Koszykarze Legii Warszawa są o krok od mistrzostwa Polski! Po niezwykle dramatycznym spotkaniu podopieczni Heiko Rannuli pokonali Zastal Zielona Góra i w finałowej rywalizacji prowadzą już 3-2. Na gorąco po meczu estoński szkoleniowiec ocenił postawę swoich zawodników, wskazał kluczowych graczy, odniósł się do niesamowitego wsparcia z trybun oraz zdradził jakim środkiem transportu „Zieloni Kanonierzy” udadzą się na szósty mecz, który już w piątek.
Rannula: Czułem, że to nie będzie łatwy dzień
"Zastal zagrał perfekcyjnie, ale przepchnęliśmy ten mecz"
– To było trochę zbyt nerwowe i ciasne spotkanie, ale jestem naprawdę dumny z chłopaków za to, co pokazali w drugiej połowie. Rywale zmieniali rotację, rzucali nowe nazwiska. Zielona Góra w pierwszej połowie zagrała niemal perfekcyjnie. Byli bardzo dobrzy w każdym elemencie koszykarskiego rzemiosła. Z naszej perspektywy – walczyliśmy niesamowicie ciężko. Graliśmy we własnej hali, a po dwudziestu prostych layupach nie dostawaliśmy rzutów wolnych, musieliśmy wyszarpać każdą akcję w pojedynkach jeden na jeden. Tak to z boku wyglądało.
– Choć w pierwszej połowie nie wyglądało to najlepiej, potrafiliśmy przepchnąć ten mecz i wydrzeć zwycięstwo. W drugiej połowie cała drużyna pokazała charakter. Race Thompson miał kluczowy moment w tym spotkaniu. Również zaliczył serię, która zdeterminowała końcowy rezultat. Przełamał ten ogromny ciężar emocjonalny i energetyczny, obracając go na naszą korzyść. Jestem niezwykle dumny, zwłaszcza w kontekście tego, jak ciężko układał się ten mecz na początku.
"Kibice dali nam skrzydła"
– Wielkie słowa uznania i podziękowania należą się naszym kibicom. Byli z nami w najtrudniejszych momentach. Kiedy trybuny żyją i niosą nas swoim dopingiem, natychmiast wracamy do gry i potrafimy odwrócić losy spotkania. Dzisiaj poczuliśmy, jakby kibice doprawili nam skrzydła. Dzięki temu polecieliśmy prosto po wygraną.
– Pamiętajmy jednak, że to wciąż tylko jeden krok. Przed nami jeszcze ta ostatnia, najważniejsza walka. Musimy podejść do sprawy realistycznie i być w stu procentach gotowi na kolejne ciężkie starcie. Przygotowujemy się na bardzo trudną bitwę.
Przeczucie trenera i poranne treningi
– Niektóre rzeczy musisz po prostu czuć podskórnie, to nieodłączna część tej pracy. Musisz je przewidywać. Nawet dzień przed meczem masz już jakieś wewnętrzne przeczucia. Znam już tych chłopaków bardzo dobrze. Powtarzałem im już z pięć czy sześć razy, że niektóre z naszych porannych treningów nie wyglądają dobrze. Brakuje wtedy komunikacji, nie jesteśmy odpowiednio skoncentrowani.
– Oczywiście jako trener robisz wtedy wszystko, co w twojej mocy, aby to zmienić i ich zmotywować. Sam byłem zawodnikiem i wiem, jak to działa – czasem po kiepskim porannym treningu wracasz do domu, ucinasz sobie drzemkę, zjesz coś i na wieczorny mecz wychodzisz całkowicie odmieniony. Taka specyfika leży w dużej mierze po stronie samych koszykarzy i to oni mają nad tym kontrolę. Jako trener nie na wszystko masz bezpośredni wpływ. To po prostu element mojej pracy, nie ma w tym żadnej wielkiej magii.
Do Zielonej Góry w stylu old school
Trener rywali wspomniał, że jego zespół na spotkania udaje się samolotem, co daje im pewną przewagę. Czy wy do Zielonej Góry jedziecie autobusem?
– Old school. My jedziemy autobusem.
