- Osobiście nie obchodzi mnie, że mam jeszcze drugi rok kontraktu. Przyszedłem tu, by wygrywać, a nie stracić rok! To moja mentalność. Zawsze wchodzę całym sobą i ponoszę pełną odpowiedzialność! - mówi otwarcie trener Legii, Edward Iordanescu, który podsumował dla nas pierwszą część sezonu. Zapraszamy na rozmowę.
Iordanescu: Mamy zawodników, ale musimy zbudować zespół
Zakończył się pierwszy etap sezonu. Jak Pan ocenia ten letni maraton meczowy?
Edward Iordanescu: - Ważne jest to, że do tej pory mieliśmy dwa cele i oba osiągnęliśmy – Superpuchar w Poznaniu i awans do europejskich pucharów. Teraz naszym głównym celem jest zdobycie mistrzostwa Polski.
Awansu do Ligi Europy nie udało się osiągnąć. Jak z perspektywy czasu ocenia Pan dwumecz z AEK Larnaka? Czy został popełniony błąd, a może coś dało się zrobić inaczej lub lepiej?
- Celem, za który wziąłem odpowiedzialność, był awans do europejskich pucharów. Gdyby udało się awansować do Ligi Europy, byłoby jeszcze lepiej. Mogliśmy się tam znaleźć, ale 45 minut w Larnace zniszczyło wszystko. Fatalnie sobie wtedy poradziliśmy i zapłaciliśmy za to, choć w pierwszej połowie mieliśmy świetne okazje, by prowadzić nawet 3-1. Wygląda to tak, że kiedy mamy okazje, nie zawsze potrafimy je wykorzystać. Natomiast gdy popełniamy błędy – zawsze za nie płacimy. Tak jak w Krakowie: 2 strzały, 2 gole. Są jeszcze elementy z przeszłości, które koniecznie musimy wyeliminować z naszej gry. W zeszłym roku Legia straciła 45 bramek w Ekstraklasie. To zdecydowanie za dużo, jak na zespół, który chce zostać mistrzem. Wiem, że poprzedni trener i jego sztab też dużo nad tym pracowali, żeby to poprawić. Teraz moim zadaniem jest to zrobić. W meczu z Hibernianem w pierwszej połowie rywale nie oddali ani jednego strzału na naszą bramkę, prowadziliśmy 1-0 i mieliśmy wszystko pod kontrolą. A potem w ciągu 11 minut straciliśmy 3 gole. Przeplatamy bardzo dobre momenty i pełną kontrolę z momentami, w których wyglądamy jak zupełnie inna drużyna.

Czego nauczył się Pan w tych pierwszych miesiącach pracy w Polsce?
- Bardzo wiele. Najpierw jednak musiałem zrozumieć strukturę klubu, drużyny, piłkarzy, ludzi wokół, ich nawyki. Oczywiście także wiele nauczyłem się o samej lidze i jej charakterystyce.
Jak ocenia Pan dotychczasową współpracę z zarządem klubu i dwoma dyrektorami odpowiedzialnymi za politykę transferową?
- W klubie mam szefa najwyższej klasy – dżentelmena, który wkłada w Legię dużo serca i doskonale rozumie fundamenty, ale czasami jest powściągliwy, jeśli chodzi o decyzje techniczne. Mam z nim jednak nadzwyczajną komunikację.
Osoby z zarządu, z którymi najczęściej współpracuję, to dwaj byli wielcy piłkarze – Fredi Bobić i Michał Żewłakow, byli reprezentanci i niezwykle kompetentni ludzie. Z nimi zbudowałem całą strategię i oni dają mi wsparcie oraz zrozumienie. Uważam, że razem jesteśmy bardzo konkurencyjni.
Za drużyną stoi znakomita infrastruktura, zasoby ludzkie wysokiej jakości oraz technologia na najwyższym poziomie. To wszystko pozwala nam pracować bardzo szczegółowo i kompleksowo.

W różnych mediach czy na konferencjach kilkukrotnie przebijało się z pana wypowiedzi niezadowolenie, wynikające z braku transferów przychodzących czy nieplanowanych odejść zawodników.
- Byłem trochę smutny, a może nawet zły, ponieważ zbudowałem strategię, a potem sprawy potoczyły się w innym kierunku. Dopiero teraz się ustabilizowały. W trakcie bardzo krótkiego okresu przygotowawczego oraz od samego sezonu, gdy graliśmy mecze co 3 dni, mieliśmy ciągłą migrację zawodników i to bardzo utrudniało mi pracę.
Odeszło 12–13 piłkarzy, a przyszło 10, ale wszyscy dołączyli dopiero po obozie letnim, w tym czterech dopiero w ostatnich 72 godzinach okienka transferowego, czyli w środku sezonu, po tym, jak już rozegraliśmy 14 meczów. W takiej sytuacji pracuje się bardzo trudno, bo to tak, jakby trzeba było cały czas zaczynać wszystko od nowa.
Pojechaliśmy do Austrii z jedną kadrą, a teraz drużyna wygląda zupełnie inaczej. Cały czas musimy pracować nad wszystkimi aspektami: fizycznymi, technicznymi, taktycznymi i psychologicznymi.
W pewnym momencie zdecydował się trener na zmianę ustawienia z 4-3-3 na grę trójką obrońców. Z czego to wynikało?
- Od początku trenowaliśmy i graliśmy sparingi w jednym ustawieniu, z którym następnie zaczęliśmy sezon. Później jednak musiałem wiele dostosowywać i zmieniać. Nawet strukturę, bo brakowało zawodników na dane pozycje. W praktyce trenowałem z jedną drużyną w okresie przygotowawczym, a teraz mam inną. Połowa została zmieniona w trakcie.
W końcu, teraz, pod koniec okna transferowego, mogę powiedzieć, że jestem zadowolony. Bardzo ważni zawodnicy zostali sprzedani, ale zarząd dotrzymał słowa i pomógł mi, rozumiejąc, że potrzebujemy wartościowych piłkarzy. Teraz mamy dużo pracy przed sobą. Mamy zawodników, ale musimy zbudować zespół.
Czasu na tę budowę nie będzie zbyt wiele. W Legii zawsze brakuje cierpliwości i w gabinetach i na trybunach.
- Wiem, że cierpliwości jest niewiele, ale jestem gotów na to zadanie. W ciągu tych dwóch i pół miesiąca, odkąd jestem trenerem Legii, spałem średnio po 4–5 godzin na dobę, ale czuję się świeży, pełen pasji i wiary w przyszłość. Teraz mam zawodników, których chciałem, ale muszę zbudować drużynę, której oczekują kibice i klub. Zdolną do osiągania wyników i zdobycia mistrzostwa.
Każdy zawodnik trafił do nas w innej formie fizycznej, więc nasza praca jest trzy razy większa i trudniejsza, ponieważ musimy zajmować się każdym indywidualnie, a następnie wszystkich razem zintegrować – pod kątem ludzkim i sportowym. Ostatnim krokiem będzie sprawić, by wszyscy razem funkcjonowali w drużynie z jasną wizją i tożsamością.
W naszych meczach jest wiele momentów, z których nie jestem zadowolony i które chcę zmienić, ale wiem, że to wymaga czasu. Nawet jeśli przyspieszamy proces, są kroki, których nie da się pominąć.

Czy po ostatnich transferach zespół wróci do podstawowego ustawienia? Czy teraz są do tego odpowiedni wykonawcy?
- Nie lubię wprowadzać wielu zmian, zwłaszcza gdy dopiero zaczynam pracę z zespołem. Chcę zbudować dobrą, kompleksową organizację gry – taką, jaką mają wszystkie wielkie drużyny. To oczywiście wymaga czasu. Dlatego nie chciałem zbyt wiele zmieniać po starcie sezonu. Ale sytuacja mnie do tego zmusiła. Chcę położyć solidne fundamenty, a dopiero później na nich budować. Teraz jesteśmy nową drużyną, mamy 10 nowych zawodników, więc wiele rzeczy trzeba zaczynać od początku.
Kontuzja najlepszego strzelca mocno skomplikowała sytuację w ataku. W ostatniej chwili ściągnięto Antonio Colaka, ale jednocześnie rezygnujecie w Lidze Konferencji z Migouela Alfareli i Ilji Szkurina. Czy ta pozycja jest odpowiednio zabezpieczona?
- JP to fantastyczna postać i piłkarz. Jego uraz to wielka strata dla nas, ale to sytuacja, na którą nie mamy wpływu. Wspieramy go i czekamy na jego powrót. Jeśli chodzi o nowych zawodników, proszę dać nam i im trochę czasu – jest zbyt wcześnie, by to oceniać. Ja im ufam i wierzę w nich.
Stałe fragmenty gry – dlaczego tak źle funkcjonują zarówno w obronie, jak i w ofensywie? Czy ma pomysł na wzmocnienie sztabu pod tym kątem albo jakieś inne rozwiązanie?
- W ofensywie wcale nie jesteśmy źli. To defensywa sprawia nam ogromne problemy. Omal nas nie pogrążyła. Tak było z Hibernianem, gdy od jednego rzutu rożnego zaczęło się całe zamieszanie. Teraz z Cracovią przez to przegraliśmy mecz. Było 1-1, mieliśmy kontrolę, potem to się wydarzyło i przegraliśmy spotkanie. Chodzi o pracę, powtarzalność, analizę, ale też o koncentrację i odpowiedzialność w grze. Będziemy nad tym pracować codziennie, jeśli będzie trzeba, bo w nowoczesnym futbolu stałe fragmenty gry zawsze mogą sprawić, że wygrasz albo przegrasz mecz.

Ile czasu potrzeba, by zespół po lecie pełnym zmian wszedł na wysokie obroty i złapał właściwe zrozumienie na boisku?
- Tak jak mówiłem, sukces nie spada z nieba. Trzeba go zbudować. To na pewno wymaga czasu, a nawet jeśli spróbuję przyspieszyć proces, są kroki, których nie da się przeskoczyć. Większość zawodników nie przeszła okresu przygotowawczego i zaczynaliśmy z nimi prawie od zera. Tak jest w przypadku części ostatnich transferów. Zanim zintegrujemy ich z zespołem, zaczniemy pracować nad ogólnymi zasadami i budować chemię, musimy doprowadzić ich do odpowiedniej dyspozycji fizycznej. Nic nie da się zrobić, jeśli nie możesz biegać. Jeśli będziemy naciskać zbyt mocno, ryzykujemy, że ich nadmiernie obciążymy albo nawet narazimy na kontuzje.
Wiem, że teraz ludzie oczekują, by natychmiast zobaczyć ich na boisku — ja też bym tak chciał — ale to tak nie działa. To wymaga czasu. Oni potrzebują czasu. A my musimy pracować znacznie więcej indywidualnie i zespołowo, żeby to wyrównać! Jeśli chodzi o wyniki, muszę je dowieźć, bez względu na kontekst. Na pewno po przerwie zimowej będziemy wyglądać dużo lepiej. Do tego czasu musimy być pragmatyczni i po prostu zdobywać punkty.
Co trzeba zrobić, by Legia traciła mniej goli i częściej wygrywała nawet skromnie 1-0?
- Praca, praca i jeszcze raz praca. A także pełne zaangażowanie wszystkich zawodników! Musimy wyeliminować momenty, w których tracimy koncentrację, bo choć nie lubię tego mówić, większość goli padła po indywidualnych błędach. Musimy wyeliminować je z naszej gry.
Jakie są Pana pierwsze wrażenia dotyczące zawodników z akademii? Będziemy mogli z nich skorzystać w najbliższych tygodniach, czy to raczej kwestia przyszłości?
- W poprzednich klubach zawsze bardzo interesowałem się młodymi zawodnikami i akademiami. I tutaj będzie tak samo. Ale do tej pory pracowałem pod presją czasu. Na pewno mamy talenty, ale znów — podchodźmy do tego krok po kroku.
7 punktów w 5 ligowych meczach to wynik poniżej oczekiwań. Kibice chcą efektów tu i teraz, by drużyna nie wypisała się z walki o mistrzostwo Polski.
- To dla mnie ogromne wyzwanie – budować drużynę i jednocześnie osiągać wyniki. Jestem pewny, że możemy to zrobić. Po przerwie zimowej i obozie przygotowawczym wszystko będzie prostsze i bardziej systematyczne. Będziemy pracować z całą kadrą, ujednolicimy wszystko, będziemy mieć mecze towarzyskie, drużyna będzie znacznie bliżej maksimum swoich możliwości. Do tego czasu musimy zdobywać wyniki, utrzymywać się wysoko w tabeli i być blisko naszego głównego celu – mistrzostwa. Od wiosny trzeba nacisnąć na pedał gazu i wygrać je. Jeśli tego nie zrobimy, mój kontrakt będzie miał najmniejsze znaczenie.
Jak powinniśmy to rozumieć?
- Osobiście nie obchodzi mnie, że mam jeszcze drugi rok umowy. Przeanalizujemy to wspólnie z zarządem i być może rozwiążę kontrakt niezależnie od okoliczności. Przyszedłem tu, by wygrywać, a nie stracić rok! To moja mentalność. Zawsze wchodzę całym sobą i ponoszę pełną odpowiedzialność!
