Tradycyjnie w poniedziałek, po obejrzeniu meczu naszej drużyny, przystępujemy do krótkiej analizy. Legia w Krakowie wygrała pewnie, ale początek nie należał do najlepszych. W pierwszej kwarcie nasz zespół popełniał sporo prostych błędów, rzucał niecelnie i grał nerwowo. Do tego już w szóstej minucie gry parkiet musiał opuścić Tomek Jaremkiewicz, któremu czoło rozwalił Jacek Sulowski.
Twarda obrona, skuteczny atak i... po Wiśle
Jaremkiewicz do szpitala
Wszystko zaczęło się od niecelnego podania Holnickiego do Nowerskiego i Wisła rozpoczęła szybki atak spod własnego kosza. Rozpędzony Sulowski wpadł na zawodnika Legii, taranując go, przy okazji dogrywając piłkę do Jakuba Dwernickiego, którego faulował Nawrot. Sędziowie za przewinienie w ataku nie ukarali Sulowskiego, a Jaremkiewicz z rozciętym czołem musiał się udać do szpitala na szycie. Tymczasem sędziowie odgwizdali faul niesportowy Nawrotowi. Po chwili przewaga Legii (2-7) stopniała do jednego punktu (6-7). Po kolejnych niecelnych rzutach Wojtyńskiego, Nędziego i stracie Nawrota, Wisła wyszła na drugie w tym meczu prowadzenie. Tuż przed końcem pierwszej kwarty Michał Świderski celnym rzutem za 3 doprowadził do remisu 12-12, ale już kilka sekund później, w ostatniej akcji pierwszej odsłony spotkania, Dwernicki wyprowadził wiślaków na 2-punktowe prowadzenie.
Wciąż niewielka przewaga
W drugiej kwarcie Legia przeważała, ale nie potrafiła odskoczyć rywalom na więcej niż 4 punkty. W pierwszych minutach tej kwarty za 3 trafiali Świderski, Zajączkowski i Wojtyński. Po stronie Wisły punktował głównie Dwernicki, który skutecznie egzekwował rzuty osobiste, a także trafił za 3. Kolejna "trójka" Świdra, w 15 minucie spotkania wyprowadziła Legię na prowadzenie 26-21. Niestety w kolejnych akcjach pudłowali kolejno Świder, Nawrot, Rudko, Nowerski i Zajączkowski i zamiast powiększyć przewagę lub choćby utrzymać ją, Wisła doprowadziła w 18 minucie do wyrównania. Do końca pierwszej połowy Legia to wychodziła na prowadzenie, to goście wyrównywali. Tylko jedna z akcji była "trójkowa" (Świderski) i dzięki temu Legia do przerwy prowadziła jednym punktem 33-32. Pewnie, mogło być jeszcze lepiej, bo "Świder" próbował pójść za ciosem i w ostatniej akcji raz jeszcze rzucał trójkę, ale tym razem nieskutecznie.
"Bąku" odpalił
Po zmianie Wisła, po jedynej celnej trójce Sulowskiego w meczu, wyszła na prowadzenie 35-33. Przez kolejnych kilka minut prowadzenie przechodziło z rąk do rąk. I chociaż z obu stron nie brakowało prostych błędów, mniej popełniała ich Legia. Do tego w ostatnich minutach trzeciej kwarty odpalił "Bąku". Wojtyński w dwóch kolejnych akcjach trafiał za 3 punkty i wyprowadził nasz zespół na prowadzenie 47-44. W ostatnich akcjach tej części gry rzucał Zajączkowski. Po dwóch niecelnych rzutach, ten ostatni, na kilka sekund przed końcem III kwarty, okazał się celny i przed decydującą partią meczu legioniści prowadzili 50-46.
Nie ma wątpliwości, kto jest lepszy
Początek czwartej kwarty zadecydował o tym, że Legia odskoczyła rywalom wyraźnie i chyba nikt nie miał już wątpliwości, kto tego dnia zgarnie pełną pulę. Spora w tym zasługa Michała Wojtyńskiego, który trafił dwie kolejne trójki i wyprowadził Legię na 10-punktowe prowadzenie. Nasi gracze chcieli pójść za ciosem i za 3, tyle że niecelnie, rzucali jeszcze Nawrot i Zajączkowski. Wisła starała się do końca, ale Legia była już nie do zatrzymania, tym bardziej, że Wojtyński poczuł moc. Po dograniu Holnickiego, po raz kolejny "skaleczył" trójką krakowian, a po trafieniu Nawrota było już 14 punktów przewagi na 5 minut przed końcem.
Ze strony Wisły raz za razem wynik odrabiać próbował Dwernicki (w IV kwarcie trafił parę trójek, w całym meczu 5), ale na 3 minuty przed końcem sędziowie odgwizdali mu przewinienie techniczne na Łukaszu Zajączkowskim. "Zając" ze stoickim spokojem wykorzystał wszystkie cztery rzuty wolne, a po rozegraniu piłki z boku celnie za 3 trafił Wojtyński. W 38 minucie było po celnym rzucie wolnym Legia osiągnęła najwyższe prowadzenie w meczu 78-61. Wisła próbowała szybko kończyć swoje akcje rzutami za 3, ale na nic to się zdało. Legioniści tymczasem spokojnie dowieźli wygraną do końca, którą jeszcze w efektowny sposób zwieńczył wsad Damiana Cechniaka. Legia zasłużenie zwyciężyła przy Reymonta 82-65 i tym samym zaliczyła trzecie zwycięstwo z rzędu przed fazą play-off.
