Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Nasz wywiad

Kovacik: Wierzę w siebie i chcę to udowodnić

piątek, 17 lipca 2026 10:00
Kovacik:  Wierzę w siebie i chcę to udowodnić
Samuel Kovacik | fot. Mishka / Legionisci.com
Legionisci.com
WoytekLegionisci.com
8

Dwa i pół roku temu trafiał do Warszawy jako skromny, świetnie wychowany chłopak z akademii MŠK Žilina. Dziś Samuel Kovacik ma już za sobą debiutanckie minuty w Ekstraklasie, kapitalne występy w Młodzieżowej Lidze Mistrzów przeciwko Fiorentinie oraz drugi obóz przygotowawczy z pierwszym zespołem. W rozmowie z Legionisci.com opowiada o kulisach rozstania ze Słowacją, adaptacji do wymagań sztabu szkoleniowego, relacjach w szatni oraz twardej deklaracji: nie interesuje go wypożyczenie.

Trafiłeś do Legii Warszawa w 2024 roku. Grałeś w Centralnej Lidze Juniorów, zdobyłeś z drużyną mistrzostwo Polski, zbierałeś świetne recenzje w Lidze Młodzieżowej UEFA, a teraz na stałe trenujesz i grasz w pierwszym zespole. Można powiedzieć, że Twoja kariera przy Łazienkowskiej przebiega modelowo.
Samuel Kovacik:
- Myślę, że tak. Kiedy tutaj przychodziłem, dyrektor i sztab pokazali mi jasny plan na mój rozwój. Na razie konsekwentnie się go trzymamy, nie zbaczamy z drogi i wszystko idzie w dobrym kierunku.

Jesienią grałeś sporo w rezerwach. Jak wspominasz tamten czas? To był dla Ciebie duży przeskok?
– To był naprawdę bardzo duży krok. Cieszę się, że udało mi się wtedy zrobić taki postęp i pokazać z dobrej strony w UEFA Youth League. Te mecze były świetną przygodą, ale też ogromnym wyzwaniem. Nie było łatwo grać przeciwko takiej marce jak Fiorentina. Bramki, które wtedy zdobyłem, to nie była tylko moja zasługa, ale efekt pracy całego zespołu.

Świętowałeś potem z chłopakami z rezerw sukcesy na koniec sezonu, w które też włożyłeś swoją cegiełkę?
– Niestety nie miałem na to czasu. Mój kalendarz był już mocno napięty przez obowiązki w pierwszej drużynie, więc po prostu zabrakło wolnej chwili, żeby z nimi usiąść i poświętować.

 

Chciałbym zapytać o Twoje odejście z MŠK Žilina. Kiedy opuszczałeś Słowację, w mediach pojawiały się różne głosy. Jak to wtedy wyglądało z Twojej perspektywy? Wybuchła tam jakaś afera?
– Było trochę zamieszania, ale ogólnie nie chciałbym już do tego wracać i wyciągać szczegółów. To był dla mnie ciężki moment, tak się po prostu wydarzyło. Dyrektor sportowy Żyliny wypowiedział wtedy w mediach słowa, które naprawdę nie były fajne z jego strony. Uważam, że mógł sobie to odpuścić. Ale trudno – to już przeszłość, stało się. Ja patrzę na to tak, że wykonałem wtedy bardzo odważny krok w moim życiu i karierze. Miałem zaledwie 16 lat, zostawiłem rodzinę i wyjechałem do obcego kraju. Z perspektywy czasu widzę, że to poszło w dobrą stronę. W Polsce bardzo mi się podoba, a poziom piłki nożnej jest tutaj zdecydowanie wyższy niż na Słowacji. Wszystko jest super.

Miałeś dużo obaw przed wyjazdem? Słowacja nie leży daleko, ale to jednak nowe środowisko i inny język.
– Najbardziej obawiałem się właśnie bariery językowej. Na szczęście bardzo szybko opanowałem polski, błyskawicznie się przyzwyczaiłem. Na początku, przez pierwszy tydzień czy dwa, w głowie pojawiały się jakieś drobne obawy, to naturalne. Teraz jednak czuję się w Polsce jak w domu.

Marek Śledź opowiadał jakiś czas temu o Tobie w samych superlatywach. Podkreślał, że jesteś niezwykle skromny, dobrze wychowany, sam przychodzisz na klubową stołówkę i pomagasz paniom w sprzątaniu. Takie wartości wyniosłeś z domu rodzinnego?
– Tak, to stuprocentowa zasługa moich rodziców. Rodzina bardzo dobrze mnie wychowała i muszę z tego miejsca mocno podziękować mamie oraz tacie. Opiekowali się mną wspaniale i nauczyli mnie szacunku do starszych oraz do pracy innych ludzi. Sam z siebie, jako dzieciak, pewnie bym na to nie wpadł. Cieszę się, że dostałem taką lekcję życia w domu.

zgrupowanie adidas Herzogenaurach sparing Legia Warszawa - Bayern Monachium II Samuel Kovacik
fot. Woytek / Legionisci.com

Koledzy z szatni też to zauważają? Mówią: „Fajny, skromny chłopak”?
– Myślę, że tak (śmiech). Odbieram sygnały, że jestem dobrze postrzegany w grupie.

Przeskok między piłką juniorską a seniorską ekstraklasą, który dokonał się u Ciebie w ciągu ostatnich sześciu miesięcy, był mocno odczuwalny?
– Bardzo odczuwalny. Moja aklimatyzacja w „jedynce” wymagała czasu. Na początku było naprawdę trudno, ponieważ w seniorskiej piłce wszystko dzieje się dwa razy szybciej, a zawodnicy są silniejsi fizycznie. Było ciężko, ale myślę, że na ten moment daję sobie radę. Jeśli będę dalej tak ciężko pracował, to może to pójść w bardzo dobrym kierunku.

Jesteś zawodnikiem, który uwielbia mieć piłkę przy nodze i szuka pojedynków. W dorosłej piłce tego czasu i przestrzeni jest chyba znacznie mniej?
– Jest dużo mniej, to prawda. Ale kiedy już dostaję piłkę, to staram się grać tak, aby kibice na trybunach dobrze się bawili. Gra w piłkę sprawia mi ogromną radość. Sam uwielbiam oglądać wielkich piłkarzy, jak na przykład Neymar czy inni wirtuozi. Kiedy patrzę na ich styl, to jest to dla mnie czysta przyjemność. Sam chciałbym dawać ludziom podobne emocje.

Masz na koncie cztery występy w pierwszym zespole Legii. Wchodziłeś na boisko w kryzysowych momentach – z Arką Gdynia przy stanie 0-2, gdzie rzutem na taśmę uratowaliście remis, oraz z Lechem Poznań, gdy przegrywaliście 0-4 i graliście w osłabieniu. Byłeś zaskoczony, że trener wrzuca Cię na głęboką wodę w takich momentach?
– Szczerze mówiąc, nie byłem zaskoczony. W starciu z Arką, kiedy debiutowałem, dużą rolę odegrała nagła kontuzja Pawła Wszołka. Nie było czasu na myślenie. Byłem po prostu gotowy, wszedłem na boisko i starałem się pomóc zespołowi, żeby wyszarpać tam jakikolwiek punkt. Udało się doprowadzić do remisu. Z kolei mecz z Lechem Poznań, mimo fatalnego wyniku, bardzo pomógł mi pod względem mentalnym. Pełny stadion, ogromna presja, to był mój pierwszy klasyk. Musieliśmy dużo bronić w dziesiątkę. To była dla mnie przyspieszona lekcja dojrzałości, która dała mi bardzo dużo pewności siebie.

Sparing Legia Warszawa - AS Trencin Samuel Kovacik,mecz-3637
fot. Woytek / Legionisci.com

Rozegrałeś nieco ponad 100 minut w Ekstraklasie, ale bywały tygodnie, kiedy nie grałeś też w rezerwach. Nie pojawiała się w Tobie sportowa złość, że tego grania jest na razie tak mało?
– Nie, nie byłem zły. Staram się być cierpliwy i spokojnie czekać na swój moment. Uważam, że kiedy młody zawodnik zaczyna się obrażać na swoją sytuację, to nigdy nie przynosi to niczego dobrego. To po prostu nieakceptowalne. Zamiast fochów, musisz wyjść na trening, udowodnić swoją wartość i pokazać trenerowi, że zasługujesz na grę. Będę konsekwentnie robił to, co do tej pory: ciężko pracował i czekał na swoje chwile.

Opinie kibiców i ekspertów na Twój temat można podzielić na dwie grupy. Pesymiści powiedzą, że ostatnie pół roku to trochę stracony czas, bo mało grałeś w oficjalnych meczach. Optymiści odpowiedzą: chłopak poznał wymagania, zasady taktyczne, okrzepł w dorosłej szatni i zaraz odpali. Która opinia jest bliższa Tobie?
– Zdecydowanie ta druga. Tak jak mówiłem, obrażanie się na rzeczywistość do niczego nie prowadzi. Jeśli człowiek akceptuje fakt, że musi się najpierw dostosować do nowych realiów, to zaczyna się rozwijać. Wcześniej nie pracowałem z seniorami na takim poziomie. To nie jest takie proste, żeby wejść z marszu do pierwszego zespołu Legii i grać od razu wszystko od deski do deski. Najważniejsza jest pokora i codzienna, twarda praca. Krok po kroku.

Obserwując Wasze treningi, widać, że trener bardzo często bierze Cię na bok, rozmawia z Tobą i tłumaczy poszczególne elementy. Na co sztab zwraca Ci największą uwagę? Czego od Ciebie wymagają, żebyś grał więcej?
– Trener najwięcej rozmawia ze mną o zadaniach defensywnych. Pomaga mi w organizacji gry w obronie, poruszaniu się w niskim bloku oraz w pressingu wysokim. Pokazuje mi, jak mam się zachowywać w konkretnych sektorach boiska, gdzie dokręcić rywala, jak skasować akcję. Analizujemy też fazę ataku. Gdy w prosty sposób stracę piłkę, trener tłumaczy mi, jak on widzi tę sytuację, jak powinienem rozegrać to mądrzej i spokojniej.

Można powiedzieć, że po tym wprowadzającym półroczu jesteś już w pełni gotowy do realizacji tych założeń? Wiesz już, czego unikać na boisku?
– Oczywiście, że wiem, co robić, a jakich błędów unikać. Na tym poziomie trzeba być jednak cały czas maksymalnie skoncentrowanym, świetnie zorganizowanym i zdeterminowanym w każdej sekundzie meczu. Przenoszę to też na treningi. Mam jedną prostą zasadę, którą zawsze powtarzam: jak trenujesz, tak potem grasz. Na każdym treningu daję z siebie absolutnego maksa.

Poza sztabem szkoleniowym, kto w szatni wyciąga do Ciebie pomocną dłoń i podpowiada najwięcej?
– Ogólnie mam bardzo dobre relacje z całą drużyną, ale to ci najbardziej doświadczeni, starsi zawodnicy pomagają mi najmocniej. Oni doskonale rozumieją tę grę, zjedli zęby na dorosłej piłce. Na mojej stronie boiska najwięcej podpowiada mi i pomaga Kamil Piątkowski. Czuję jego wsparcie.

Do drużyny dołączyło teraz sporo nowych zawodników, ale to Ty, mimo młodego wieku, masz już większy staż w szatni od niektórych z nich. Czy to oznacza, że teraz to Ty musisz pomagać nowym w aklimatyzacji?
– Staram się pomagać. Jeśli coś już tutaj przeżyłem, poznałem klub od środka i wiem, jak funkcjonują pewne mechanizmy, to chętnie przekazuję tę wiedzę jeszcze młodszym chłopakom lub nowym zawodnikom. Na tym zgrupowaniu była spora grupa młodzieży, która potrzebuje takiego wsparcia. Słyszałem, że kiedyś w piłce bywało tak, że starsi niechętnie pomagali młodym. U nas na szczęście jest zupełnie inaczej. Doświadczeni gracze dają nam duży komfort i to jest super, bo wejście do takiego klubu jak Legia to dla nastolatka bardzo trudny moment.

zgrupowanie trening Herzogenaurach Marek Papszun Erik MIkanowicz Samuel Kovacik
fot. Woytek / Legionisci.com

Rozmawiałeś już ze swoim menedżerem o planach na najbliższe miesiące? Pojawiał się w tych dyskusjach temat ewentualnego wypożyczenia, żeby łapać regularne minuty w teoretycznie słabszym klubie?
– Nie, w ogóle o tym nie myślimy. Mój cel jest jeden i jest bardzo jasny: chcę tutaj, w Warszawie, udowodnić wszystkim, że jestem zawodnikiem, który ma jakość, by grać w pierwszym składzie Legii. Zrobię absolutnie wszystko, żeby to osiągnąć.

Przed Tobą jednak trudne zadanie. Mecze w Ekstraklasie i walka o mistrzostwo wymagają stabilizacji, a u trenera młodzi zawodnicy nie dostają minut za darmo, z urzędu. Musisz być na treningach wyraźnie lepszy od starszych, bardziej doświadczonych konkurentów.
– Doskonale to odbieram i zdaję sobie z tego sprawę. Wiem, jak to działa. Wszystko zależy wyłącznie ode mnie. Jeśli będę skrupulatnie wypełniał wszystkie zadania taktyczne, realizował to, czego oczekuje ode mnie sztab, i poprę to ciężką pracą, to szansa na grę na pewno się pojawi. Kluczem jest to, żeby się nigdy nie poddawać, nie pękać i robić swoje.

Czyli podsumowując: będzie cholernie ciężko, ale to nie jest misja niemożliwa i mocno wierzysz w swoje umiejętności?
– Dokładnie tak. Wierzę w siebie i wiem, po co tu jestem.

Rozmawiał Woytek

Podaj ten news dalej:
Komentarze (8)
Zdobywaj rangiWłasny awatar i profilZarezerwuj swój nick
lub komentuj jako gość