Po "strajku ostrzegawczym" na domowym meczu z Aktobe fani Legii sezon 2025/26 tak naprawdę rozpoczęli od wyjazdowego meczu z Lechem Poznań, którego stawką był Superpuchar Polski. Wygrana naszych piłkarzy była bardzo miłą niespodzianką, jeszcze większą styl gry, który zaprezentowali. Po meczu mogliśmy świętować zdobycie - było nie było - trofeum, a później długie oczekiwanie na opuszczenie stadionu, uatrakcyjnione zostało wojenką z ekipą sprzątającą podium. Jedynym minusem była nasza liczba wyjazdowa - na pewno mocno poniżej naszych możliwości.
Relacja z trybun: Niespodziewana naszej drużyny wygrana
I nie ma sensu tłumaczyć jej terminem urlopowym, ani rangą meczu. Nie ma meczów ważnych i ważniejszych. Skoro od piłkarzy wymagamy pełnego zaangażowania w każdym spotkaniu, podobnie musimy wymagać od siebie, nie szukając zbędnych wymówek.
Ostatni nasz wyjazd do Poznania zapadnie na dłużej w pamięci, ze względu na pożar pociągu już w samym Poznaniu (na wysokości stacji Górczyn). Tym razem przejazd pociągiem specjalnym był znacznie spokojniejszy, bez żadnych nieplanowanych atrakcji. Do celu wyruszyliśmy już o godzinie 11:00 ze stacji Warszawa Gdańska, czyli na 7 godzin przed rozpoczęciem meczu. Po niespełna trzech godzinach podróży dotarliśmy do Palędzia, gdzie zapakowano nas w podstawione autobusy, którymi następnie sprawnie dojechaliśmy pod sam stadion. Warto dodać, że w Poznaniu wygospodarowano parking dla kibiców gości. Nie ma już parkowania, jak w ostatnich latach, wzdłuż ulicy dochodzącej do klatki - fury tam pozostawione poznańska straż miejska ma odholowywać.
Wchodzenie na stadion przebiegało również bardzo sprawnie. Zdecydowana większość z nas już przed 16:00 była na trybunach. Po stronie gospodarzy byli jedynie szykujący oprawę ultrasi, a bramki wejściowe dla "Kolejorza" otwarte zostały na dwie godziny przed meczem. Jako że podczas meczu w rundzie wiosennej nie było wzajemnych "uprzejmości" (lechici byli obecni na naszym stadionie na układzie), teraz nadrobiliśmy zaległości. I rozpoczęliśmy bluzganie sporo przed pierwszym gwizdkiem sędziego. A, że repertuar pieśni antylechickich jest całkiem okazały, to było co śpiewać. Przy okazji "pozdrowione" zostały poznańskie zgody - tj. Cracovia, Arka, ŁKS, a później również KSZO, których flaga wisiała tego dnia w "Kotle". Lech wykorzystywał fakt, że ich klub jest mistrzem Polski, więc parokrotnie śpiewali "Gdzie twoje berło...?", a także skandowali "Co was tak mało?". Na to drugie hasło otrzymali szybką odpowiedź - "Hej, k... - na was wystarczy!", a później również "Przyszliście chamy, dlatego, że my tu gramy".
Lechici sporo przed meczem wykorzystali wszystkie dostępne bilety i mecz obejrzało ponad 40 tys. kibiców. Trzeba przyznać, że pod tym względem gospodarze prezentowali się bardzo dobrze. Słowa uznania należą się także za przygotowaną na ten mecz choreografię. Znacznie słabiej wypadł ich doping, ale sądząc po tym, jak ryknęli w samej końcówce, największy na to wpływ miał niekorzystny dla nich rezultat.
Legioniści w piątek, czyli dwa dni przed meczem, wzięli udział w uroczystościach rocznicy Rzezi Wołyńskiej. Przed meczem w naszym sektorze wywieszona została biało-czerwona flaga "Wołyń PamiętaMY". Dopiero później wywieszone zostały także flagi "Legia To My", "Jesteśmy waszą Stolicą" i "Ludzie Wierni Barwom" (Szczecinek). Poznaniacy z kolei wywiesili obok biało-czerwonej flagi "Poznań", transparent "Wołyń '43 - Pamiętamy!". W sektorze gości skandowano parokrotnie hasło "J... UPA i Banderę, hej".

Można powiedzieć, że wiele rzeczy nas dzieli, ale są też kwestie, w których mówimy jednym głosem. Obie ekipy mają bardzo podobne zapatrywania na kwestie narodowe i obywatelskie. Legioniści już kilka dni wcześniej zaczęli nawoływania do udziału w warszawskim marszu skierowanym przeciwko imigrantom, nielegalnie przekraczającym nasze granice. W klatce wywieszony został transparent "Wszyscy na protest, STOP masowej imigracji! Warszawa 19.07 godz. 12:00". Lechici zaś wywiesili transparent "STOP nielegalnej migracji. Deutschland, Finger weg von den polnischen Grenzen!" (Niemcy, trzymajcie ręce z dala od polskich granic).
Mecz rozpoczął się od Mazurka Dąbrowskiego. Co prawda odegrane zostały dwie zwrotki hymnu (i tyle odśpiewały trybuny proste), ale Kocioł i brać ze stolicy obowiązkowo zaśpiewała pełne cztery zwrotki hymnu. Niedługo później gospodarze zaprezentowali oprawę - transparent "Long live the king", wycinaną malowaną sektorówkę przedstawiającą króla z mieczem, z barwami klubowymi w tle (kartoniki). Całość zwieńczyło ok. 150 odpalonych po bokach rac. Z powodu zadymienia murawy, sędzie przerwał mecz na cztery minuty.

Po ostatnim nieudanym sezonie, słabym spotkaniu z Aktobe, braku transferów, raczej nikt z nas nie nastawiał się na wygraną w Poznaniu. Tymczasem piłkarze zaskoczyli nas swoją ambitną postawą i od pierwszych minut przejęli inicjatywę. Udokumentowali ją w dwoma bramami w pierwszej połowie. Dwukrotnie więc były powody do radości. Przy drugiej bramce dla Legii, akurat jechaliśmy z pieśnią "A my Lecha...". Przed rozpoczęciem drugiej połowy prowadzący doping Kamil, próbował wszystkich nakręcić do jeszcze większego wysiłku. Tak by pomimo słabszej liczby wyjazdowej, pokazać się wokalnie z jak najlepszej strony.
Na pewno wynik nam sprzyjał. Od 70. minuty rozpoczęliśmy doping bez koszulek, włączając naszą najlepszą ostatnimi czasy nutę - "Gdybym jeszcze raz...". Dopiero, gdy 10 minut później lechici zdobyli bramkę kontaktową, nastąpiła pobudka w ich szeregach. I uwierzyli, że mogą jeszcze odmienić losy spotkania. My z kolei ruszyliśmy z pieśnią "Nie poddawaj się ukochana ma...", a kiedy z końcu sędzia gwizdnął po raz ostatni zaśpiewaliśmy jeszcze "Puchar jest nasz lalalalala" oraz "Hej k..., coście tak cicho?!". Później poświętowaliśmy chwilę z piłkarzami, zanim doszło do dekoracji. Zaśpiewaliśmy wraz z zawodnikami "Puchar jest nasz", "Warszawę" oraz skandowaliśmy "Hej Legio, dzięki za walkę" i "Hej Legio tylko mistrzostwo!".
Gospodarze dość szybko opuścili stadion, nie czekając na dekorację zdobywców Superpucharu, a także... srebrnych medalistów. Których dekorowanie jest wyjątkowo słabym pomysłem, ale to już nie nasza sprawa. Zanim rozstawione zostały podesty itd., miejscowe trybuny zupełnie opustoszały. Kiedy ogłoszono, że medale wręczać będzie prezes PZPN - Cezary Kulesza, pod adresem tej organizacji niosły się głośne okrzyki - "PZPN, PZPN, j..., j... PZPN". Gdy zaś medale zaczęli odbierać zawodnicy Lecha, po całym stadionie niosło się konkretnie "A my Lecha...". Później zaś nastąpiła dekoracja zdobywców trofeum, podczas którego nie brakowało dobrych humorów i kolejnych śpiewów z naszej strony.
Jako że odjazd pociągu specjalnego mieliśmy zaplanowany ponad 3 godziny po dekoracji, wiadomo było, że czeka nas jeszcze dłuższe oczekiwanie na wyjście z sektora. Lekiem na nudę okazała się ekipa montująca, a później demontująca podesty i sprzątająca złote konfetti wystrzelone przy dekoracji legionistów. Jakoś tak wyszło, że ekipa wynosząca sprzęt z okolicy naszego sektora (tyle, że na dole) nie złapała chemii z naszą grupą. I po nitce do kłębka, zaczęło się od pierwszych uszczypliwości, oblewania ekipy wodą z naszej strony po bitwę wodną niczym w lany poniedziałek. "Hej k..., śmiecie, teraz to po nas sprzątniecie" - skandowali legioniści pod adresem ekipy zbierającej konfetti z murawy. "Dziś sprząta armia pe...ów", "Już po etacie, za wolno k... sprzątacie", "Szybciej, k..., szybciej!" - skandowali legioniści, raz po raz obrzucając ekipę sprzątającą butelkami z wodą. W końcu tamci zaczęli chodzić naokoło, by tylko nie przechodzić w zasięgu rzutu. "Hej k..., gdzie wy idziecie?!" - niosło się z sektora gości pod adresem bandy, która nie potrafiła się bawić i zaczęła się dąsać i skarżyć.
Aby przedwcześnie zakończyć zabawy, organizatorzy nadspodziewanie wcześnie otworzyli bramy... Ale wcale nie oznaczało to wcześniejszego powrotu. Potem przyszło nam czekać ok. 40 minut w podstawionych autobusach, a nasz specjal ruszył z Palędzia około 23. Do Warszawy wróciliśmy przed 3 nad ranem. Przed nami dwa z kolei mecze w europucharach. Najpierw wyjazdowy mecz z Aktobe, a potem - w przypadku wygranej wyjazd do Ostrawy, który będzie najbliższym wyjazdem Legii w europejskich pucharach w historii. Jeśli więc Legia wygra w Kazachstanie, będziemy mieli - licząc wyjazd do Poznania - cztery wyjazdy z rzędu (Superpuchar, Aktobe, Banik i Korona). W razie niepowodzenia w Azji, nasz zespół czeka dwumecz z inną czeską ekipą - Spartą Praga, tyle, że w odwrotnej kolejności.
Frekwencja: 40 368
Kibiców gości: 930
Flagi gości: 3
Autor: Bodziach

