Finałowe spotkanie Pucharu Polski pomiędzy Legią i Pogonią miało niesamowite znaczenie zarówno dla naszego klubu (jedyna możliwość, by w przyszłym sezonie zagrać w europucharach), jak i dla klubu z Pomorza Zachodniego, który wciąż walczy o pierwsze w swojej historii trofeum do pustej jak dotąd gabloty. Portowcy mocno przeżywali zeszłoroczną porażkę w finale z I-ligową Wisłą Kraków i zarzekali się, że tym razem w końcu wstawią coś do gabloty. Niedoczekanie!
Relacja z trybun: Gablota pusta...

Galeria zdjęć · Mishka i Woytek · 368 zdjęć

Galeria zdjęć · Kamil Marciniak · 173 zdjęć

Galeria zdjęć · Piotr Galas · 101 zdjęć

Galeria zdjęć · Michał Wyszyński / SKLW · 333 zdjęć
Kluby jak zwykle otrzymały ponad 11 tys. biletów dla swoich kibiców na trybuny za bramkami (większość z nich dystrybuowało SKLW, ok. 3 tys. mogli przez klubowy system biletowy kupić karneciarze) oraz niewielkie ilości na trybuny proste. Niestety sprzedaż biletów przez PZPN na sektory neutralne to totalny pokaz amatorki związkowych nieudaczników - wiele biletów trafiło w ilościach hurtowych do koników i chwilę później były odsprzedawane w wielokrotnie wyższych cenach. Ostatecznie PZPN podał, że mecz obejrzało ponad 51 tys. kibiców, choć trudno stwierdzić skąd mają takie dane, skoro bramki biletowe na sektory legionistów w ogóle nie funkcjonowały. Można oszacować, że na trybunach zasiadło 25-30 tysięcy kibiców Legii, 16 tysięcy kibiców Pogoni i kilka tysięcy "oglądaczy piłki".
Pogoń do Warszawy przyjechała zaledwie czterema pociągami specjalnymi (pierwszy z nich, z oprawą, dotarł na miejsce, tj. do stacji Warszawa Stadion około godziny 10). Pozostali "Portowcy" przyjeżdżali pociągami rejsowymi oraz prywatnym transportem nawet dzień czy dwa przed meczem, wydłużając sobie weekend majowy. Niektórzy z nich, jakby zapominając o obecnych obustronnych relacjach, zostali skarceni za zbytnią pewność siebie i potracili barwy (również w dniu meczu). Pogoń wykorzystała 16 tysięcy biletów, w tym kilka tys. na sektory neutralne (tam ubrani na żółto) zlokalizowane najbliżej ich sektorów. Mieli ze sobą okazjonalne koszulki i szaliki z hasłem "Wygraj, wygraj ten mecz". Wraz z Pogonią przyjechały ekipy zaprzyjaźnione: Ruchu (170 z flagą PF, w jednakowych niebieskich koszulkach z eRką), Wisły (50 z flagą DFH), Dynama Berlin (z flagą BFC), Feyenoordu (z flagą), Kotwicy (70 os., z flagą KF), Osijeku (z flagą Kohorta Osijek), Slovana Bratysława, KKS-u Kalisz (40 os.), czy Widzewa (70 osób, bez flagi). Pogoń ponadto wywiesiła następujące swoje flagi: Morski Klub Sportowy Morskie Miasto Szczecin, Ultras, Granatowo-Bordowi, Niebko, Pogoń Szczecin, Police, LFS, Chojny, Stargard, Parkowa, Prawobrzeże, Pogoń Szczecin, Zawadzkie.

Fani Legii zebrali się o godzinie 12:00 pod własnym stadionem, czyli na 4 godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego, skąd następnie wyruszyli najliczniejszym z dotychczasowych finałów PP przemarszem w stronę Narodowego. Kibice w jednakowych, białych koszulkach ("Finał Pucharu Polski 2025"), z flagami na kijach powiewającymi dumnie, przemaszerowali mostem Łazienkowskim na praską stronę i tam skierowali się w stronę stadionu. Oczywiście pilnowani przez całe mnóstwo funkcjonariuszy w kabarynach. Podczas przemarszu policjanci zachowywali się jeszcze normalnie - wariować zaczęli dopiero przy wejściach na sam stadion.

Tam PZPN pokazał jak traktuje kibiców. Chociaż legioniści przybyli pod bramy Narodowego, gdzie jak wiadomo bram wejściowych i później bramofurt na poszczególne sektory jest całe mnóstwo, na ponad 3 godziny przed meczem, to większość z nas weszła na trybuny w trakcie pierwszej połowy. Przecież gdyby tak samo wyglądało wpuszczanie na rozgrywany na tym stadionie kilka miesięcy wcześniej Superpuchar Europy, odpowiedzialni za to debile mieli by sprawy w prokuraturze. Ale kiedy jak zwierzęta traktuje się "kiboli", wszystko jest w najlepszym porządku. Prawda, panie Kulesza? Legijna oprawa, flagi, bębny itd. sprawdzane były skanerami ściągniętymi z warszawskiego lotniska - tak jak dobrych kilka lat wcześniej podczas finału z Lechem. Na terenie stadionu, tuż za pierwszą bramą stał spory oddział policji, dopiero za nim zamaskowani (!) ochroniarze bez identyfikatorów. Tłum coraz bardziej się niecierpliwił, bo choć mijały kolejne minuty, później godziny, to na stadion właściwie nikt nie wchodził. Bramy były wiecznie zamknięte, a pod nie podszedł kolejny zaprzęg mundurowych w pełnym rynsztunku. Zachowywali się jak agresywnie, jakby byli naćpani, więc aż dziw bierze, że w ich stronę poleciały zaledwie drobne przedmioty. Ci zaś odpowiedzieli gazem, psikanym na oślep - głównie w twarz dzieciakom stojącym najbliżej wejść.

Kiedy idioci zaczęli wpuszczanie wielotysięcznego tłumu? O 15:00, gdy do rozpoczęcia meczu pozostawała godzina. Co ciekawe Pogoń takich problemów nie miała - oni weszli w komplecie sporo przed pierwszym gwizdkiem. Z kolei kibice z sektorów tzw. neutralnych stali tak samo jak my, w ścisku, kiedy mecz już trwał. Stąd też decyzja legionistów, że doping rozpoczniemy dopiero, gdy większość naszej grupy wejdzie na trybuny. Przełożyliśmy także prezentację pierwszej oprawy, która zgodnie z planem miała zostać zaprezentowana na samym początku meczu. Odnośnie jeszcze samego wejścia - fakt posiadania biletów sprawdzano na pierwszej bramce, później była kontrola osobista, a wiele osób wybierali "selekcjonerzy". Wyborów dokonywał ochroniarz - pedofil, który na osobistą brał tylko małolatów, 8-mio, 10-cio, 12-latków, którym szukano rzekomo zakazanych przedmiotów, wkładając łapy w gacie, strasząc ich "zagazowaniem". Pełna kultura, prawdziwe święto, na które warto przyjść całą rodziną. Bramofurty prowadzące na konkretne sektory były otwarte, tak więc biletów drukowanych przez PZPN nie dało się nigdzie odbić.

Przed meczem odśpiewaliśmy cztery zwrotki hymnu narodowego, krzyknęliśmy w stronę piłkarzy - "Hej Legio, wygrajcie dla nas!" i czekaliśmy aż barany zatrudnione przez PZPN wpuszczą resztę kibiców. Pogoń dopingowała od pierwszej minuty. Na początek meczu zaprezentowali pierwszą oprawę - malowany transparent oraz kartoniadę, tworzące buldoga pośród barw klubowych. Niedługo później, bo już w 13. minucie, padł pierwszy gol dla Legii, na bramkę przed sektorami "Portowców". Oczywiście wywołało to sporą radość, ale śpiewy zainicjowane przez kibiców siedzących na trybunach prostych, zostały szybko przygaszone. Ludzie po drugiej stronie boiska w pierwszej połowie mieli niewiele powodów do radości. Szczególnie, że piłkarze Legii strzelili kilka minut po pierwszym trafieniu, drugiego gola. Nasz szał radości został nieco przygaszony, kiedy Marciniak udał się do VAR-u, więc od razu podejrzewaliśmy, że łysy chce nas przekręcić. I po chwili, zamiast bramki, gwizdnął dla Legii karnego. Takiej sytuacji chyba jeszcze nigdy nie mieliśmy. Niestety wspomniany moment radości, za chwilę (po beznadziejnym strzale Guala), miał miejsce właśnie w 24. minucie, kiedy szczecinianie i ich pobratymcy cieszyli się, że przegrywają jedynie 0-1.
Doping, którym ze specjalnego rusztowania (ustawionego tuż przed trybuną) kierował "Staruch", rozpoczęliśmy w 28. minucie spotkania. Zaczęliśmy od "Mistrzem Polski jest Legia", wraz z prezentacją pierwszej naszej choreografii. Na trybunie ukazał wielki napis "LEGIA" (z elegancką obramówką) utworzony z chorągiewek w barwach, a także malowanego transparentu po środku. Można powiedzieć, że jak już zaczęliśmy, to od mocnego uderzenia, szczególnie, że chwilę później z piekielną mocą wjechał "Hit z Wiednia". Gwoli ścisłości, Pogoń, swoje "gniazdo" miała na samej trybunie - tam jednak jest zupełnie inny układ trybuny za bramką (z tunelem). Czuć było, że fanatycy z Łazienkowskiej byli głodni głośnego dopingu po długim oczekiwaniu zarówno pod bramami, jak i na trybunach. Długo koncentrowaliśmy się w śpiewach o naszym klubie, dopiero później podchwycone zostało "Pogoń to faja, Widzewowi liże jaja Auuu". Choć szczecińskie ptaszki ćwierkają, że na razie liże ze zbyt małym uczuciem, bowiem RTS czuje się w tejże rodzinie nieco na dalszym planie w stosunku do Ruchu i Wisły. Większe bluzgi z naszej strony na Pogoń oraz jej zgody (Ruch, Wisłę i Widzew) miały miejsce dopiero w 65. minucie spotkania.

Pod koniec pierwszej części spotkania Pogoń doprowadziła do wyrównania i wtedy miał miejsce drugi moment radości pośród szczecinian. Jeśli jednak ktoś z nas zaczął obawiać się, czy aby nasi gracze będą w stanie wrócić na właściwe tory, to 18 sekund po zmianie stron został uspokojony. Trafienie Morishity na bramkę przed naszą trybuny wywołało istny szał radości!
Ze względu na przedmeczowe historie, a także obie oprawy, które miały być prezentowane w innych momentach, legijne oflagowanie wywiesiliśmy dopiero w trakcie drugiej połowy. Oczywiście nie mogło zabraknąć flag naszych przyjaciół - "Radomscy Chuligani", "Barra Bravas", "Nuovi Ultras", "100% Olimpia", "Legia & FC Den Haag", "FC Den Haag On Tour". Na konstrukcji gniazda przed trybuną wisiała flaga "Żyleta jest zawsze z Wami", a poniżej - tak jak na meczu z Chelsea - nieprzypadkowo, flaga Norwegii. Ponadto wisiały flagi: Centralny Wojskowy Klub Sportowy, Legia Warszawa, Nieznani Sprawcy, Legia Warszawa (z orłem), UZL, Tradycja Pokoleń, CWKS, Warriors, Teddy Boys 95.

Druga oprawa Pogoni to sporych rozmiarów transparent na środku trybuny "Wielka Pogoń", następnie z góry opuszczona sektorówka z klubowym herbem w koronie i napisem "Ave MKS", a całość uzupełniły folie aluminiowe w barwach i racowisko (na dwie tury).
My w podobnym czasie pokazaliśmy swoją choreografię numer dwa. A mianowicie malowaną, wycinaną sektorówkę przedstawiającą kostuchę sięgającą po Puchar Polski. Całość uzupełniły na górze folie aluminiowe w barwach podświetlone ogniami wrocławskimi. "Puchar albo śmierć" - chyba tak najlepiej można spuentować tę prezentację. Wszak jak już wspomnieliśmy, waga tego trofeum w obecnym sezonie była wyjątkowa. Na boisku sytuacja przez moment wydawała się spokojna - tak było po trzecim golu dla legionistów, ale kilkadziesiąt sekund później znów prowadziliśmy tylko jedną bramką (3-2). To sprawiało, że kibice z obu stron zdzierali gardła na maksa, wciąż wierząc w pozytywne zakończenie. W naszym sektorze przez ostatnich 30 minut powiewało kilkadziesiąt dużych flag na kijach.

Od 80. minuty dopingowaliśmy bez koszulek, kapitalnie śpiewając "Legia, Legia Warszawa", a następnie "Gdybym jeszcze raz...". A kiedy pięć minut później padł gol na 4-2 wiedzieliśmy, że nikt i nic nie będzie w stanie odebrać nam Pucharu! Po chwili radości zaczęliśmy śpiewać okazjonalną pieśń pod adresem Pogoni, którą zapewne zapamiętają na długo, jak swego czasu (po finale PP) Arka ("Co to jest za drużyna, co śledziem..."), a mianowicie - "Gablota pusta, dostaliście ch...a w usta (...) Auuuu!". Później zaś nie mogło zabraknąć pieśni "Puchar jest nasz lalalalalala". Naszej zabawy nawet na moment nie przerwał gol na 4-3 w ostatniej minucie doliczonego czasu.
Zaraz po końcowym gwizdku zaczęliśmy wspólne świętowanie z piłkarzami. Pośpiewaliśmy trochę na dwie strony, było też wspólne wykonanie "Puchar jest nasz", a także skandowanie imienia i nazwiska Bartka Kapustki, który z powodu kontuzji w meczu finałowym nie mógł zagrać. Czekając na ceremonię wręczania trofeum, cisnęliśmy ekipie z Pomorza Zachodniego, śpiewając "Gablota pusta...", później jeszcze "Powiedz czy boli, jak Legia w d... pier...?" oraz "Hej k..., śmiecie, czy dziś się też popłaczecie?!".

Jako że dekoracje rozpoczęto od sędziów, z naszej strony niosło się wtedy głośno "PZPN, PZPN, j...ć, j...ć PZPN". Przegrańcy z Pogoni tym razem nie usłyszeli długiego monologu jak przed rokiem, a dla odmiany "Czy wygrywasz, czy nie...". Kiedy legioniści odebrali puchar, nie mogło zabraknąć symbolicznego przekazania trofeum kibicom. "Jędza" wdrapał się na rusztowanie, wręczając puchar "Staruchowi", a następnie nastąpiła wymiana koszulek pomiędzy naszym gniazdowym i zawodnikowi, który na stałe zapisał się w historii naszego klubu (400 występów i najbardziej utytułowany gracz w historii Legii).

W bardzo dobrych nastrojach udaliśmy się na miasto świętować puchar wraz z naszymi przyjaciółmi. Teraz wiemy, że w kolejnym sezonie dane nam będzie wspierać Legię na europejskim szlaku. Świętować wraz z nami nie mogło kilkadziesiąt osób zatrzymanych przy wejściu na stadion, którzy zostali wypuszczeni dopiero w sobotę. Nieznani Sprawcy poinformowali z kolei, że fani Legii nie będą uczestniczyć w kolejnych finałach PP, jeśli PZPN i policja (a ta była obecna na terenie stadionu właśnie na wniosek związku) będą zachowywać się w ten sposób i traktować nas jak ludzi gorszej kategorii.
Przed nami jeszcze cztery mecze ligowe do końca sezonu, w tym dwa spotkania domowe. Pierwszy z nich odbędzie się w niedzielę, 11 maja z Lechem, na który oczywiście wybiera się komplet kibiców z Bułgarskiej.
P.S. Na trybunie fanów Legii wywieszony został transparent dotyczący zbliżających się wyborów prezydenckich: "18.05, 1.06 - nie dopuśćmy, by zakłamany tęczowy Rafał rządził Polską ze Sławkiem narkomanem!". Wywieszony został także transparent "Michał czekamy".
Frekwencja: 51 233
Kibiców Legii: ok. 30 000
Flagi Legii: 16
Kibiców Pogoni: 16 000
Flagi Pogoni: 19
Autor: Bodziach
