Legionisci.com
LEGIONISCI.COM

Starczewski: Legii zabrakło konsekwencji

środa, 26 września 2012 08:35
Starczewski: Legii zabrakło konsekwencji
fot. Mishka / Legionisci.com
Bodziachźródło: Gazeta Wyborcza

Mirosław Starczewski, który jest delegatem PZPN i wiceprzewodniczącym Komisji Bezpieczeństwa na Obiektach Piłkarskich, jest zaskoczony zajściami, jakie miały miejsce podczas meczu Legia - Polonia. "Jest mi przykro, bo myślałem, że może być podobnie jak podczas meczu z Podbeskidziem. Tym bardziej, że - pomijając np. race i wulgaryzmy - kibice z tej trybuny dają pewien dynamizm dopingowi. No, ale w piątek zamiast tego mieliśmy palące się teoretycznie niepalne krzesełka.

Jak trzeba się starać, by podpalić krzesełko, które jest niepalne?" - zastanawia się delegat w rozmowie z Gazetą Wyborczą.


Starczewski mówi o spotkaniu w Komendzie Głównej Policji, gdzie toczyła się dyskusja o używaniu przez kibiców sektorówek, pod którymi często odpalana jest pirotechnika. "W myśl polskiego prawa to nie wykroczenie, ale przestępstwo" - zaznacza. Według delegata problemem jest pobieżne przeszukiwanie kibiców przy wejściach, bo drobiazgowe oznaczałoby wpuszczanie kibiców na stadion przez trzy godziny.


Delegat PZPN uważa, że zamknięcie Żylety nie będzie dobrym rozwiązaniem. "Efekt będzie taki, że ci z "Żylety" to samo, co robią tam, będą robili na innych trybunach. Nie wszystkie miejsca na pozostałych trybunach są zajęte przez posiadaczy karnetów. Być może będą próbowali poruszać się między sektorami, by zebrać się w większą grupę. Może dojść do awantur" - mówi Gazecie.


Starczewski wskazuje, że należałoby na czas meczów zamknąć dla ruchu ulicę Łazienkowską, bo z niej przerzucane na trybuny są środki pirotechniczne czy niedozwolone flagi. Ponadto, aby na trybunach zapanował spokój, według delegata, trzeba wyeliminować "liderów". "Przecież to 30, może 40 osób. Ostatnio w Białymstoku była sytuacja, gdy pseudokibic z gniazda wykrzykiwał wulgaryzmy w stronę policji, władz klubu. Zdjęto go z gniazda i już od dwóch miesięcy na stadionie go nie ma. Czyli można" - dodaje.


Piątkowe awantury, zdaniem Starczewskiego, to wynik braku konsekwencji ze strony władz klubu. "Mam wrażenie, że w ostatnich miesiącach ta swoboda poszła ciut za daleko. Droga, którą Legia obrała po zdemolowaniu stadionu w Wilnie, była trudna. Ale najgorsze jest to, że klubowi w pewnym momencie - dwa lata temu, gdy powstał nowy stadion - zabrakło konsekwencji" - mówi Gazecie.

Udostępnij