Koszykarska Legia Warszawa zrobiła drugi krok w stronę finału! Po niezwykle zaciętym spotkaniu Zieloni Kanonierzy pokonali Dziki Warszawa i w półfinałowej serii do trzech zwycięstw prowadzą już 2-0. O twardej walce, sędziowaniu, nerwach w końcówce oraz planie na poniedziałkowy mecz rozmawialiśmy z jednym z bohaterów spotkania, Carlem Ponsarem.
Carl Ponsar: Wiedziałem, że wygramy
"To była prawdziwa wojna na parkiecie"
– To był znacznie, znacznie trudniejszy mecz. Rywale postawili nam naprawdę twarde warunki i mocno na nas usiedli. Zagraliśmy też z nieco mniejszą dyscypliną niż ostatnio, ale uważam, że wykonaliśmy dobrą robotę. W odpowiednim momencie odgryźliśmy się im fizycznie i podjęliśmy tę walkę. Zdążyłem już poznać polską ligę i wiem, że tutaj tak to właśnie wygląda. Każdy mecz jest inny, sporo zależy też od kryteriów sędziowania, więc naszym zadaniem jest po prostu szybka adaptacja do warunków na boisku.
"Brak strachu w nerwowej końcówce"
– Szczerze? Byłem całkiem spokojny o wynik. Graliśmy u siebie, przed własną publicznością, a poza tym w trakcie sezonu zasadniczego rozegraliśmy już mnóstwo takich horrorów. Wyciągnęliśmy z tamtych lekcji odpowiednie wnioski. To doświadczenie zaprocentowało w samej końcówce, dlatego czułem pewność, że kontrolujemy sytuację.
"Cel na poniedziałek: 3-0 i awans"
– Oczywiście, że nastawiamy się na zamknięcie serii w poniedziałek, to dla nas najlepszy możliwy scenariusz. Nie ma co ukrywać, że to ponowne spotkanie będzie kolejną ciężką przeprawą – tym bardziej że zagramy w ich hali. Teraz najważniejsze to dobrze odpocząć, zregenerować siły i być w stu procentach gotowym na kolejną bitwę.
