Już w następnym tygodniu szykuje się prawdziwy hit transferowy z udziałem polskiego gracza. Przede wszystkim szokująca będzie suma, którą zapłaci klub starający się o polskiego gracza. RC Lens na razie tylko wypożyczył Jacka Bąka z Olympique Lyon. Choć już sama kwota za pięciomiesięczny transfer czasowy była ogromna, jak za piłkarza z naszej szerokości geograficznej (1,2 mln franków). Na dodatek mało perspektywicznego, bo przecież już 29-letniego. Szefowie lidera francuskiej ligi zdecydowali się zaryzykować i sprowadzili Polaka, który przez ostatnie pół roku zagrał więcej spotkań w reprezentacji, niż w klubie z Lyonu. Od stycznia tego roku Bąk zagrał w 10 ligowych spotkaniach. Szybko potwierdził wielkie możliwości, a co najważniejsze spełnił oczekiwania sprowadzającego go do Lens, trenera Joela Mullera. - Nie potrzebowałem kolejnego dobrego stopera, chciałem mieć świetnego uniwersalnego gracza, który potrafiłby zagrać jako stoper, obrońca kryjący i pomocnik. Jacek jest właśnie takim graczem i dlatego jest u nas - powiedział trener Lens.
- To prawda, jestem uniwersalnym graczem i dlatego tak cenią mnie w moim nowym klubie. Już teraz przedstawili mi ofertę, znam warunki indywidualnego kontraktu. W ciągu tygodnia podejmę decyzję, czy zostaję w Lens.
- Czy jest nad czym się zastanawiać? Chyba nie chce pan wracać do Lyonu?
Jacek Bąk: Oczywiście, że nie. Swoją drogą to zażądali za mnie strasznej kwoty. Słyszałem o czterech, czy nawet pięciu milionach euro! Skoro jednak obecny klub przedstawił mi dokumenty do podpisania, to znaczy, że nie przestraszyły ich te żądania. To może być drugi pod względem wysokości sumy odstępnego transfer w historii polskiej piłki. Bo Jurka Dudka raczej nie przebiję. Choć wszystko jeszcze jest możliwe. Nie podjąłem jeszcze ostatecznej decyzji, ponieważ mam dwie konkretne propozycje z klubu hiszpańskiego i angielskiego. W tej chwili nie chcę ujawniać nazw tych klubów. To są mocne kluby, choć nie zaliczają się do ścisłej czołówki w swoich krajach. Zaraz po świętach spotkam się z przedstawicielami obu klubów w Paryżu. Wtedy będę wiedział na czym stoję. Jeżeli zaproponują mi dużo większe pieniądze niż w Lens, będę w kropce. Mam już swoje lata, a w piłkę zbyt długo się nie gra. Być może trzeba będzie pomyśleć o zabezpieczeniu sobie przyszłości.
- Od strony sportowej najciekawsza jest oferta Lens?
- Oczywiście. W następnym sezonie będziemy grali w Lidze Mistrzów. Będzie okazja do występów przeciwko najlepszym. To również biorę pod uwagę. Najpewniej zostanę w Lens, bo tu czuję się znakomicie.
- No i ma pan bardzo dobre układy z trenerem.
- Rzeczywiście. Miałem być we Francji już nazajutrz po meczu z Japonią, ale rozmawiałem z trenerem Mullerem i ten zwolnił mnie z tego obowiązku. W piątek drużyna grała sparing, ale ja mogłem sobie odpocząć po grze w reprezentacji. Skorzystałem z okazji i odwiedziłem rodzinny Lublin. Dopiero dziś zamelduję się w Lens.
- Ale specjalnie nie było po czym odpoczywać. Wszedł pan na boisko dopiero w drugiej części meczu.
- To była decyzja trenera. Nic na to nie poradzę. Szczerze mówiąc spodziewałem się, że jednak wejdę od początku. Trener Engel jednak wyjaśnił mi, że jego koncepcja jest inna. Miałem wejść dopiero w drugiej połowie. Wiem, że Tomek Hajto ostatnio leczył kontuzję i nie grał przez dłuższy czas, ale ja w poprzednim roku również nie grywałem w lidze, a mimo to dostawałem szansę w reprezentacji.
- Dlaczego wypadliście tak blado na tle Japończyków?
- Na pewno nie będę się rozwodził nad błędami kolegów, które doprowadziły do straty goli. Nie ma co krytykować tylko naszych obrońców. Gra defensywna zaczyna się już od linii napadu. Wystarczyło spojrzeć na sposób gry japońskich napastników. Oni wywierali pressing, który nie pozwalał nam na chwilę oddechu. Przed przyjęciem piłki musiałem przewidzieć do kogo podam. Nie było na nic czasu. Japończycy byli wyjątkowo agresywni. Właśnie tak się dzisiaj gra na świecie. Jestem jednak przekonany, że na mistrzostwach świata my również pokażemy nowoczesny futbol. Na pewno nie zabraknie odpowiedniej koncentracji i zaangażowania.
Rozmawiał Jarosław Czerniak