Koszykarska Legia Warszawa zrobiła drugi krok w stronę wielkiego finału PLK, pokonując Dziki Warszawa po niezwykle dramatycznej końcówce. Choć skuteczność nie była dziś najmocniejszą stroną Zielonych Kanonierów, podopieczni Heiko Rannuli zdołali wyszarpać drugie zwycięstwo w serii. O przyczynach słabszego dnia rzutowego, twardej grze rywali i planie na poniedziałkowy mecz na Kole rozmawiamy z rozgrywającym Legii, Maksymilian WIlczek.
"Dziki postawiły na fizyczność"
– To było bardzo ciężkie spotkanie. Dziki weszły w ten mecz z bardzo dużą fizycznością. Widać to było zresztą po wyniku w pierwszej połowie, która nie była zbyt ofensywnym widowiskiem. To był raczej mecz z tych wybitnie defensywnych, gdzie wynik długo oscylował w granicach 30–40 punktów. Rywale zagrali bardzo agresywnie i musieliśmy na to odpowiedzieć. Cieszę się, że w tej nerwowej końcówce daliśmy radę dowieźć zwycięstwo. Teraz już w pełni skupiamy się na kolejnym meczu, który czeka nas w poniedziałek.
Walka ze słabszą skutecznością
– Ten mecz był zdecydowanie trudniejszy niż pierwszy. Najlepiej widać to po samym rezultacie, bo spotkanie skończyło się różnicą zaledwie dwóch punktów. W tym pierwszym pojedynku trafialiśmy znacznie więcej rzutów za trzy, lepiej wyglądały też rzuty osobiste. Dzisiaj, jak na nasze standardy, mieliśmy naprawdę słabą skuteczność z dystansu. Te rzuty wolne też nie były naszą najmocniejszą stroną w tym spotkaniu. Najważniejsze jednak, że wyciągamy z tego wnioski, wygrywamy i myślimy już tylko o poniedziałku.
Cel: Zamknąć serię
- Czy spotkanie na Kole w poniedziałek to już tylko formalność? Ciężko mi to w ten sposób stwierdzić. Na pewno wyjdziemy na parkiet z nastawieniem, żeby dać z siebie 100 procent, a co z tego wyjdzie, to już zobaczymy po końcowej syrenie.
