- Mamy drużynę, która ma bardzo dużo jakości, wielu zawodników, którzy w trakcie sezonu mogą przesądzać o losach spotkań. To nie jest grupa dwóch czy trzech piłkarzy, takich jest więcej. Ja chcę jak najczęściej wychodzić na boisko i cieszyć się grą w piłkę. Nie ukrywam, że obecne ustawienie drużyny bardzo mi odpowiada, bo gram na pozycji nr „8”, na której czuję się najlepiej - mówi Bartosz Kapustka. Zapraszamy na rozmowę z pomocnikiem Legii, którą przeprowadziliśmy na zgrupowaniu w Austrii.
Kapustka: Bez Josue będziemy grali w inny sposób
Ostatni sezon był słodko-gorzki. Kibice zapamiętali przede wszystkim to, że nie udało wam się zdobyć mistrzostwa, ale po drodze przecież pojawiło się sporo pięknych chwil, szczególnie w europejskich pucharach. Jak oceniasz ostatnie 12 miesięcy ze swojej perspektywy?
Bartosz Kapustka: - Zdecydowanie najbardziej odczuwalny jest brak mistrzostwa Polski. W szatni czuliśmy to samo co kibice. W Legii celem w każdym sezonie jest zajęcie pierwszego miejsca w lidze i przystępowanie do następnego sezonu z eliminacjami do Ligi Mistrzów. Ten cel niestety nie został przez nas wykonany. Jednocześnie nie uważam, ze można ten sezon kompletnie spisać na straty, bo awansowaliśmy od pucharów. Przygoda europejska trwała długo, było w niej wiele momentów godnych zapamiętania, które zapisały się na kartach historii. To już jednak za nami - teraz skupiamy się na tym co nas czeka. Nie będziemy szukać żadnych wymówek - zdobycie mistrzostwa jest celem numer jeden i będziemy o nie walczyć do końca.
W minionym sezonie często zdarzało się tak, że graliście w kolejce jako ostatni z czołówki. Drużyny potykały się, mogliście wykorzystać te okazje, jednak nie udawało się i to kilkukrotnie. Czy to bardzo was frustrowało?
- Na pewno było to frustrujące. Ja osobiście w pewnym momencie przestałem obserwować wyniki reszty drużyn przed naszymi spotkaniami, chciałem się skupić tylko na nas. Rzeczywiście, mieliśmy wiele takich momentów, w których mogliśmy odrobić punkty i nie udawało się. W rozrachunku widać, że właśnie tych punktów zabrakło. Ten sezon był szalony, średnia punktowa mistrza nie była tak imponująca jak w poprzednich latach. Na pewno denerwowaliśmy się, że spotkania rywali układały się dla nas w miarę dobrze, a my na końcu nie wygrywaliśmy swoich, choć to było koniecznością.
Poprzedni sezon był dla was bardzo obciążający jeśli chodzi o liczbę meczów i to było widać w końcówkach rund. Zabrakło wam pary w nogach?
- Ciężko mi to oceniać, bo dla mnie rozgrywki zaczęły się niestety od kolejnych zawirowań zdrowotnych. Przez operację dołączyłem do zespołu trochę później. Na pewno było wielu zawodników, którzy grali w ogromnej liczbie spotkań, sezon był niezwykle długi, natężenie było ogromne. Paweł Wszołek i Josue byli takimi zawodnikami, którzy zagrali najwięcej, wcześniej w tym gronie był też Bartosz Slisz, który odszedł zimą. Oni grali tych meczów bardzo dużo i w sporym wymiarze czasowym. Jeżeli gramy co 3-4 dni, musimy posiadać odpowiednią głębie składu. Wymagany jest bodziec z ławki, zawodnicy którzy wejdą na boisko i w ważnych meczach dadzą impuls i jakość. Wszystko jest na dobrej drodze, by w tym sezonie tak to wyglądało.
Wspomniałeś o Josue, czyli piłkarzy, który w ostatnich latach wyróżniał się, dominował środek pola, a teraz go zabraknie. Jak ty odbierasz odejście Portugalczyka? Czy pewna formuła związana z jego osobą się wyczerpała, czy będzie to duża strata?
- Myślę, że to będzie po prostu coś nowego. W tym klubie było już wielu wiodących zawodników, którzy po czasie odchodzili. Josue na pewno był taką postacią, dosyć charakterystyczną, na której, szczególnie w erze Kosty Runjaicia, opierała się nasza gra. Miał wiele do zaoferowania i wiele od niego zależało. Teraz sytuacja jest inna, nowa.
Obserwując treningi odnoszę wrażenie, że konkurencja w linii pomocy w tym momencie jest nawet nieco większa - powrócił Luquinhas, doszedł Claude Goncalves, jest Elitim, ty i dwóch młodych (Strzałek i Urbański), którzy coraz bardziej naciskają.
- Zgadza się. Kadra na pewno jest w tym momencie mocniejsza. Rywalizacja o miejsce w środku pola jest tak samo duża. Gramy również nieco innym systemem niż wcześniej. Josue był wolnym elektronem, miał dużo pola do improwizacji. Teraz mamy przypisanych więcej zadań na danej pozycji. Ciężko powiedzieć czy odejście Josue jest dużym osłabieniem. Myślę, że ten sezon to zweryfikuje i dopiero w trakcie będzie można to ocenić. To będzie inna drużyna, grająca w inny sposób.
Wydaje się, że ta gra z przodu będzie szybsza.
- Ten aspekt lepiej wytłumaczyłby trener (śmiech), ale pewnie tak będzie. Mamy zawodników, którzy są bardziej mobilni, mogą zdobywać więcej terenu prowadzeniem piłki czy balansem ciała.

Czy ty będąc wewnątrz drużyny zauważyłeś zmianę w trenerze Koście Runjaiciu w drugim sezonie, względem tego pierwszego? Widząc wszystko z zewnątrz, wydawało mi się, że tak było, że był trochę bardziej uparty.
- Nie chciałbym oceniać trenera Kosty Runjaicia w kontekście zmian. Dla mnie również te sezony były inne ze względu na problemy zdrowotne. Mimo wszystko, przez dwa lata trener Runjaić zrobił wiele rzeczy wartych zapamiętania. Fajną wizytówką stał się wygrany domowy mecz z Aston Villą. Były momenty lepsze, były również słabsze. Taka jest piłka. Czasem potrzeba nowego spojrzenia.
Żartujecie sobie teraz w szatni do kogo trener Runjaić zadzwoni z Udinese Calcio i zaproponuje grę w jego nowej drużynie?
- W ten sposób może nie, ale było wiele żartów na starcie okresu przygotowawczego, gdy dochodziły do nas takie informacje od sztabu, z którego zresztą później odeszli Przemysław Małecki i Alex Trukan właśnie do Włoch. Jeżeli chodzi o zawodników takich dywagacji nie było.
Uda się w tym sezonie Legii pogodzić grę w lidze i pucharach? Jedną z trudniejszych rzeczy jest chyba przestawianie głowy z meczów pucharowych na ligowe.
- Myślę, że się uda. Wiadomo, ze mogę składać obietnice i mówić kolorowo, ale wszystko okaże się w trakcie sezonu. Przede wszystkim zaangażowanie na treningach i stymulacja jest na bardzo wysokim poziomie. Każdy z zawodników, czy tych bardziej doświadczonych, czy młodszych, chce walczyć o swoje. Mamy fajną grupę młodych zawodników, którzy zasługują na szansę - udowadniają to na treningach i w meczach. Każdy z nas musi walczyć o to, by wychodzić na boisko jak najczęściej i dawać drużynie jak najwięcej jakości. Niezależnie od tego, czy to mecz pucharowy, czy ligowy. Jesteśmy jedną, wielką rodziną i to czuć bardzo mocno od pierwszego dnia przygotowań, wszyscy grają do jednej bramki, ale każdy z zawodników musi patrzeć również na siebie, zacząć rozliczanie od swojej osoby, tego ile może dać. Dzięki temu na końcu każdy zyska.
Czego ty oczekujesz od siebie po tym sezonie? Wydawało się, że po odejściu Josue ty będziesz liderem, ale konkurencja jest duża.
- W ogóle nie patrzę na to, co się zmieniło po odejściu Josue. Mamy drużynę, która ma bardzo dużo jakości, wielu zawodników, którzy w trakcie sezonu mogą przesądzać o losach spotkań. To nie jest grupa dwóch czy trzech piłkarzy, takich jest więcej. Ja chcę jak najczęściej wychodzić na boisko i cieszyć się grą w piłkę. Nie ukrywam, że obecne ustawienie drużyny bardzo mi odpowiada, bo gram na pozycji nr „8”, na której czuję się najlepiej. Wcześniej graliśmy w systemach, w których ta pozycja nie funkcjonowała, to były bardziej dwie "6" lub trochę wyżej "10". Teraz w środku pola widzę miejsce, w którym czuję się najlepiej. Patrzę na zbliżający się sezon z optymizmem.

W ostatnim czasie przez zdrowie dużo straciłeś. Przez niefortunną cieszynkę z Florą Tallin ominęła cię faza grupowa Ligi Europy, teraz w Lidze Konferencji Europy zagrałeś niewiele. Z pucharami w Legii ci nie po drodze…
- Pierwszy sezon w Legii rozegrałem praktycznie cały, wystąpiłem w dwumeczu FK Bodø/Glimt, a później przytrafiła się ta feralna kontuzja z Florą i przegapiłem grę w Europie. Wróciłem do gry, zagrałem praktycznie cały pierwszy sezon kadencji trenera Runjaicia i wydarzyła się podobna historia. Cały rok pracuje się po to, by grać w Europie, a ja zmagałem się z kolejnymi problemami i dołączyłem dopiero na ostatnie mecze fazy grupowej.
Do trzech razy sztuka. Teraz mam szansę zagrać w eliminacjach i fazie grupowej. Bardzo na to liczę i cieszę się, że mam taki moment przed sobą.
Najgorsze i frustrujące momenty to oglądanie kolegów z drużyny grających w europejskich pucharach przed telewizorem? Co wtedy myślałeś?
- Oczywiście każde spotkanie obejrzane z trybun bolało. Momentem, który zapadł mi w głowie i w sekundę przypłynęły mi łzy do oczu, było gdy jechałem na rehablitację do swojego fizjoterapeuty do Krakowa, a trwał losowanie fazy grupowej. Trafiliśmy na Leicester City, więc pojawiła się okazja by zagrać przeciwko swojej byłej drużynie, ale jeszcze bardziej zdałem sobie sprawę, że przecież nie dam rady, że to będzie za kilka tygodni, a mnie czeka rehabilitacja. To było trudne to przełknięcia. Jednak tak jak powiedziałem, każdy mecz to nie była łatwa sprawa.
Jak odbierasz nowych kolegów, którzy trafili do drużyny, od strony sportowej i nie tylko?
- Super, że chłopaki są z nami od startu przygotowań, to jest świetną sprawą. Mogą od początku poznawać nasz system, trenera, zbierać informacje jak będziemy chcieli grać w piłkę. To jest bardzo ważne, bo w Polsce sezon i eliminacje do pucharów startują dosyć wcześnie, wcześniej niż w topowych ligach europejskich.
Często było tak, że nowi zawodnicy przychodzili dopiero w trakcie rozgrywek, a teraz mamy już 4 nowych piłkarzy ze sobą. Każdy z nich ma jakość i wierzę, że w tym sezonie nam znacznie pomoże. Ich adaptacja w zespole również przebiega bardzo płynnie. Już po pierwszych treningach żartowaliśmy z nimi, złapali z nami kontakt, niektórzy mieli wcześniej wspólnych znajomych. Myślę, że wszystko jest na bardzo dobrej drodze, by poczuli się w Legii jak w domu.
Wartością dodaną jest również młodzież, która - jak się wydaje - jest półkę wyżej niż to było do tej pory. Jan Ziółkowski wygląda super, podobnie Jan Leszczyński, Wojciech Urbański czy Igor Strzałek.
- Zgadzam się z tym w pełni. Nie chcę za wcześnie oceniać indywidualnie każdego z tych chłopaków i mówić dużo pozytywów, ale mogę powiedzieć w ten sposób: jestem w Legii cztery lata, teraz już będzie mój piąty sezon funkcjonowania w klubie i na pewno jest to grupa chłopaków, którzy mają największy potencjał z grupy młodzieży, którą widziałem na treningach w Legii odkąd w niej jestem. To jest świetny prognostyk. Mają także trenera, który może ich bardzo dużo nauczyć, poświęca im sporo czasu i uwagi. Każdy z nich może wyciągnąć z tego bardzo wiele.

Znałeś się wcześniej z trenerem Goncalo Feio, zanim przyszedł do Legii? Jakie masz wrażenia po tych pierwszych miesiącach?
- Trenera Feio nie znałem osobiście. Wrażenia są bardzo pozytywne. Myślę, że najlepszym potwierdzeniem tego może być to, że w tym roku będę miał 28 lat, a czuję, że przy tym szkoleniowcu mogę zrobić ogromny krok do przodu. Widzę rzeczy, na które nikt wcześniej nie zwracał mi uwagi, a trener Feio je zauważył. To jest fajne, że nie ważne ile dany piłkarz ma lat, to czuje, że może iść do przodu, rozwijać się, stawać lepszym. Odkąd trener Goncalo jest w klubie też mam takie przeświadczenie.
Na obozie wybraliście nowego kapitana – został nim Artur Jędrzejczyk.
- Artur jest osobą, która po prostu na to zasługuje. Jest w klubie najdłużej. To zawodnik, który nie musi dużo mówić, ale ma charakter. Gdy widzisz, że piłkarz wychodzi na boisko, oddaje swoje serce i całe zdrowie za klub, to dla mnie to jest ważniejsze niż słowa.
Masz jeszcze dwa lata kontraktu z Legią, czyli sytuację stabilną. Myślisz jednak coś o przyszłości i jakimś powtórnym ataku na zachód Europy?
- W tym momencie w ogóle nie zaprzątam sobie tym głowy. Moja kariera jest tak nieprzewidywalna, trochę przez kontuzje, trochę przez wybory życiowe, że nie wiem co się wydarzy za dwa lata. W piłce nożnej czasem pół roku może zmienić bardzo, bardzo dużo. Chcę przede wszystkim cieszyć grą i jedyne w co wierzę, to że będę grał bez żadnych obaw o zdrowie. To jest dla mnie najważniejsze. Jeśli będę na boisku jak najczęściej, to wszystko będzie dobrze.
W Austrii rozmawiał Woytek
