W sobotni wieczór Legia Warszawa tylko zremisowała z pogrążonym w kryzysie Rakowem Częstochowa 1-1. Choć pierwsza połowa była niezła w wykonaniu legionistów - przeważali, kreowali dogodne okazje i w 41. minucie wyszli na prowadzenie, to nie udało im się utrzymać go nawet do przerwy. W drugich 45 minutach gra "Wojskowych" przestała się kleić i nie byli już w stanie przełamać defensywy gospodarzy. Dla podopiecznych trenera Edwarda Iordanescu była to już czwarta strata ligowych punktów w tym sezonie. Poniżej przedstawiamy nasze oceny warszawiaków za ten mecz.
Plusy i minusy po meczu z Rakowem
Kamil Piątkowski - Choć do końca nie wiadomo było czy defensor będzie w stanie wystąpić w tym meczu, trzeba cieszyć się, że ostatecznie udało się postawić go na nogi. Dla Piątkowskiego był to zresztą bardzo ważny i symboliczny mecz, bo to właśnie z Rakowa wyruszył na szerokie wody. Od początku było widać w nim dużą motywację i determinację. 25-latek grał bardzo agresywnie, wychodził za przeciwnikami wysoko poza linię obrony, przy czym jednak emanował skutecznością i pewnością. Piątkowski wygrał wszystkie z 9 pojedynków toczonych z rywalami na murawie, dokładając również 80-procentową skuteczność w starciach w powietrzu. Oprócz dobrych interwencji poza własną "szesnastką", stoper zachowywał czujność również przy własnej bramce, dobrze zabezpieczając liczne kontrataki gospodarzy, a kilka jego powrotów za rywalami robiło wrażenie i zażegnywało zagrożenie w ostatnich momentach. Piątkowski był w tym meczu jak skała nie do przejścia i spokojnie można nazwać jego występ w defensywie perfekcyjnym.
Damian Szymański - Podobnie jak Kamil Piątkowski, w meczu z Rakowem Częstochowa został pozytywnie zweryfikowany po udanym występie przeciwko Radomiakowi Radom. Defensywny pomocnik trzymał w ryzach środek pola i był odpowiedzialny za wiele zbiórek przy górnych i bezpańskich piłkach - to pozwoliło Legii na kontrolę w tej strefie boiska przez większą część spotkania. Wykazywał się dobrą asekuracją zarówno na swojej pozycji, jak i w formacji defensywnej, schodząc niżej przy wysoko wychodzących stoperach. Szymański pracował dużo nie tylko w odbiorach i zabezpieczeniu, ale również w rozegraniu piłki, które w większości akcji rozpoczynało się od niego. Choć kilka razy zdarzyło mu się popełnić błąd w rozegraniu, to swoim ustawieniem i szybkim powrotem momentalnie zapobiegał zagrożeniu i naprawiał pomyłkę. Mimo żółtej kartki w końcówce pierwszej połowy, nie dał się ponieść emocjom, trzymał nerwy na wodzy i nadal wykazywał się pewnością w swoich interwencjach. Szymański po raz kolejny pokazał, że z nim w składzie Legia jest znacznie pewniejsza w defensywie i zyskuje jakość w fazach przejściowych.
Petar Stojanović - Słoweniec był jedyną roszadą w wyjściowym składzie względem ostatniego meczu z Radomiakiem Radom. Od pierwszych minut było widać, że chce wykorzystać swoją szansę. Szczególnie w pierwszej połowie był najaktywniejszym zawodnikiem legijnej ofensywny. Szukał swojego miejsca nie tylko na prawej stronie, ale także w środkowej strefie boiska i polu karnym Rakowa. Wielokrotnie pokazywał się do górnych i prostopadłych podań, walczył o pozycję z rywalami i nie był na przegranej pozycji. Przede wszystkim dobrze czytał grę i uwalniał się do wolnych przestrzeni, co pozwoliło mu na dojście do kilku sytuacji bramkowych i wykreowanie takich dla partnerów. Widać było, że ma parcie na bramkę i może w tym spotkaniu zanotować jakąś "liczbę". W 26. minucie Słoweniec dobrze zabrał się z piłką po zgraniu jej klatką piersiową przez Miletę Rajovicia, wbiegł z prawej strony pola karnego i uderzył ile sił, jednak trafił tylko w obramowanie bramki. Pięć minut później dobrym zagraniem po ziemi na "szesnastkę" wypatrzył wbiegającego Ermala Krasniqiego, jednak Kosowianin zmarnował to świetne podanie, nie trafiając w piłkę. W 41. minucie znów dobrze pokazał się na prawej stronie pola karnego, otrzymał górne podanie i z pierwszej piłki wyłożył ją do strzału Bartoszowi Kapustce, który został jednak zablokowany. Nie minęło kilka sekund, a Stojanović znów dobrze ustawił się, przejmując wybite przez jednego z obrońców dośrodkowanie Juergena Elitima, skrzydłowy uderzył z woleja i umieścił piłkę w siatce tuż obok lewego słupka, nie dając golkiperowi najmniejszych szans na interwencję. Tym świetnym uderzeniem Słoweniec "otworzył" wynik meczu, a także swoje strzeleckie konto w barwach Legii. Niestety, kilka minut później Słoweniec sprokurował rzut karny dla rywala, choć sytuacja była bardzo kontrowersyjna i nie można w pełni go za nią winić. W drugiej części meczu było widać w jego poczynaniach większą irytację i nieco mniejsze zaangażowanie, choć nadal starał się odkręcić wynik i pomóc zespołowi w zdobyciu trzech punktów. Został zmieniony w 75. minucie. To był na pewno jeden z najlepszych dotychczasowych występów Stojanovicia w warszawskim klubie.
Juergen Elitim - Kolumbijczyk był w tym spotkaniu aktywny, jednak zabrakło jego błysku, nieco dokładności i kluczowych podań. Elitim często znajdował się przy piłce na połowie i przy polu karnym gospodarzy, lecz mało ryzykował. Często decydował się na rozegranie do boku lub do tyłu, szukał bardziej prostych niż niekonwencjonalnych rozwiązań. Zdecydowanie zbyt rzadko decydował się na indywidualne zabranie z piłką czy przyspieszenie ataku zespołu, do czego przyzwyczaił w większości poprzednich spotkań. Mimo wszystko były momenty, w których Elitim potrafił zaskoczyć przeciwników, prostopadłym zagraniem uwolnić swoich kolegów z drużyny, a pośrednio asystował przy jedynym trafieniu Legii w tym meczu. W 41. minucie pomocnik do końca powalczył o podanie za linię obrony Ermala Krasniqiego, dośrodkował piłkę w głąb "szesnastki" praktycznie z linii końcowej i choć nie dotarła ona bezpośrednio do któregoś z legionistów, to była na tyle nieprzyjemnie zagrana, że zmusiła zawodnika Rakowa do błędu i wybicia wprost pod nogi strzelającego Petara Stojanovicia. Elitimowi nie można odmówić walki i chęci, lecz zabrakło czegoś więcej.
Steve Kapuadi - Aż tak agresywnego Kapuadiego w Legii chyba jeszcze nie widzieliśmy. Defensor był w tym meczu odpowiedzialny za indywidualne krycie Jonatana Brauta Brunesa i praktycznie nie odklejał się od niego choćby na sekundę. Norweg schodził pod własne pole karne - obrońca Legii momentalnie podążał za nim, napastnik próbował znaleźć się z piłką pod "szesnastką" Legii - Kapuadi był tuż przy nim. Trzeba powiedzieć, że z tego zadania reprezentant Demokratycznej Republiki Konga wywiązał się naprawdę dobrze. Kapuadi ograniczył atuty Brunesa do minimum, nie pozwalał mu rozwinąć skrzydeł i silną walką fizyczną nie pozostawiał mu wiele przestrzeni. Po zejściu z napastnika Rakowa z boiska w 77. minucie, Kapuadi przejął indywidualne krycie Patryka Makucha i jemu również skutecznie utrudniał grę. Gdyby nie pojedyncze błędy, być może stoper zasłużyłby na plusa. Te jednak się pojawiły i mogły kosztować zespół bardzo wiele. W 17. minucie Kapuadi stracił czujność i przy wyprowadzeniu piłki przy linii środkowej stracił posiadanie, zostawiając mnóstwo przestrzeni za swoimi plecami, co spróbował wykorzystać Fran Tudor, jednak wahadłowy został powstrzymany wślizgiem przez Kamila Piątkowskiego. W doliczonym czasie pierwszej połowy Kapuadi dał się pokonać w pojedynku 1 na 1 Tudorowi, po czym uciekł się do faulu niedaleko własnego pola karnego, a dośrodkowanie rywali z rzutu wolnego zakończyło się podyktowaniem rzutu karnego. Całościowo jednak był to przyzwoity występ defensora. Szkoda, że w 27. minucie nie udało mu się skutecznie wykończyć dośrodkowania z rzutu rożnego Rubena Vinagre, bo ładnie wbiegł na bliższy słupek i dobrze uderzył głową, ale tylko minimalnie obok bramki.
Paweł Wszołek - Zaskakująco mało było Wszołka w tym meczu. Boczny obrońca zdecydowanie więcej pracy wykonywał w tym meczu na własnej połowie i bliżej środka boiska niż przy polu karnym przeciwników. Gdy już zapędzał się wyżej, kilka razy dobrze pograł z Petarem Stojanoviciem, jednak sam nie dał wielu konkretów. Na dogranie wyższej piłki w kierunku "szesnastki" zdecydował się tylko 3 razy i w każdej z tych sytuacji robił to niecelnie. Najbardziej w ofensywie zapamiętać można było go z akcji w doliczonym czasie pierwszej połowy, kiedy został uruchomiony prostopadłym podaniem przez Bartosza Kapustkę i z prawej strony pola karnego zdecydował się ni to na strzał, ni dośrodkowanie, które powędrowało za linię końcową. Znacznie lepiej wyglądały jego poczynania obronne. Wszołek dobrze się ustawiał, był pewny w pojedynkach fizycznych i szybkościowych z graczami gospodarzy, dzięki czemu skutecznie zabezpieczył prawą stronę defensywy Legii i nie pozwolił na zbyt wiele lewoskrzydłowym Rakowa. W meczu takiej rangi spodziewalibyśmy się jednak po Wszołku znacznie więcej.
Kacper Tobiasz - Przez znaczną część meczu golkiper Legii nie miał jak pokazać swoich umiejętności bramkarskich. Pierwszy celny strzał gospodarze oddali dopiero w doliczonym czasie pierwszej części i było to uderzenie z rzutu karnego. Tobiasz nie wyczuł jednak intencji strzelającego, rzucił się w drugą stronę i tym razem nie udało mu się wybronić "jedenastki". Pozostałe dwa celne strzały graczy Rakowa były lekkie i leciały wprost w niego, więc golkiper nie miał z nimi najmniejszego problemu. Poza tym wykazywał się połowiczną skutecznością przy dośrodkowaniach rywali, bywały momenty, w których mógł zachować się lepiej, wyjść z bramki i interweniować, ale gdy już się na to decydował, był przy tym pewny. Również jego jakość wybić powinna być znacznie lepsza - wykonał tylko 6 udanych górnych podań z aż 30 prób.
Bartosz Kapustka - Wydawało się, że kapitan Legii wrócił ze zgrupowania reprezentacji Polski odmieniony, jednak spotkanie z Radomiakiem musiało być tylko wypadkiem przy pracy. W Częstochowie Kapustki było już mało, zanotował najmniej kontaktów z piłką spośród wszystkich zawodników środka pola - ponad dwa razy mniej niż Damian Szymański. W zasadzie w swojej grze nie zaskakiwał niczym. Większość podań kierował do najbliższego kolegi z drużyny, najczęściej do tyłu, czym skutecznie zwalniał tempo akcji i odbierał zespołowi możliwość zaskoczenia rywala. Kapustka sprawiał wrażenie zagubionego, jakby grała w nim bardziej chęć uniknięcia błędu niż realna potrzeba wzięcia odpowiedzialności na swoje barki. Brakowało też jego jakichkolwiek prób indywidualnych – zarówno odważnych wejść z piłką, jak i podań otwierających linię obrony Rakowa. Nie był także wartością dodaną w defensywie, w zasadzie oprócz stałych fragmentów gry, rzadko można było zobaczyć go przy własnym polu karnym. Kapustka nie pokazał w tym meczu determinacji i odwagi, które mogłyby zmienić obraz spotkania.
Ruben Vinagre - To był po prostu typowy występ Rubena Vinagre, choć miał momenty w defensywie, które zwiastują poprawę w jego grze w tym elemencie. Mowa tu o dwóch dobrych interwencjach - w 25. minucie skutecznym wślizgiem przeciął podanie Frana Tudora do niepilnowanego partnera przed polem karnym, natomiast w 51. minucie ofiarnym rzutem skutecznie zablokował strzał Imada Rondicia. Były to jednak tylko poszczególnie przypadki, indywidualne interwencje, bo przy większości ataków Rakowa Vinagre nie czuł gry, gubił ustawienie i potrzebował asekuracji. W ofensywie, poza celnym dośrodkowaniem z rzutu rożnego w 27. minucie na głowę Steve'a Kapuadiego, również nie dał żadnych konkretów - większość jego zagrań była niecelna, padała łupem przeciwników i pozwalała ruszać im z groźnymi kontratakami. Kilka takich przebłysków to zdecydowanie za mało od zawodnika, który kiedyś pokazywał tak dużą jakość.
Ermal Krasniqi - Kosowianin otrzymał kolejną szansę w wyjściowej jedenastce. Nie można odmówić mu starań, na pewno nie unikał gry, jednak kompletnie nie potrafił zaskoczyć rywali. Gdy otrzymywał piłkę, nie potrafił z nią przyspieszyć, wchodząc w pojedynki z przeciwnikami, przegrywał większość z nich i ani razu nie zdecydował się na dośrodkowanie futbolówki na pole karne - po prostu nie dawał żadnych większych konkretów. Skrzydłowy dwukrotnie oddawał strzał na bramkę Rakowa - w pierwszej połowie uderzył z dystansu zdecydowanie za lekko i wprost do rąk bramkarza, a na starcie drugiej części nie zaskoczył go uderzeniem z dość ostrego kąta z lewej strony pola karnego. W zasadzie poza prostopadłym podaniem w kierunku Juergena Elitima przy bramce bramkowej, które i tak było na styku, blisko by Kolumbijczyk nie zdążył do dogranej piłki, nie wyróżnił się praktycznie niczym. Opuścił boisko w 66. minucie. Krasniqi nie jest typem efektownego skrzydłowego i przy braku efektywnej gry będzie mu ciężko, by stać się ulubieńcem kibiców stołecznej drużyny.
Mileta Rajović - Przy takiej grze stołecznej drużyny jak w Częstochowie Duńczyk nie miał jak pokazać swoich umiejętności. Przy większości akcji był pomijany przez drużynę, jednak to nie tylko wina partnerów, ale także napastnika, który rzadko pokazywał się do podań poza polem karnym Rakowa, czekając na jakąś możliwość strzelecką. Te pojawiły się dopiero w drugiej połowie - Rajović trzykrotnie miał szanse zagrozić bramce po dośrodkowaniach, jednak w obu sytuacjach jedynie musnął piłkę głową, kierując ją obok lub ponad bramką. Jego gra ograniczała się więc w zasadzie do naciskania rywali pressingiem i walki o wybijane piłki z własnej połowy, w których zanotował tylko 40-procentową skuteczność. Duńczyka można pochwalić na pewno za zachowanie z 26. minuty, kiedy klatką piersiową zgrał centrę pod nogi Petara Stojanovicia, doprowadzając Słoweńca do dobrej sytuacji strzeleckiej. Generalnie był to jednak dyskretny występ napastnika, w którym zakończył swoją serię trzech meczów z rzędu z golem. Opuścił murawę w 87. minucie.
Zmiennicy
Noah Weisshaupt - Pojawił się na boisku w 66. minucie. Niemiec mógł zanotować wejście smoka - chwilę po pojawieniu się na murawie dopadł do zgranej piłki i po przyjęciu uderzył ze skraju pola karnego, lecz został zablokowany przez defensorów. W 69. minucie dobrze uruchomił prostopadłym podaniem na lewej stronie Rubena Vinagre, a ten dośrodkowaniem stworzył sytuację strzelecką Petarowi Stojanoviciowi. Sześć minut później niemiecki skrzydłowy sam swoją centrą stworzył dogodną okazję partnerowi z boiska - dośrodkował idealnie na głowę Milety Rajovicia, który przestrzelił ponad bramką. Widać, że Weisshaupt jeszcze w pełni nie zaaklimatyzował się w Legii i na boisku jest nieco dyskretny, ale dał już pierwsze sygnały, że nie będzie potrzebował dużo czasu, by stać się ważnym elementem wyjściowego składu.
Wahan Biczachczjan - Wszedł na murawę w 75. minucie. Starał się być aktywny, pokazywał się do podań i zabierał z piłką, ale mało mu wychodziło. Większość jego rajdów kończyło się stratą lub niedokładnym ostatnim dograniem. W 86. minucie po podaniu Bartosza Kapustki zszedł z lewej flanki bliżej środkowej strefy, zdecydował się na techniczny strzał sprzed pola karnego, ale nie zdołał dokręcić piłki w światło bramki i minimalnie przestrzelił. Poza tym nie udało mu się dużo więcej wnieść do ofensywy Legii.
Antonio Čolak - Pojawił się na boisku w 87. minucie. Grał zbyt krótko, by ocenić jego występ.
