W pełnym kontrastów sezonie 2025/26 runda wiosenna była jego zdecydowanie bardziej pozytywną częścią. "Wojskowi" wchodzili w nią z nowym sztabem szkoleniowym i stonowanymi nadziejami na lepsze. Choć pierwsze tygodnie nie napawały szczególnymi nadziejami, z czasem legioniści zaczęli osiągać coraz lepsze wyniki, a ich gra momentami przypominała oczekiwany poziom.
Wiosna w Warszawie była zdecydowanie bardziej spokojna i mniej intensywna. Przez fatalną postawę w pierwszej części sezonu i szybkie pożegnanie się z rozgrywkami pucharowymi, Legia rywalizowała tylko na jednym froncie. Warszawiacy mieli więc przed sobą tylko 16 meczów, które miały uratować ich byt w Ekstraklasie. Wejście w nowy rok w ich wykonaniu nie było jednak udane. Legioniści przegrali na inaugurację z Koroną Kielce, a w następnych dwóch kolejkach podzielili się punktami z Arką Gdynia i GKS-em Katowice, przedłużając tym samym serię ligowych meczów bez zwycięstwa do 11 spotkań. Meczami w Gdyni i Katowicach stołeczny zespół zaczął jednak budować inną, pozytywną passę. Wliczając wspomniane spotkania, legioniści nie zaznali smaku porażki w 10 kolejnych meczach. Podopiecznym trenera Marka Papszuna brakowało jednak zwycięstw, przez co nie mogli odskoczyć od strefy spadkowej, a wysoka porażka z Lechem Poznań jeszcze pogorszyła ich sytuację. Nie zabiła ona jednak ducha drużyny. Legia wygrała we wszystkich z czterech ostatnich pojedynków i zamiast drżeć o utrzymanie do końca, miała nawet szansę powalczyć o europejskie puchary w przyszłym sezonie. Ostatecznie więc warszawska drużyna zanotowała wiosną 8 zwycięstw, 6 remisów i jedynie 2 porażki, punktując ze średnią prawie 1,9 punktu na mecz.
Po każdym z 16 spotkań rozegranych na wiosnę wystawialiśmy zawodnikom stołecznej drużyny "Plusy i minusy". Największą liczbę plusów od naszej redakcji otrzymał Juergen Elitim, który uzyskał także najlepszą średnią procentową pozytywnych występów w tej rundzie. Kolumbijczyk został oceniony przez nas korzystnie w 8 z 14 rozegranych spotkań i został "Plusem" rundy wiosennej.
Najwięcej wiosennych plusów:
1. Juergen Elitim - 8 (14 meczów, ok. 57% pozytywnych występów)
2. Rafał Adamski - 7 (13 meczów, ok. 54% pozytywnych występów)
3. Patryk Kun i Radovan Pankov - 6 (13 i 14 meczów, ok. 46% i ok. 43% pozytywnych występów)
Pomocnik od samego początku rundy stanowił integralną część zespołu budowanego przez trenera Papszuna. Opuścił wiosną tylko dwa spotkania z powodu drobnego urazu. W wyjściowym składzie wybiegał za to w 13 spotkaniach i zagrał w nich od deski do deski. Regularność oraz utrzymywanie wysokiej intensywności gry sprawiły, że bardzo szybko potwierdził, iż jest jednym z kluczowych ogniw środka pola. W większości tych meczów wyznaczał naprawdę wysoki poziom, pomagając drużynie w przejęciu kontroli w środkowej tercji boiska. Przede wszystkim dobrze odnajdywał się w fazie budowania akcji. Dzięki swojej mobilności i umiejętności gry pod presją często przyspieszał tempo rozegrania, a jego decyzje podejmowane w kluczowych momentach pozwalały zespołowi utrzymywać płynność ataku. Przez całą rundę udało mu się zanotować wiele kluczowych podań, które skutkowały rozwinięciem skrzydeł i wieloma skutecznymi atakami. Kolumbijczyk imponował jeszcze w innych elementach. Został cofnięty przez trenera Papszuna nieco niżej, grał bardziej defensywnie, na teoretycznie mniej naturalnej dla siebie pozycji. Potrafił jednak właściwie balansować między zabezpieczaniem defensywy a wspieraniem ofensywy, przez co był niezwykle cennym elementem struktury drużyny. Kolumbijczyk dobrze odnalazł się w nowym ustawieniu, a z bardziej intensywnych zadań obronnych wywiązywał się bez większych zarzutów - dobrze reagował po stracie piłki, imponował agresją w odbiorze oraz odpowiednim ustawieniem. Elitim nie unikał odpowiedzialności i wielokrotnie brał na siebie ciężar organizowania gry, będąc prawdziwym liderem zespołu. Sztab szkoleniowy mógł liczyć na jego powtarzalność, a partnerzy często korzystali z jego spokoju oraz umiejętności i techniki. Rundę zakończył również z jednym trafieniem i trzema asystami na koncie. Był oceniany przez nas pozytywnie, a na negatywne wyróżnienie naraził się tylko raz, notując drugą najniższą średnią minusów ze wszystkich zawodników Legii, którzy zagrali w większej liczbie spotkań. Naprawdę szkoda, że Elitim po tym sezonie pożegnał się z warszawskim klubem i nie będzie dłużej pokazywać swoich umiejętności przy Łazienkowskiej. Jego strata może wyraźnie wpłynąć na zespół.
Na drugim miejscu naszej klasyfikacji "Plusów i minusów" po rundzie wiosennej znalazł się bohater jednego z najbardziej nieoczywistych zimowych transferów w całej lidze - Rafał Adamski. Atakujący po udanej pierwszej części sezonu na boiskach I ligi w barwach Pogoni Grodzisk Mazowiecki otrzymał kolejną szansę na występy w Ekstraklasie, w której wcześniej nie potrafił zaistnieć. Wydawało się jednak, że również do Legii przychodzi z potrzeby chwili, raczej w roli zawodnika rotacyjnego. Rzeczywistość okazała się jednak inna, zdecydowanie bardziej pozytywna dla 24-letniego zawodnika. Napastnik zaliczył świetny debiut w spotkaniu z Wisłą Płock, okraszony jednym z trafień zapewniających pierwsze ligowe zwycięstwo dla warszawskiej drużyny od kilku miesięcy. Dobra dyspozycja od początku pobytu w klubie pozwoliła mu szybko wywalczyć swoje miejsce w wyjściowym składzie, choć w większości spotkań nie na szpicy, a bardziej z boku boiska. Mimo okazałych warunków fizycznych, prezentował nie tylko dużą siłę i skuteczność w pojedynkach z przeciwnikami. Był także zawodnikiem przebojowym, potrafiącym zrobić różnicę z piłką przy nodze. W większości swoich występów prezentował dużą aktywność, chęć do gry i umiejętności, które potrafiły zapewnić Legii znaczące korzyści. Był ważnym elementem nie tylko w kontekście wykończenia, ale przede wszystkim budowania i przyspieszenia akcji. Adamski dodał od siebie też parę ważnych "liczb". Atakujący zdobył łącznie 4 bramki i 2 asysty. Każdy mecz, w którym zyskiwał na indywidualnym dorobku, kończył się zwycięstwem warszawskiego zespołu, a w trzech spotkaniach jego trafienia były jedynymi. Gdyby nie wkład, umiejętności znalezienia się w odpowiednim miejscu i wykończenie Adamskiego, Legia mogłaby skończyć wiosnę ze znacznie mniejszym dorobkiem punktowym. Napastnik otrzymał od nas 7 pozytywnych ocen w 13 meczach i jest jednym z zaledwie dwóch zawodników, którzy w ponad połowie swoich występów zagrali na dobrym poziomie.

Na najniższym stopniu podium z 6 pozytywnymi notami znaleźli się Patryk Kun oraz Radovan Pankov. Lewy wahadłowy przed przyjściem do klubu trenera Papszuna był już jedną nogą poza klubem. Został praktycznie odsunięty od pierwszego zespołu - jesienią wystąpił tylko w 6 spotkaniach, a w znacznej większości był nawet poza kadrą meczową. Gdy do warszawskiego zespołu trafił nowy sztab, z którym Kun pracował już wcześniej przez parę lat w Rakowie Częstochowa, rywalizacja rozpoczęła się od nowa, a 31-latek otrzymał kolejną szansę. W regularnych występach pomogła mu także kontuzja Rubena Vinagre, która otworzyła mu drogę do wyjściowego składu. Kun na to miejsce pracował jednak również swoimi występami. Nie było widać po nim braku rytmu meczowego. Na boisku prezentował zaangażowanie, oddawał drużynie całe swoje serce. Braki piłkarskie nadrabiał swoją aktywnością, charakterem i walką o każdy centymetr boiska. W większości spotkań zapewniał zespołowi korzyści zarówno w ofensywie, jak i defensywie, nie schodząc poniżej pewnego poziomu. Kun wszedł do drużyny na nowo, stał się jednym z jego podstawowych elementów i dobrze prezentował się w swoich ostatnich miesiącach w warszawskim klubie.
Serbski defensor wiosną również złapał drugi oddech w barwach Legii. Choć pod koniec zeszłego roku został całkowicie odstawiony od gry, od początku rundy rewanżowej powrócił do regularnych występów i z jego osobą było budowane stabilnej trio defensywne przez następne tygodnie. Pankov opuścił wiosną tylko dwa spotkania, a aż w 13 wystąpił w wyjściowym składzie i w większości pozostawał na murawie do ostatniego gwizdka. Jego obecność wyraźnie wpłynęła na znaczną poprawę organizacji gry w defensywie Legii. Serb wniósł do linii obrony większy spokój, odpowiedzialność i agresję w pojedynkach, dzięki czemu zespół zdecydowanie lepiej radził sobie w bronieniu własnego pola karnego. W wielu spotkaniach imponował również koncentracją oraz umiejętnością przewidywania wydarzeń boiskowych, często przecinając akcje rywali jeszcze przed ich wejściem w najbardziej newralgiczne strefy. Pankov dawał zespołowi charakter, waleczność i zaangażowanie. Dobrze odnajdywał się także w rozegraniu od tyłu. Chętnie brał udział w budowaniu akcji, a jego pewność przy piłce pozwalała drużynie spokojniej wychodzić spod pressingu. W meczach o większej intensywności potrafił wziąć odpowiedzialność za kierowanie ustawieniem całego bloku defensywnego, co tylko podkreślało jego doświadczenie oraz i pozycję w obronie. Dobre i pewne występy pozwoliły mu dwukrotnie sięgnąć po miano naszego "Plusa miesiąca" - w marcu oraz kwietniu. Pankov niestety również pożegnał się już z warszawskim zespołem i będzie to naprawdę dużą stratą zarówno pod kątem sportowym, jak i mentalnym.

Pod kątem rundy wiosennej trzeba także wspomnieć o dyspozycji drugiego z zimowych nabytków Legii - Otto Hindricha. Rumuński golkiper początkowo przegrał rywalizację o miejsce w składzie z Kacprem Tobiaszem, jednak już po trzech meczach to on stanął między słupkami bramki Legii. Już od pierwszego występu widać było, że golkiper wniesie w szeregi defensywne mnóstwo spokoju i pewności, które Hindrich zapewniał już do końca rundy wiosennej. W wielu meczach jednak nie był często sprawdzany przez rywali. Miał dość mało pracy, choć zachowywał czujność przy nielicznych interwencjach i nie tracił dużej liczby bramek. To jednak nie pozwalało mu też uzyskać zbyt wielu ocen pozytywnych, gdyż jego wkład w wynik był zbyt mały. Szczególnie udana w jego wykonaniu była jednak końcówka sezonu. Rumun w paru meczach ratował warszawski zespół, stawał się jego bohaterem wykonując wiele interwencji ponad stan, wychodząc górą w bardzo ciężkich pojedynkach. Łącznie Hindrich zachował 6 czystych kont w 11 występach, a przez naszą redakcję został oceniony pozytywnie 5-krotnie. Golkiper jest jednak jedynym zawodnikiem Legii, który zagrał w większości spotkań w rundzie, a ani razu nie otrzymał noty negatywnej, co tylko pokazuje jego świetne wejście do zespołu.
Tyle samo pozytywnych ocen co Hindrich otrzymał od nas również Kamil Piątkowski. Obrońca rozegrał najwięcej meczów ze wszystkich ocenianych zawodników, występując we wszystkich spotkaniach rundy wiosennej, mimo że już od drugiego spotkania z Arką był zagrożony pauzą kartkową. Przez całą wiosnę Piątkowski prezentował jednak chwiejną formę. Przeplatał lepsze występy ze znacznie gorszymi momentami. Przez to plusa otrzymał tylko za nieco ponad 30% swoich występów. Całościowo jego dyspozycję w tym roku można ocenić jednak dość nieźle. Piątkowski dobrze wpasował się do trójki defensorów, stanowiąc jej trzon przez całą rundę. Poza skuteczną defensywą, obrońca miał również wyraźny wkład w ofensywę. Znacznie chętniej podłączał się do ataków, pokazywał do podań, wychodził na obieg i dochodził do momentów wykończenia akcji. Dzięki temu udało mu się zanotować 3 ostatnie podania, które przyczyniły się do solidnego punktowania.
Warto pochwalić również Kacpra Chodynę. Wiosną był najczęściej z grających prawych wahadłowych i jednym z pięciu zawodników, którzy przy dość regularnej grze zakończyli ponad 40% swoich występów z pozytywnymi ocenami. Pod wodzą trenera Papszuna Chodyna wrócił odmieniony, pokazał się z bardziej efektownej, ale przede wszystkim efektywnej strony i pokazał, że może jeszcze warto dać mu kolejną szansę i zaufać w kontekście kolejnego sezonu.

Najwięcej wiosennych minusów:
1. Mileta Rajović - 10 (15 meczów, ok. 67% negatywnych występów)
2. Ermal Krasniqi - 7 (12 meczów, ok. 58% negatywnych występów)
3. Rafał Augustyniak i Kacper Urbański - 6 (15 i 10 meczów, 40% i 60% negatywnych występów)
Najgorszym zawodnikiem rundy wiosennej w szeregach Legii nazwać można Miletę Rajovicia. Po słabym pierwszym pół roku w warszawskim klubie liczono, że trenerowi Papszunowi uda się odbudować duńskiego napastnika i wpłynąć na jego skuteczność. Tak się jednak nie stało, choć Rajović otrzymywał mnóstwo szans i był drugim najczęściej grającym legionistą. Napastnik od początku rundy zawodził praktycznie w każdym aspekcie gry. Przede wszystkim raził nieskutecznością, seryjnie marnując dogodne sytuacje i sprawiając wrażenie zawodnika pozbawionego pewności siebie pod bramką rywala. Wydawało się, że przełamanie nadejdzie po marcowej przerwie reprezentacyjnej. Duńczyk po powrocie na ligowe boiska zdobył dublet przeciwko Pogoń Szczecin, jednak, jak się później okazało, były to jego ostatnie trafienia w całym sezonie. Największym problemem nie był jednak sam brak "liczb", lecz ogólny wpływ na funkcjonowanie zespołu. Rajović nie potrafił wykorzystać swoich warunków fizycznych, regularnie przegrywając pojedynki z obrońcami i mając ogromne trudności z utrzymaniem piłki tyłem do bramki. Zarówno bez futbolówki, jak i w momentach gdy był przy piłce, wyglądał na ociężałego i spóźnionego względem tempa gry drużyny. Brakowało mu dynamiki, agresji w pressingu oraz odpowiedniego zaangażowania w działania całego zespołu. W wielu spotkaniach sprawiał wrażenie odciętego od gry, a jego obecność w wyjściowym składzie często nie przekładała się na jakiekolwiek korzyści dla ofensywy Legii. Napastnik zamiast pomagać zespołowi w budowaniu przewagi, często stawał się jej hamulcowym. Trudno było dostrzec element, w którym dawał Legii realną wartość. Przez to wszystko napastnik otrzymał od nas aż 10 minusów w 15 spotkaniach, notując zdecydowanie największą średnią negatywnych występów. Runda wiosenna tylko potwierdziła, że jego wykup był poważną wtopą, a Rajović nie ma w tym klubie większej przyszłości.
Podobnym niewypałem było sprowadzenie do klubu Ermala Krasniqiego. Skrzydłowy, wypożyczony do Legii ze Sparty Praga, wiosną wielokrotnie otrzymywał swoje szanse, jednak z tygodnia na tydzień udowadniał, że warszawski klub nie powinien sprowadzać go w swoje szeregi na stałe. W 12 występach w rundzie rewanżowej otrzymał od naszej redakcji aż 7 negatywnych ocen. Krasniqi miał być zawodnikiem, który wniesie do ofensywy Legii dynamikę, drybling i nieprzewidywalność na skrzydle, jednak w praktyce rzadko potrafił przełożyć swoje atuty na konkretne liczby lub realny wpływ na przebieg spotkań. Jesienią błysnął właściwie jedynie w końcówce meczu w Gdyni, notując dwie ważne asysty. I to właśnie było jego największym problemem - brak powtarzalności. Po pojedynczych przebłyskach szybko następowały dłuższe okresy bezproduktywnej gry, w których Kosowianin znikał z boiska i nie był w stanie zapewnić zespołowi żadnych korzyści. W sytuacjach, które miały otwierać drogę do stworzenia przewagi, często podejmował złe decyzje, spowalniał akcje lub tracił piłkę w prostych sytuacjach. Z czasem coraz trudniej było dostrzec argumenty przemawiające za jego dalszym wykorzystaniem w wyjściowym składzie. Brak stabilności formy sprawił, że nie zdołał wywalczyć sobie pewnej pozycji w rotacji, a jego występy czy wejścia z ławki najczęściej budziły ogromne rozczarowanie. Kosowianin wiosną zdecydowanie do siebie nie przekonał, a Legia pożegna się z nim bez większego żalu.

Równej formy nie potrafił utrzymać natomiast Rafał Augustyniak. Choć doświadczony zawodnik był czołową postacią defensywy i drugim zawodnikiem Legii z największą liczbą występów wraz z Rajoviciem, w wielu meczach zawodził, będąc przez nas oceniany negatywnie wiosną 6-krotnie. Były w jego wykonaniu mecze bardzo solidne, w których potrafił dawać drużynie spokój, odpowiednio ustawiać się w linii obrony i skutecznie zabezpieczać przestrzeń przed polem karnym. W takich momentach widać było jego doświadczenie oraz umiejętność czytania gry, które pozwalały Legii utrzymywać względną stabilność w tyłach. Jednocześnie jednak zbyt często zdarzały mu się błędy nieadekwatne do jego pozycji i stażu w drużynie. Pojawiały się niepewne interwencje, spóźnione wejścia w pojedynki oraz pomyłki w rozegraniu, które potrafiły napędzać groźne sytuacje dla rywali. W kilku meczach jego decyzje w prostych fazach budowania akcji zamiast uspokajać grę, wprowadzały niepotrzebne nerwy i niepokój. W efekcie obraz jego rundy był wyraźnie nierówny - od bardzo pewnych występów, po spotkania, w których brak stabilności rzutował na całą drużynę, a jego wahania formy były bardzo odczuwalne.
Jednym z największych rozczarowań tej rundy był Kacper Urbański. Choć pomocnik jest jeszcze młody, przychodził do Legii latem ze statusem gwiazdy. Nie spełnił pokładanych w nim oczekiwań jesienią, jednak szansa na odbudowę przyszła wraz z trenerem Papszunem. Zimowe przygotowania i sparingi, w których Urbański był czołową postacią, pokazywały, że rzeczywiście stać go na odmianę swojej sytuacji w zespole. 21-latek wywalczył miejsce w wyjściowym składzie na początku roku, jednak szybko je stracił. Jego gra była po prostu słaba. Zawodnik, który miał liderować w środku pola, odpowiadać za rozegranie i kreatywność zespołu, stał się graczem niewidocznym, schowanym za rywalami, będącym przez znaczne fragmenty spotkań poza grą. W dalszej części rundy wchodząc z ławki także nie zapewniał żadnych korzyści, nie wpływał na grę zespołu, a wręcz ją osłabiał. To spowodowało, że choć po koniec sezonu swoje szanse dostawało wielu młodych czy mniej grających graczy, Urbański ostatnie cztery mecze przesiedział na ławce rezerwowych. Ofensywny pomocnik otrzymał od nas aż 6 minusów w 10 występach, notując drugą najgorszą średnią w całym zespole. Jego pozycja w Legii jest naprawdę fatalna, a jak sam przyznał trener Papszun, brak zbudowania tego zawodnika w rundzie wiosennej jest jego największą porażką w tym sezonie.

O jedną negatywną notę mniej zainkasowali Wahan Biczachczjan oraz Bartosz Kapustka. Szczególnie źle wygląda to w przypadku Ormianina, dla którego minus przypadł w ponad połowie jego wiosennych występów. Ofensywny pomocnik od początku rundy był podstawowym elementem składu desygnowanego przez trenera Papszuna. Starał się grać efektownie, robić różnicę z piłką, co jednak mu się nie udawało. Swoją nieskuteczną indywidualnością, a wręcz narcyzmem, nie tylko nie zapewniał zespołowi korzyści, ale również niesamowicie irytował i narażał się na liczne straty, które napędzały przeciwników i osłabiały ofensywne zapędy Legii. Można było odnieść wrażenie, że jego styl gry momentami bardziej skupiał się na indywidualnym efekcie wizualnym, niż na realnej korzyści zespołowej. Właśnie to powodowało frustrację , zarówno w kontekście jego decyzji boiskowych, jak i braku stabilności w kluczowych fragmentach meczów. W konsekwencji zamiast być jednym z motorów napędowych w ataku, zbyt często stawał się zawodnikiem, który tę ofensywę spowalniał i destabilizował. W połowie kwietnia kontuzja wyeliminowała Biczachczjana z gry do końca sezonu.
Na pojedyncze problemy zdrowotne narzekał również drugi z wcześniej wymienionych zawodników. Jeden z kapitanów Legii zagrał w dwóch spotkaniach więcej od Biczachczjana, jednak zawiódł w takiej samej liczbie występów. Kapustka zamiast być liderem środka pola, często był jego hamulcowym. Od zawodnika z opaską kapitańską oczekiwano przede wszystkim stabilności, odpowiedzialności i umiejętności nadawania rytmu grze zespołu, tymczasem jego występy były nierówne i pozbawione wyraźnej ciągłości. W wielu spotkaniach brakowało mu dynamiki w działaniach bez piłki, a także jakości w podejmowaniu decyzji w kluczowych momentach. Zamiast uspokajać grę i organizować środek pola, często spowalniał akcje lub niepotrzebnie komplikował proste sytuacje. W efekcie jego obecność na boisku nie zawsze przekładała się na większą kontrolę nad meczem, czego oczekiwano od jednego z najdłużej związanych z Legią zawodników w kadrze, szczególnie w drużynie walczącej przez dłuższy czas o utrzymanie.
Poza tym, łącznie aż 11 zawodników stołecznej drużyny nie otrzymało od nas ani jednej oceny pozytywnej, notując przy tym minimum jedną notę negatywną. Wśród tych piłkarzy są tacy doświadczeni zawodnicy jak Paweł Wszołek, Arkadiusz Reca czy Artur Jędrzejczyk. Cała trójka czy to rozpoczynając mecz w pierwszym składzie, czy wchodząc z ławki raczej zawodziła. Podobnie wygląda to w przypadku Wojciecha Urbańskiego. Mimo że był on najczęściej grającym młodzieżowcem w barwach Legii, wielokrotnie grał z dużą bojaźnią i nie pokazywał pełni swoich możliwości, co przekładało się na słabą grę. To wszystko pokazuje, że mimo poprawy wyników i osiągnięcia wyniku ponad stan, biorąc pod uwagę punkt startowy rundy, spora część zawodników stołecznej drużyny nie prezentowała dobrej i przede wszystkim równej dyspozycji, a skład nie miał pełni stabilności.

Pełna klasyfikacja "Plusów i minusów" w rundzie wiosennej
Juergen Elitim - 8 / 1 (14 meczów, 1191 minut, ok. 57% pozytywnych i ok. 7% negatywnych ocen)
Rafał Adamski - 7 / 4 (13 meczów, 887 minut, ok. 54% pozytywnych i ok. 31% negatywnych ocen)
Patryk Kun - 6 / 3 (13 meczów, 1010 minut, ok. 46% pozytywnych i ok. 23% negatywnych ocen)
Radovan Pankov - 6 / 3 (14 meczów, 1191 minut, ok. 43% pozytywnych i ok. 21% negatywnych ocen)
Otto Hindrich - 5 (13 meczów, 1164 minuty, ok. 38% pozytywnych i brak negatywnych ocen)
Kamil Piątkowski - 5 / 4 (16 meczów, 1440 minut, ok. 31% pozytywnych i 25% negatywnych ocen)
Kacper Chodyna - 4 / 3 (10 meczów, 601 minut, 40% pozytywnych i 30% negatywnych ocen)
Damian Szymański - 3 / 1 (13 meczów, 899 minut, ok. 23% pozytywnych i ok. 8% negatywnych ocen)
Rafał Augustyniak - 3 / 6 (15 meczów, 1225 minut, 20% pozytywnych i 40% negatywnych ocen)
Antonio Čolak - 2 / 1 (6 meczów, 135 minut, ok. 33% pozytywnych i ok. 17% negatywnych ocen)
Jakub Żewłakow - 2 / 1 (5 meczów, 181 minut, 40% pozytywnych i 20% negatywnych ocen)
Mileta Rajović - 2 / 10 (15 meczów, 1005 minut, ok. 13% pozytywnych i ok. 67% negatywnych ocen)
Jan Leszczyński - 1 (4 mecze, 182 minuty, 25% pozytywnych i brak negatywnych ocen)
Steve Kapuadi - 1 / 1 (2 mecze, 133 minuty, 50% pozytywnych i negatywnych ocen)
Jean-Pierre Nsame - 1 / 1 (6 meczów, 374 minuty, ok. 17% pozytywnych i negatywnych ocen)
Bartosz Kapustka - 1 / 5 (11 meczów, 768 minut, ok. 9% pozytywnych i ok. 45% negatywnych ocen)
Samuel Kováčik - 1 (4 mecze, 106 minut, brak pozytywnych i 25% negatywnych ocen)
Petar Stojanović - 1 (1 mecz, 55 minut, brak pozytywnych i 100% negatywnych ocen)
Ruben Vinagre - 1 (3 mecze, 169 minut, brak pozytywnych i ok. 33% negatywnych ocen)
Artur Jędrzejczyk - 2 (7 meczów, 199 minut, brak pozytywnych i ok. 29% negatywnych ocen)
Arkadiusz Reca - 2 (10 meczów, 232 minuty, brak pozytywnych i 20% negatywnych ocen)
Kacper Tobiasz - 2 (4 mecze, 276 minut, brak pozytywnych i 50% negatywnych ocen)
Paweł Wszołek - 3 (8 meczów, 501 minut, brak pozytywnych i ok. 38% negatywnych ocen)
Wojciech Urbański - 4 (10 meczów, 325 minut, brak pozytywnych i 40% negatywnych ocen)
Wahan Biczachczjan - 5 (9 meczów, 619 minut, brak pozytywnych i ok. 56% negatywnych ocen)
Kacper Urbański - 6 (10 meczów, 439 minut, brak pozytywnych i 60% negatywnych ocen)
Ermal Krasniqi - 7 (12 meczów, 443 minuty, brak pozytywnych i ok. 58% negatywnych ocen)
Plusy miesiąca w rundzie wiosennej sezonu 2025/26
Luty - Patryk Kun 2
Marzec - Juergen Elitim i Radovan Pankov 2
Kwiecień - Juergen Elitim i Radovan Pankov 3 / 1
Maj - Otto Hindrich 3
