Legionisci.com
LEGIONISCI.COM
Wywiad

Przyciąć rogi "Olemu"

wtorek, 12 marca 2002 08:40
Jacek Gmochźródło: Super Express

- Załatwi pan Olisadebe powrót do drużyny?

- Bez przesady. Aż takich znajomości w Panathinaikosie nie mam. Ale mogę pójść, porozmawiać. Kto może znać lepiej tutejsze realia niż ja? Już od dłuższego czasu bronię Olisadebe na łamach greckich gazet. Krytykuję działaczy, którzy, moim zdaniem, źle go zaszeregowali. To jest typowy łowca goli i takie powinien spełniać zadanie w klubie.


- Dlaczego Olisadebe stracił miejsce w drużynie?

- Z tego, co wiem, nie chciał respektować poleceń trenera. "Manolis" ma rogatą duszę, i to bardzo dobrze. Ja zawszę lubiłem takich niepokornych piłkarzy. Tylko nie może demonstrować tego na boisku. Kiedy wchodzi nawet na dwie ostatnie minuty, powinien zrobić wszystko, co polecił trener. A nie pokazywać, że mu wszystko "wisi".


- Oli chyba ma swoje racje...

- Pewnie, że ma. Udowodnił przecież, że potrafi grać w Panathinaikosie, w lidze greckiej, w Lidze Mistrzów, w reprezentacji Polski. Sęk w tym, że o "Olego" nikt się nie będzie w Atenach upominał. Przecież teraz trener Sergio Markarian ma znakomite wyniki. Panathinaikos wygrywa mecz za meczem bez pomocy Olisadebe. Poza tym jest też inna sprawa. Moim zdaniem, "Oli" od początku był na straconej pozycji.


- Dlaczego?

- Bo to zawodnik zaledwie wypożyczony, za niewielkie pieniądze. Trudno było oczekiwać, że wygra rywalizację z Liberopoulosem, który zarabia pół miliarda drachm rocznie. Nie mówiąc o Cypryjczyku Konstantinu czy Chorwacie Vlaoviciu.


- To po co go w ogóle zatrudniali?

- Przecież nie było pewności, jak będą grali ci potencjalnie najwięksi gwiazdorzy. Poza tym "Oli" swoje zrobił.


- Czyli nie ma żadnej nadziei?

- Jedynie taka, że Panathinaikos będzie chciał zaprezentować Olisadebe, aby oddać go do innego klubu. Być może zagra nawet w dzisiejszym meczu Ligi Mistrzów z Porto.


- Olisadebe nie jest przypadkiem skłócony z działaczami?

- A wie pan, że mieli do niego pretensje? Udzielili mu nawet takiego nieformalnego zakazu udzielania wywiadów.


- Za co?

- Mieli pretensje, że za dużo opowiadał polskim dziennikarzom o tym, co dzieje się w Panathinaikosie.


- "Oli" za dużo opowiadał? Przecież on praktycznie nie udziela wywiadów...

- Kilku jednak udzielił, a w Atenach momentalnie tłumaczą to wszystko na grecki. Niech nikt nie myśli, że można coś powiedzieć w innym kraju i nikt się nie dowie. Nie te czasy.


- Pojawiły się przypuszczenia, że "Oli" jest po prostu leniem...

- To pewnie na skutek tego, że przed każdym meczem reprezentacji ma kontuzję, a później gra jak z nut. Nie sądzę, aby "Oli" był leniem. Poznałem go i twierdzę, że jest bardzo inteligentnym chłopakiem. Afrykańczycy są jednak przesądni. Być może wydaje mu się, że będzie lepiej, jeśli przed meczem odpocznie, bo sprawdziło się to już wcześniej. Bardzo dobrze wyczuł go trener Engel. On doskonale wie, czego mu potrzeba najbardziej, i potrafi to wykorzystać.


- Jaki pan przewiduje scenariusz dla "Olego" na najbliższe tygodnie?

- Jeśli przytnie sobie trochę rogi, wcale nie powinno być tak źle. Musi grać, bo dla Jurka Engela i dla reprezentacji Polski to jedna z najważniejszych rzeczy.


- Został pan attache polskiej ekipy na igrzyska olimpijskie Ateny 2004. To już nie chce pan być trenerem Legii?

- (śmiech) Spokojnie, jeszcze zostanę. Ale nie takim gimnastykiem na ławce rezerwowych, co go jakiś działaczyna może w tygodniu zwolnić. Zamierzam zostać współudziałowcem Legii, a później wejść do drużyny jako menedżer.


- To marzenia czy najbliższe plany?

- Marzyć to powinna Legia o... Jacku Gmochu.


Rozmawiał Cezary Kowalski

Podaj ten news dalej: