Goncalo Feio (trener Legii): W pierwszej kolejności chciałbym podziękować z całego serca kibicom. W trudnych okolicznościach ligowych wspierają nas od początku do końca. To dzięki nim dobrze punktujemy u siebie. Chcieliśmy dać ludziom dobrą energię w postaci 3 punktów. Nie tylko kibice, ale też pracownicy klubu, przez ostatnie dwa tygodnie przeżywali trudny czas... Przeżywaliśmy stratę Maćka. To nas bolało.
Feio: Chcę być trenerem. Nic więcej
Co do piłki nożnej, mieliśmy dobrze przepracowany tydzień, który zaowocował pełną dominacją w pierwszej połowie. We wszystkich fazach gry zdominowaliśmy Pogoń. Powinniśmy coś strzelić, i nie tylko jedną bramkę. Dobrze działał pressing od początku do końca. W fazach przejściowych prezentowaliśmy się dobrze. Tak samo w przypadku gry z piłką. Zabrakło udokumentowania tego bramką.
W drugiej połowie, której obraz gry nie był taki sam, gra była bardziej wyrównana. Choć mieliśmy swoje momenty, to Pogoń miała ich więcej. Nasze zmiany niewiele wniosły. To nie jest tak, że oni są odpowiedzialni za to, że nie wygraliśmy. To ja jestem przede wszystkim. Aczkolwiek nie miałem poczucia, że się wzmocniliśmy - wręcz przeciwnie. Pogoń zmieniła ustawienie, a my nie byliśmy w stanie egzekwować lepszego pressingu. To dało gościom więcej gry z piłką. Dużo się mówiło o obronie Legii, o stratach bramek. Pogoń miała swoje sytuacje, ale potrafiliśmy zachować czyste konto. I choć goście trafili w słupek, to była akcja z daleka. Także praca w defensywie została wykonana. Jednak im dalej w mecz, tym mieliśmy mniejszą kulturę gry. Nie było sytuacji, że jedno podanie otwierało akcję sam na sam. Te wszystkie zdarzenia sprawiły, że zremisowaliśmy, choć tak jak mówię, na pewno byliśmy bliżej zwycięstwa. Po pierwszej połowie nie powinniśmy schodzić przy 0-0. Potrafimy się pozbierać i pokazywaliśmy to w trudnych momentach. Nie czas na lamentowanie, tylko trzeba podnieść się i w środę wyjść na boisko z taką energią, jak dziś na początku i udokumentować to awansem do finału Pucharu Polski.
Wiara w mistrzostwo Polski
Nie chodzi w wiarę o mistrzostwo. To teraz od nas nie zależy. Do końca mamy osiem spotkań w lidze i musimy tak się przygotować, żeby je wygrać. To zależy od nas. Jakim bym był trenerem, gdybym powiedział, że tu nic nie będzie się działo? Tak nie wygląda sport. Gramy na trzech frontach i w dwóch walczymy o tytuły. Skala wyzwań jest spora, ale to jest sport. Jeśli chodzi o miejsce w lidze, dorobek punktowy, to nas nie zadowala. To wynika z szeregu kwestii. Jednak to jest piłka, to jest sport i w każdym kolejnym meczu wychodzisz, by wygrać. Bez względu na okoliczności. Rywal, stadion, pogoda, to nie ma znaczenia. Kim bym był, gdybym nie wierzył? Wierzę w naszą pracę bez względu na mankamenty. Nie jesteśmy idealni. Przed nami ogrom pracy, ale tego nikt się nie boi. Ani sztab, ani piłkarze. Tego, czego nie da się naprawić, to trzeba robić tak, żeby naprawić w kolejnym sezonie. Wiadomo, jest łatwiej wstać, analizować mecz z dużą energią, jak wygrywa się dziesięć meczów z rzędu. Wtedy motywacja nie jest potrzebna, ani ty jako lider. Teraz jesteś potrzebny. Musisz wstać, pracować, dać światełko w tunelu. Wierzę w ten zespół i będę to robił do ostatniego dnia w klubie. Sił mi nie zabraknie. Nigdy.
Podsumowanie pracy
To nie moment na podsumowanie czegokolwiek. To zostawiam na później, bo ostateczna ocena musi zostać zrobiona przez wyniki w Pucharze Polski, Lidze Konferencji, w lidze. Nie znamy odpowiedzi, jak to się wszystko skończy. Z punktu widzenia wyników, to nie wiemy, jak to będzie. Z punktu widzenia rozwoju piłkarzy i drużyny, to jest już łatwiej. W piłce istnieje oddzielenie między poziomem gry a wynikiem. To nie jest nigdy równe. Czasami lepiej punktujesz niż grasz i odwrotnie. To nie jest tendencja stała. To dzieje się nie tylko w Legii, ale również w innych klubach. Legia powinna mieć więcej punktów. Liczba punktów, gdy mamy więcej sytuacji, wejść w pole karne rywala, ale zdarza się głupi błąd... Powinniśmy mieć więcej punktów, ale tego nie mamy. W przerwie na kadrę rozmawiałem z różnymi ludźmi piłki, którym ufam. Trzech z różnych krajów prosiłem o analizę, o wnioski, jakie wyciągają obserwując naszą grę. Rozmawiałem z Paco, który pracował w Legii, a dziś jest w Norwegii. Wymieniliśmy się poglądami, wizjami. Mam szczęście, że kilku najlepszych agentów na świecie skontaktowało się ze mną. Niektórzy świetnie poinformowani o mojej osobie, o to jak pracuję itd. Także dostałem ogrom danych na temat naszej pracy i jest ona klarowna. Poziom gry rozwija się dość sensownie. Czy to jest skuteczne? Czy to działa? Jeszcze nie. Kolejna sprawa to są indywidualności. Ilu graczy ma rekordowe sezony? Zdrowie, przygotowanie motoryczne, bramki, asysty, minuty na boisku, performance na swojej pozycji defensywnej lub ofensywnej... To są rekordowe liczby. Mamy grupę młodych piłkarzy, którzy stali się członkami pierwszej drużyny. Tak pełnoprawnie. Jest kolejna grupa zawodników w kolejce. Może będzie przestrzeń ku temu, żeby ich lepiej przygotować. Nie chcę, żeby Legia miała problemy takie, jakie ja miałem po przyjściu do klubu. Znajomość piłkarzy Akademii, wpuszczenie ich w proces, żeby byli wyżej, to są rzeczy zrobione. Jest tak wiele obszarów, że ta ocena może być zrobiona przeze mnie, przez sztab, żeby wyciągnąć wnioski i określić wyzwania. Jednak to musi być też zrobione przez kogoś, kto jest nad trenerem. Taka jest kolej rzeczy. Wiem, że mój wywód jest długi, ale dotyka wielu obszarów. Tak czy inaczej, ta ocena nie jest kompletna.
Sprawa kontraktu
Michał Żewłakow dzwonił do mnie wczoraj. Dziś mamy dzień meczowy. Jutro będzie okazja do rozmów w LTC. Niezależnie od tego co się wydarzy, a mamy sporo do wywalczenia, świat się nie kończy. Dla dobra, nie mojego, dla dobra Legii, to w miarę sprawnie trzeba myśleć o przyszłości. Złe przygotowanie wiedzie do porażki. Rozmów nie robi się w czerwcu czy lipcu. To robi się teraz lub wcześniej i być może jesteśmy spóźnieni. Teraz Michał Żewłakow będzie nadawał kierunek. Klub jest najważniejszy. Czy ze mną? To trzeba ustalić, porozmawiać. Czy beze mnie? To jest futbol. Do ostatniego dnia będę współpracować tak, żeby zostawić Legię jak najlepszą. Najważniejszy jest klub, instytucja. Każdy ma swoje życie, pracę i dobrze jest dla indywidualności, trenerów, sztabu, piłkarzy wiedzieć, czy ta przyszłość będzie z Legią, czy bez. To nie jest pytanie do mnie, ale chciałem udzielić odpowiedzi zamiast jej unikać.
Postawa Legii a nastrój
Czy byłem smutny? Pewnie. Zawsze jest mi smutno, gdy nie wygrywamy. Chcę wygrywać i mam w sobie gen, który mnie napędza. Gdy nie wygrywam, to chodzę sfrustrowany. Choć nie jestem kibicem Legii od urodzenia, bo pochodzę z Lizbony, ale po ponad 10 latach w Polsce, klub, do którego mam największy sentyment i będę śledził wynik po wyjeździe z Polski, to jest właśnie Legia. Ten klub nie jest mi obojętny. Zależy mi na jego dobru i stąd też smutek. Nie miałem okazji go podzielić z pracownikami... Nie chcę nikogo zawieść. Po stracie Maćka Szewczyka był smutek, płacz, załamanie, cisza. Dziś smutek jest sprawą osobistą i mamy szczęście, że możemy dać ludziom radość. Wiem, ile kibic jest w stanie zrobić dla swojego klubu, ile zawala.
Nie zobaczycie mnie zrezygnowanego. To ciekawy przypadek... Nie wiem czy ktoś był bardziej krytykowany niż ja z różnych powodów. Czy zasłużyłem na to? Ja nie będę się nigdy poddawał. To jest misja. Mam podnieść ludzi i będę stawał na wysokości zadania, żeby to spełnić. Smutek? Owszem. Rezygnacja - nigdy, nigdy, nigdy.
Relacje z Michałem Żewłakowem
Dziękuję za pytanie o zaufanie do Michała Żewłakowa. Stworzyła się aura, że w klubach, w których jestem, chcę mieć pełnię władzy. Rozmawiałem z Jorge Mendesem, z którym pracuję i on zadał mi różne pytania. Jaki kierunek, jaki klub docelowo, jaka liga mi pasuje, co z Legią... I zadał mi pytanie, „dobra, ale jaką strukturę klubu preferujesz?”. Chcę być trenerem, który ma świetną współpracę z dyrektorem i pionem sportowym. To jest dość duże marzenie dla mnie. Chcę być trenerem - nic więcej - i mówię to otwarcie. Więcej, lubię merytorykę i systemowe rozwiązanie. Projekty sportowe, które odnoszą sukces i to nie zawsze wiąże się z trofeami, to jest udowodnione, mają trzy rzeczy zgrane: kierunek działania, wizja klubu, gdzie jesteśmy, jacy chcemy być, jak komunikujemy się z ludźmi. Potem - strategia - jaka jest, na czym bazujemy. Filozofia i cele - krótko-, średnio- i długoterminowe. Potem klub wybiera trenera. Chelsea zatrudniła Enzo Marescę na pięć lat. Arsenal ma Mikela Artetę, choć nic z nim nie wygrał, jednak realizują swoje działania. Klub potrzebuje takiego trenera, który pasuje do niego. Do tego zawodnicy, czyli liderzy, którzy muszą być dopasowani do poprzednich aspektów, chodzi o taktykę, jak i styl. To jest udowodnione i tak działają wielkie instytucje. Musi być konsekwencja. Tak jak mówiłem wczoraj, tak mówiłem i dziś, że Legia ma osobę, która już tu pracowała, wygrywała i jest to kierunek. Życie toczy się dalej. Czy będzie to życie ze mną, czy beze mnie? Będzie w porządku, będę wspierał i zostawię swoje wnioski, żeby ich nie powielać.
