Po wtorkowym meczu Legii w Bełchatowie, na dziennikarskiej giełdzie pojawiły się nazwiska piłkarzy, którzy wzmocnić mogą warszawski klub w zimowym okienku transferowym. Na pierwszym miejscu wymieniany był Dawid Nowak z Bełchatowa. Jego nazwisko przewija się zresztą niemal co pół roku, gdy mowa jest o ewentualnych przenosinach piłkarza do Warszawy.
Zimą w Legii nie będzie zakupów
Sam 24-letni zawodnik dolał oliwy do ognia, mówiąc, że Bełchatów nie jest to jego końcowa stacja w piłkarskiej karierze. - Niekoniecznie chciałbym tu grać jeszcze przez półtora roku [czyli do końca kontraktu - red.] - stwierdził Nowak po wtorkowym spotkaniu.
Mówi się, że w kolejce po niego stoją Wisła Kraków i właśnie Legia, ale oba kluby wymienia się raczej z przyzwyczajenia. Szansa na to, że Nowak albo jakikolwiek inny czołowy zawodnik polskiej ligi wyląduje zimą w stolicy, są bardzo małe.
Już kilka tygodni temu prezes Legii Warszawa Leszek Miklas powiedział w wywiadzie dla "Polska The Times", że nie należy spodziewać się żadnych spektakularnych zakupów. - Legia ma w tej chwili wystarczający potencjał i rezerwy, by walczyć o mistrzostwo kraju - stwierdził Miklas.
- Wiem o tym, że nie ma co liczyć na żadne zakupy. Może przyjdzie do nas jeden, może dwóch zawodników, którym skończy się kontrakt z poprzednim klubem - przyznaje trener Urban.
Zatem jak opiekun stołecznej Legii zamierza rozwiązać problem słabej skuteczności pomocników i pozostałych napastników? Problem, o którym mówił zresztą już w ubiegłym sezonie.
- Moja w tym głowa, by doprowadzić ich do odpowiedniej formy - odpowiada wymijająco.
Wygląda więc na to, że Urbana i jego podopiecznych czeka naprawdę wyjątkowo pracowita zima.