Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Dziewulski: Siłowe rozwiązania nic nie dadzą

poniedziałek, 23 maja 2011 10:46
Dziewulski: Siłowe rozwiązania nic nie dadzą
Stefan Dziewulski - fot. LegiaLIVE!
Bodziachźródło: Polska the Times

Stefan Dziewulski, który przez 4 lata był dyrektorem ds. bezpieczeństwa na stadionie Legii, a obecnie pełni podobną funkcję w spółce PL.2012, uważa, że zrzucanie winy na kluby za zachowanie kibiców nie jest najlepszym rozwiązaniem.

"Na pewno jest to jakiś sposób motywujący do pracy u podstaw z kibicami, ale zrzucanie wszystkiego na barki klubów nie jest dobrym rozwiązaniem. Kluby są w naprawdę bardzo trudnej sytuacji" - mówi Stefan Dziewulski dziennikowi Polska na temat zamykania stadionów, a co za tym idzie wysokich strat finansowych klubów.


Media i politycy powtarzają cały czas, że kluby muszą zerwać kontakty z "kibolami". Tymczasem Dziewulski wskazuje, że UEFA i PZPN nakazują im współpracę z oficjalnymi stowarzyszeniami kibiców. "Kluby kibica to konglomeraty różnych grup fanów, którzy jednoczą się wokół swych liderów i symboli. Nazwy klubu, barw, herbu. Liderzy tworzą starszyznę. Wybory i decyzje są wśród nich w miarę demokratyczne, ale przewagę i głos decydujący zawsze zyskują te grupy, które są silne, zdolne w razie czego do obrony barw, nawet w walce wręcz" - zauważa Dziewulski, który nie chce nazywać tych osób bandytami, a "hoolsami".


Według Dziewulskiego, kluby muszą rozmawiać z kibicami, ale także muszą wymagać respektowania prawa. Jak zauważa, kluby i kibice nie zawsze mają zbieżny cel. "Dla władz klubu celem nadrzędnym jest wynik sportowy, dalej finansowy, klub musi dbać o infrastrukturę itd. Dla fanatycznych kibiców obok przywiązania do barw najważniejsza jest rywalizacja z innymi grupami kibiców. To jak zorganizują doping, jaką oprawę wymyślą, czasem jaki jest wynik starcia bezpośredniego hoolsów. Dlatego słyszy się głosy, że mecz ich nie obchodzi. Oni żyją w swoim kręgu. Dlatego Legii było tak trudno" - mówi Polsce były dyrektor ds. bezpieczeństwa.


Neguje również tezę, że wprowadzenie terroru na trybunach wobec kibiców pozwoli wyeliminować problem. "Siłowe rozwiązania nic nie dadzą. Bo nawet jeśli udałoby się zastraszyć czy po prostu wyrzucić pewne grupy kibiców ze stadionu, pozostali spośród fanatyków ujmą się za nimi. Oni są jak plemię. Czują ze sobą więź, nawet nazywają się braćmi. Będą organizować protesty, wymyślać rozmaite akcje, a jak trzeba będzie, zaczną bojkotować klub, mecze" - mówi Dziewulski.


Całą rozmowę możecie przeczytać w tutaj.

Udostępnij