Krok do mistrzostwa! Legia Warszawa 84-80 Zastal Zielona Góra
Piąte spotkanie finałowe miało być w zupełnie innych nastrojach. Po zdecydowanej wygranej Legii w trzecim meczu, wydawało się, że stołeczny zespół pójdzie za ciosem i przybliży się do upragnionego złota. Niestety, zamiast 3-1 po dwóch meczach w Zielonej Górze zrobiło się 2-2, a postawa ekipy Heiko Rannuli w czwartej potyczce pozostawiała sporo do życzenia. W efekcie obie ekipy spotkały się, żeby wyjść na prowadzenie i zwiększyć swe szanse na wygranie całej serii.
Legia zaczęła od niecelnej próby Michała Kolendy z dystansu, ale wyszła na prowadzenie 4-0 po indywidualnych akcjach podkoszowych. Jak trafia się zza linii pokazał Jayvon Maughmer dwukrotnie dziurawiąc kosz. Gospodarze odpowiedzieli punktami Andrzeja Pluty, który trafił 3 z 4 prób z linii osobistych, a na deser odpalił “trójkę”. Mimo wszystko to goście prowadzili 11-10. Przewaga gości utrzymywała się w kolejnych minutach. Podopieczni Heiko Rannuli kontynuowali grę szukając szans po wjazdach pod kosz. Nieco inaczej w tej kwestii podeszli goście, którzy jak mogli, to szukali swych szans zza łuku. Legia jak rzucała z dystansu, to albo z nieprzygotowanych pozycji albo przez graczy, którzy nie mieli ku temu predyspozycji. Zastal grał skutecznie, z energią. Legia jakby rozbita, szukająca sposobu, mająca problem, żeby złapać rytm po obu stronach parkietu. Opiekun gospodarzy poprosił o czas na mniej niż 60 sekund przed końcem kwarty. Niemniej jednak po pierwszej kwarcie było 26-17 dla zielonogórzan.
Legia weszła w drugą połowę… nieskuteczna. Jayvon Graves otworzył pozycję DJ Brewtonowi, który spudłował zza łuku. Po chwili Race Thompson chciał zmniejszyć różnice w ten sam sposób - pudło. Co innego Patrick Cartier i Conley Garrison, którzy trójkami powiększyli przewagę do 13 punktów! Niemoc drużyny przełamał Michał Kolenda. Tylko co z tego, skoro goście mieli skuteczność z gry nieco powyżej 50%. Sygnał do zmniejszania strat dał potężnym wsadem Shane Hunter, a po chwili Carl Ponsar zebrał piłkę w obronie i wykorzystał lay-up. Niemniej gospodarze nadal przegrywali. 27-36 widniało na tablicy. Arkadiusz Miłoszewski zareagował wzięciem czasu. Na niewiele się to zdało. Legia wybroniła dwie akcje pod własnym koszem. Kibice zebrani na Bemowie żywiołowo zareagowali, gdy Kolenda wypuścił piłkę z rąk zmniejszając straty “trójką”do 32-36. “O mistrzostwo walcz, ukochana ma!” niosło się po Obrońców Tobruku i okolicy. Niestety, co Legia odrobiła, to za chwilę roztrwoniła. Jakub Szumert zdobył pięć kolejnych punktów i tym razem Heiko Rannula musiał zareagować. Zastal znów miał bezpieczną przewagę. Przewagę, którą podtrzymywał. Jeśli Legia trafiała, to po chwili goście odpowiadali tym samym. Jak nie z akcji, to rzutów osobistych, z którymi gospodarze mieli problemy. Ponownie. Ostatecznie obie ekipy schodziły na przerwę przy stanie 40-48.

Popisy Szumerta. Udany pościg Legii
Po powrocie na boisko legioniści potrzebowali zaledwie minuty, żeby zniwelować straty do trzech punktów. Najpierw Andrzej Pluta zaliczył asystę przy trójce Jayvona Gravesa, a Shane Hunter wykorzystał (oba!) osobiste. Jednak Jakub Szumert grał solówkę zdobywając wszystkie 7 punktów swojej ekipy. Na tablicy wyników znowu było +8 pkt. dla gości. Podopieczni Arkadiusza Miłoszewskiego czuli, że 20-latek jest w gazie. To on dalej punktował podkręcając licznik do 18 “oczek” w 16 minut pobytu na parkiecie! Kibice z Zielonej Góry bili mu brawo, gdy siadał na ławkę przy stanie 49-58. Legia próbował wykorzystać moment jego nieobecności. Nic z tego. O ile walki o piłkę, o kreowanie otwartych pozycji nie można odmówić, o tyle skuteczność pozostawała do życzenia. To mściło się w najgorszy możliwy sposób. Na minutę przed końcem kwarty hala na Bemowie wręcz kipiała od emocji. Gospodarze powalczyli pod własnym koszem, co przyniosło pozytywne efekty na atakowanej tablicy. Już tylko cztery punkty różnicy i nadzieja odżyła na nowo. Jednak Jakub Szumert zaakcentował na koniec swą obecność dokładając punkt dla swojej ekipy. 62-67 na tablicy przed decydującą częścią gry.
“LEGIA WARSZAWA!” na stojąco. Cała hala. Gdy legioniści nie pozwolili wykorzystać próby Chavaughna Lewisa i mogli patrzeć jak Jayvon Graves ładuje piłkę efektownym wsadem! Dominic Brewton? Dwa celne osobiste. Mało? Graves do Race’a Thompsona, który z trudnej pozycji trafia z faulem spod kosza. 68-67! “LEGIA WARSZAWA!!!”. Początek gospodarzy najlepszy z możliwych! Energia z trybun w sposób transcendencjalny przelewała się na zawodników. Graves, który nie imponował przez pierwsze pół godziny meczu, teraz był liderem pełną gębą. 2000 kibiców i 5 wojowników w jednym rytmie. Krok po kroku, konsekwentnie. Punkty Brewtona przy odpowiedzi Krzysztofa Sulimy, ale wynik na tablicy nie pozostawiał złudzeń. 78-71 dla gospodarzy na pięć minut przed końcem zawodów. Cisza w sektorze zajmowanym przez fanów z Zielonej Góry. Piękny dźwięk.
Arkadiusz Miłoszewski nie mógł tak tego zostawić. Tylko cóż z tego, gdy jego zespół złapał komplet fauli. Race Thompson połowicznie wykorzystał ten przywilej i było +8 pkt. To była droga, żeby powiększać przewagę. Ręka nie drżała Brewtonowi, który szedł po swoje mając 21 pkt. i 8 zbiórek na cztery minut przed końcem zawodów. Piękne sceny oglądali kibice w Warszawie widząc jak pędzący przez trzy kwarty ekspres Zastalu teraz złapał postój na dworcu w Kutnie. Maughmer dał sygnał kolegą, że mogą dalej ruszać, ale gospodarze przedłużali rozgrywanie akcji faulami, których mieli w zapasie. 81-73 na 120 sekundy do końca pojedynku. Oczywiście to nie mógł być koniec emocji. Szumet z osobistych. Pudło Pluty. Punkty Dwighta Wilsona i przewaga zmalała do 4 pkt. na minutę przed końcem. Legia wybroniła akcję, żeby po spudłowanych próbach zebrać piłki pod atakowanym koszem. To musiało skończyć się osobistymi Ponsara. Francuz stanął na linii i… trafił raz. 22 sekundy i 82-77. “Gdybym jeszcze raz, miał urodzić się…” śpiewali kibice, gdy Zastal miał piłkę z boku. Cartier dostaje piłkę i… trafia zza łuku. Zapowiadało się trwające wieczność 12,8 sekundy. Jayvon Graves był bezbłędny na linii rzutów osobistych przez cały mecz (6/6). I taki pozostał w decydującym momencie! 84-80!
Legia wychodzi na prowadzenie 3-2. Czy może być spokojna w piątkowy wieczór? Można być pewnym, że nie. Co nie zmienia faktu, że do obrony mistrzowskiego tytułu potrzebuje tylko jednego zwycięstwa. Jednego.
PLK: Legia Warszawa 84-80 Zastal Zielona Góra
Kwarty: 17-26, 23-22, 22-19, 22-13
Legia Warszawa
| nr | zawodnik | minuty | punkty | rzuty z akcji | za 2 punkty | za 3 punkty | za 1 punkt | zbiórki | asysty | faule |
|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|
| 0 * | J. Graves | 30:12 | 13 | 2/7 (28%) | 1/4 (25%) | 1/3 (33%) | 8/8 (100%) | 2 | 3 | 2 |
| 1 | B. Czapla | 0:00 | 0 | 0 | 0 | 0 | ||||
| 3 * | A. Pluta | 29:45 | 7 | 1/9 (11%) | 0/2 (0%) | 1/7 (14%) | 4/6 (66%) | 1 | 5 | 3 |
| 5 | W. Tomaszewski | 0:00 | 0 | 0 | 0 | 0 | ||||
| 7 | D. Brewton Iii | 27:06 | 21 | 6/12 (50%) | 4/6 (66%) | 2/6 (33%) | 7/8 (87%) | 9 | 2 | 0 |
| 12 | W. Jasiewicz | 0:00 | 0 | 0 | 0 | 0 | ||||
| 13 | M. Tass | 5:41 | 0 | 0/1 (0%) | 0/1 (0%) | 0 | 0 | 0 | ||
| 23 * | M. Kolenda | 25:17 | 10 | 4/7 (57%) | 2/2 (100%) | 2/5 (40%) | 4 | 2 | 3 | |
| 25 | R. Thompson | 23:06 | 11 | 4/7 (57%) | 4/5 (80%) | 0/2 (0%) | 3/7 (42%) | 5 | 0 | 2 |
| 32 | M. Wilczek | 7:47 | 2 | 1/1 (100%) | 1/1 (100%) | 1 | 1 | 2 | ||
| 40 * | S. Hunter | 27:56 | 12 | 5/10 (50%) | 5/10 (50%) | 2/4 (50%) | 8 | 2 | 3 | |
| 42 * | C. Ponsar | 23:10 | 8 | 2/6 (33%) | 2/3 (66%) | 0/3 (0%) | 4/7 (57%) | 7 | 2 | 4 |
| Suma | 84 | 25/60 (41%) | 19/34 (55%) | 6/26 (23%) | 28/40 (70%) | 41 | 17 | 19 |
Trener: Heiko Rannula
Zastal Zielona Góra
| nr | zawodnik | minuty | punkty | rzuty z akcji | za 2 punkty | za 3 punkty | za 1 punkt | zbiórki | asysty | faule |
|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|---|
| 0 * | C. Garrison | 30:23 | 6 | 2/6 (33%) | 0/1 (0%) | 2/5 (40%) | 3 | 5 | 3 | |
| 3 * | A. Mazurczak | 33:50 | 4 | 1/5 (20%) | 1/3 (33%) | 0/2 (0%) | 2/2 (100%) | 5 | 4 | 3 |
| 4 | D. Wilson Iii | 18:23 | 10 | 4/7 (57%) | 4/7 (57%) | 2/2 (100%) | 7 | 1 | 0 | |
| 6 | M. Majewski | 0:00 | 0 | 0 | 0 | 0 | ||||
| 7 * | K. Sulima | 14:58 | 7 | 3/3 (100%) | 3/3 (100%) | 1/1 (100%) | 2 | 1 | 4 | |
| 8 | F. Matczak | 7:22 | 0 | 2 | 0 | 2 | ||||
| 10 | P. Fayne | 4:01 | 0 | 0/1 (0%) | 0/1 (0%) | 0 | 1 | 5 | ||
| 12 | P. Cartier | 16:16 | 12 | 4/10 (40%) | 1/4 (25%) | 3/6 (50%) | 1/1 (100%) | 4 | 1 | 3 |
| 13 * | J. Szumert | 26:06 | 21 | 7/12 (58%) | 5/8 (62%) | 2/4 (50%) | 5/7 (71%) | 3 | 2 | 5 |
| 32 * | J. Maughmer | 28:55 | 14 | 5/11 (45%) | 3/6 (50%) | 2/5 (40%) | 2/2 (100%) | 4 | 2 | 1 |
| 40 | C. Lewis | 19:47 | 6 | 2/8 (25%) | 2/6 (33%) | 0/2 (0%) | 2/2 (100%) | 1 | 1 | 0 |
| 77 | M. Woroniecki | 0:00 | 0 | 0 | 0 | 0 | ||||
| Suma | 80 | 28/63 (44%) | 19/39 (48%) | 9/24 (37%) | 15/17 (88%) | 37 | 18 | 26 |
Trener: Arkadiusz Miłoszewski
Komisarz: Wojciech Imiołek
Sędziowie: Wojciech Liszka, Dariusz Zapolski, Tomasz Langowski
