudane próby dryblingów, nie szukając prostszych rozwiązań, choć w nich również nie był skuteczny, notując tylko 2 celne dośrodkowania z 6 prób. Portugalczyk swoim samolubstwem zmarnował również wyśmienitą okazję bramkową w 53. minucie. Po podaniu Jean-Pierre'a Nsame dobrze opanował piłkę i pomknął z nią w kierunku pola karnego, jednak jego strzał z lewej strony "szesnastki" trafił tylko w boczną siatkę. Vinagre powinien lepiej wykończyć tę sytuację, a przede wszystkim szukać dobrze ustawionych partnerów w głębi pola karnego. Poprawę można było zauważyć w jego działaniach defensywnych. W obronie wahadłowy prezentował się dość pewnie, nie dawał się łatwo pokonywać, notując łącznie 7 ważnych odbiorów i przechwytów. W porównaniu do wcześniejszych występów, nie był to najgorszy mecz w wykonaniu Vinagre. Opuścił boisko w 78. minucie.

Rafał Augustyniak - Nie był to najpewniejszy mecz w wykonaniu stopera Legii. Zdarzało mu się popełnić drobne, ale równie proste błędy, które na szczęście warszawskiego zespołu nie skończyły się źle. W wielu momentach gubił jednak koncentrację, zdarzało mu się odpuszczać rywali, przez co później reagował już chaotycznie. Jego statystyki obronne również pokazują połowiczną skuteczność - wygrał 8 ze wszystkich 17 pojedynków naziemnych i powietrznych z przeciwnikami, choć zanotował również 8 przechwytów i odbiorów, które pozwalały Legii na oddech i budowanie akcji. Grał w tym meczu bardzo ostro, często na pograniczu groźnego faulu i to mimo napomnienia zdobytego już w 7. minucie. Sprokurował m.in. jedną z najgroźniejszych okazji dla Motoru w tym meczu, czyli rzut wolny wykonywany przez Bartosza Wolskiego na starcie drugiej połowy. Miał jednak swój wkład w ofensywie. W 32. minucie najpierw wyrzucił piłkę z autu daleko na pole karne, a gdy obrońcy wybili ją do boku, zebrał ją i tuż po przyjęciu posłał świetne dośrodkowanie prawą nogą wprost na głowę Kamila Piątkowskiego, co przyczyniło się do pierwszej zdobyczy bramkowej. Gdyby Augustyniak wyeliminował ze swojej gry błędy i momenty dekoncentracji, byłby to dość dobry występ.

Jan Leszczyński - Młody obrońca po świetnym występie w Gdańsku otrzymał kolejną szansę na grę w wyjściowym składzie. Tym razem jednak miał swoje lepsze i gorsze momenty. W pojedynkach fizycznych z rywalami był nie do przejścia. Dobrze się ustawiał, potrafił się zastawić, a szczególnie w walkach o górną piłkę miał przewagę nad przeciwnikami. Gorzej było już w starciach szybkościowych, szczególnie w rywalizacji z Mbaye Ndiaye. Skrzydłowy Motoru dwukrotnie w prosty sposób potrafił ograć Leszczyńskiego, który reagował "na raz" i wyprzedzić go, zdobywając mnóstwo wolnej przestrzeni na swojej flance. Jedna z takich akcji skończyła się zresztą groźnym strzałem Sergiego Sampera, który wybronił Otto Hindrich. Defensor miał w tym meczu także lekkie trudności z wyprowadzeniem piłki. Zanotował celność podań na poziomie nieco poniżej 80%, notując przy tym 6 strat, z czego 2 na własnej połowie. Ten mecz pokazał, że w jego grze jest jeszcze trochę mankamentów, które z biegiem czasu na pewno uda mu się opanować. Został zmieniony w przerwie.

Zmiennicy

Radovan Pankov - Serb pojawił się na boisku po przerwie w swoim ostatnim występie w barwach Legii. Nie zaburzył skutecznego działania linii defensywy Legii. Prezentował się solidnie, wspomagając lewą stronę obrony, choć goście szczególnie często nie atakowali jego stroną boiska. Przy tych nielicznych akcjach Pankov jednak reagował odpowiednio, notując 1 odbiór i wygrywając wszystkie z 2 pojedynków z przeciwnikami. Momentami podłączał się również do ofensywy, choć nie przyniosło to większych korzyści. Zanotował solidne wejście i w niezły sposób pożegnał się ze stadionem przy Łazienkowskiej.

Samuel Kováčik - Wszedł na murawę w 70. minucie. Starał się wnieść coś od siebie, choć drużyna nie była już szczególnie zaangażowana w ofensywę i zdobywanie kolejnych goli. Parokrotnie próbował zabrać się indywidualnie z piłką, choć z nikłą skutecznością, notując 1 nieudany drybling i przegrywając 2 pojedynki z defensorami gości. Próbował jednak dać coś od siebie, pokazywał się do podań i angażował w rozgrywanie akcji.

Mileta Rajović - Pojawił się na murawie w 70. minucie. W zasadzie nie wniósł do gry nic i był bardzo mało widoczny, choć i zespół, prowadzący już czterema golami, nie parł zbytnio na bramkę gości. Zanotował 5 kontaktów z piłką, 3-krotnie skutecznie odgrywał piłkę do partnerów, wygrał 1 pojedynek z przeciwnikiem. Po prostu kolejny nijaki występ do odnotowania.

Artur Jędrzejczyk - Został wprowadzony na boisko w 78. minucie. Nie zepsuł nic, a wręcz pomógł zespołowi. Zachował się bardzo dobrze w 86. minucie, zatrzymując się i łapiąc w pułapkę ofsajdową Karola Czubaka, który przez to zdobył bramkę z pozycji spalonej. To było bardzo mądre i dojrzałe zachowanie "Jędzy".

Kacper Tobiasz - Bramkarz symbolicznie pojawił się na boisku w 85. minucie w swoim ostatni występie w barwach warszawskiego klubu, by pożegnać się z kibicami Legii, z którymi jest związany. Co ciekawe, już chwilę później... stracił gola, jednak uratowała go pozycja spalona strzelającego. Trzeba jednak odnotować, że w sytuacji sam na sam z Karolem Czubakiem i tak nie miałby większych szans na skuteczną interwencję. 

Udostępnij
Oceny legionistów