Mówi się, jaka ma być Legia (młoda i polska). Dużo słychać o laboratorium i nauce (Legia ma być sprytniejsza od innych). Zwiększa się też liczba dyrektorów, członków zarządu i strategii, a panuje duży bałagan przy spóźnionej sprzedaży karnetów. Gdzieś w tym wszystkim najmniej mówi się o tym, co najważniejsze, czyli pierwszej drużynie. I wiecie co? To chyba wcale nie tak źle, jak mogłoby się wydawać.
Słowo na niedzielę: Gwiazdka
„Wojskowi” dokonali już obiecujących transferów, choć tak można je traktować jedynie, gdy weźmie się niskie oczekiwania, jakie mamy teraz względem nowych piłkarzy ze względu na sytuację, w której znalazł się klub. Nie stać nas na dobrych graczy, więc pozyskujemy takich, na których mamy pieniądze. Na szczęście nie przepłacamy. I ok. Jest jak jest, a nie zanosi się, by w najbliższym czasie miało być lepiej. Skład, który mamy nie powala na kolana, ale kolejne pozycje są obsadzane i to powinno wystarczyć do odzyskania mistrzostwa Polski. Trudno za to powiedzieć, czy do awansu do Ligi Europy.
W wyniku naiwnej polityki D. Mioduskiego, Legia w ostatnim czasie zrobiła kilka dużych kroków w tył. Dwa lata przebudowy pozbawiły tę drużynę fundamentów, które na nowo stawia trener Vuković. Potrzebuje do tego czasu, a że ma go mało, to możliwe, że znów się poślizgniemy w eliminacjach do fazy grupowej. Na Łazienkowskiej mamy bowiem deficyt piłkarzy z doświadczeniem w międzynarodowej rywalizacji, a jak jest ono ważne pokazały eliminacje choćby z 2016 r., w których legioniści zwyciężali głównie dzięki ograniu z poprzednich sezonów.
Tę świadomość wydaje się mieć trener Vuković. Świadczą o tym jego wypowiedzi i zachowania, z których wynika, że po prostu skupia się na swojej pracy – na zbudowaniu zespołu i podniesieniu umiejętności swych piłkarzy. Otrzymał kilku piłkarzy, ale chyba wie, że żaden z nich nie pociągnie drużyny za sobą i że na niewiele więcej może liczyć.
Przypuszczalnie rozumie przy tym, że to jego czas, czas, w którym ma bardzo wiele do zyskania, a w sumie niedużo do stracenia, bo kto rozsądny w pierwszej kolejności by obwiniał świeżo upieczonego szkoleniowca? Równocześnie szansa, którą otrzymał, to dla niego prawdziwa gwiazdka z nieba, wypadkowa wielu zdarzeń w klubie, w tym niesłychanie pragmatycznej, jak na standardy D. Mioduskiego, decyzji o powierzeniu Serbowi funkcji trenera. Doświadczenie, które zyska w tym okresie Vuković będzie dla niego w przyszłości bezcenne. Słusznie więc zdaje się zachowywać spokój.
Od zagranicznych poprzedników odróżnia go jednocześnie, że nie promuje siebie, a na pierwszym miejscu stawia dobro zespołu i klubu.
Sądzę przy tym, że takie podejście trenera i to jego opanowanie może tylko pomóc zawodnikom. Niewykluczone, że to trzeba do tych eliminacji podejść bez presji, a dzięki temu chłopaki będą mogli pokazać to, co mają najlepszego. Nie zdziwiłbym się przy tym, gdyby był to element planu szkoleniowca. I na tym też opieram nadzieję, że jednak damy radę zagrać w grupie Ligi Europy. Niech nasza Gwiazdka będzie już w sierpniu.
Autor: Jakub Majewski “Qbas”
Twitter: QbasLL
Kątem Oka na FB
